Matka walczy z przeszkodami

Wąskie, zastawione samochodami i zdewastowane chodniki z wysokimi krawężnikami, kocie łby, schody bez podjazdów, ciasne windy, niedostępne sklepy i urzędy - niełatwo w Krakowie być mamą, szczególnie gdy wyrusza się w miasto z dzieckiem w wózku.

Największym problemem są bariery architektoniczne.

Reklama

- Do wielu miejsc, nawet urzędów nie da się wejść z wózkiem. Najlepszy przykład to sądy czy Urząd Wojewódzki, gdzie od frontu nie ma żadnego podjazdu. Wąskie i dziurawe chodniki nieraz są tak zastawione samochodami, że trzeba omijać je albo po trawniku, albo po ulicy. Zdarzało się, że musiałam sama wózek targać - mówi Marzena, matka dwójki dzieci. - Gdyby nie pomoc przechodniów byłoby naprawdę bardzo trudno.

Olga niedawno kupiła mieszkanie w zupełnie nowym bloku.

- Okazało się, że nie ma żadnego podjazdu do klatki schodowej. Dopiero po mojej interwencji założono na schody metalowe platformy na koła, ale dość szybko je ściągnięto, bo widocznie matki nieco starszych dzieci obawiały się, że wywrócą się one na śliskim metalu. Na szczęście już tam nie mieszkam - opowiada.

Brak podstawowych usprawnień

Nie da się z wózkiem wejść do wielu sklepów, punktów usługowych, w wielu miejscach jazdę utrudniają kocie łby na ulicach, czasami nawet trudno przecisnąć się z wózkiem.

- Paradoksalnie najgorszy pod tym względem jest Kazimierz. Zdewastowane chodniki, wysokie krawężniki, parkujące auta, stoliczki kawiarni - mówi Bogdan Dąsal, pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. osób niepełnosprawnych. Problem jest mu bardzo dobrze znany z autopsji, bo sam porusza się na wózku.

- Kraków jest fatalnie przystosowany dla matek z dziećmi - podsumowuje Małgorzata Skowrońska, dziennikarka "Gazety Wyborczej", która dwa lata temu prowadziła akcję "Kraków przyjazny maluchom". - Brakuje informacji o miejscach, gdzie będą życzliwie przyjęte, są liczne bariery architektoniczne, a podróż MPK jest koszmarem. Wciąż za mało takich miejsc, gdzie rodzice mają kącik, by przewinąć malucha.

Nadzieje

Według wielu osób, wcale nie trzeba gigantycznych nakładów, by znacznie ułatwić życie matkom z pociechami w wózkach.

- Rozumiem, że miasta nie stać na zakup tylko niskopodłogowych tramwajów i autobusów, ale bardzo by ułatwiło życie matkom, gdyby w internetowym rozkładzie jazdy zaznaczono, które kursy wykonywane są niskopodłogowcami - podpowiada Skowrońska.

- Z tym taborem nie jest tak źle, już 25 proc tramwajów i aż 90 proc autobusów ma niskie podłogi - broni się Marek Gancarczyk, rzecznik MPK. - A co do rozkładu jazdy, pracujemy nad tym. Problem polega jednak na tym, że kursy poszczególnymi tramwajami i autobusami często się zmieniają - wyjaśnia.

Światełko w tunelu widzi także pełnomocnik Dąsal:

- W myśl przepisów, każdy projekt dotyczący przestrzeni publicznej czy budynków użyteczności publicznej musi uwzględniać potrzeby wózkowiczów - twierdzi. - Wiele się także robi w starych budynkach, które stanowią największy problem dla niepełnosprawnych czy matek z wózkami. Piękny przykład to przystosowanie muzeum Erazma Ciołka. Dostępne dla wszystkich będą także Sukiennice, Krzysztofory, Międzynarodowe Centrum Kultury. Dla wózkowiczów wybetonowana zostanie alejka na wiślanych bulwarach, biegnąca od mostu Dębnickiego nad rzekę - podaje przykłady.

Nie wszyscy wierzą w zmiany. Krystyna, która potomka spodziewa się dopiero we wrześniu, woli skorzystać z doświadczeń swoich koleżanek i w ogóle nie planuje zakupu wózka:

- Mamy samochód. A gdy już będę zmuszona wyjść na miasto z dzieckiem, skorzystam ze specjalnych chust albo przystosowanych dla niemowląt nosidełek. Są praktyczniejsze przy załatwianiu jakichkolwiek spraw czy podróży, a podobno dziecko, dzięki bliższemu kontaktowi z matką, lepiej się rozwija.

Jerzy Kłeczek

jerzy.kleczek@echomiasta.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje