Morsy nie mają kataru

Gdy inni kulą się z zimna, mimo ciepłych kurtek i czapek, oni rozbierają się do strojów kąpielowych i spokojnie wchodzą do wody - nierzadko do przerębli.

Kiedyś w Bieszczadach kąpałem się przy minus 28 stopniach Celsjusza i odmroziłem końcówki palców. Ale to chyba tylko dlatego, że za długo się ubierałem - wspomina Henryk Szklarczyk, prezes krakowskiego klubu morsów "Kaloryfer". - Przy kilku stopniach mrozu nie jest tak źle - dodaje zaraz.

Reklama

Kąpiel i różowa skóra

W niedzielne południe na Zakrzówku było "aż" 5 stopni. Woda miała temperaturę plus dwa. Na brzegu zebrały się "morsy".

Grubi i chudzi, wysportowani lub nie, są w różnym wieku - kilka osób wyraźnie przekroczyło sześćdziesiątkę.

- Mamy też w naszym klubie najmłodszych "morsów" w Polsce - chwalą się - To sześcioletnia Dominika Lenc, do której ostatnio dołączył jej o dwa lata młodszy brat Filip - zdradzają.

Po chwili rozmowy zaczynają się rozgrzewać - biegają, machają ramionami, robią pompki. Mimo zimna i wiatru rozbierają się. Niektórzy mają specjalne rękawiczki i "skarpetki" z czarnej gumy:

- To sprzęt dla nurków. Wykonany z pianki poliuretanowej pozwala dłużej zachować ciepło w stopach i dłoniach, które najszybciej marzną. Dzięki temu mogę dłużej przebywać w wodzie - wyjaśnia Marcin Krawczyk, jeden z założycieli klubu. Gdy stopniowo zanurzają się w lodowatej wodzie, nie słychać okrzyków i pisków.

- Tylko się nie przezięb! - dogadują sobie najwyżej albo pytają: - Jak tam, ciepła dziś woda?

Po chwili ponad 20 "morsów" pływa. Ci, którzy zostali na brzegu, pilnują czasu.

- Sześć minut! - krzyczy do jednej z kobiet jej towarzyszka. Pływaczka podpływa do brzegu i wychodzi. Podobnie robią inni. Niektórzy po chwili rozgrzewki wracają jeszcze raz lub dwa do wody.

Gdy z niej wychodzą, mają mocno zaróżowione ciało, a niektórzy "gęsią skórkę". Ale gdy się wycierają i przebierają w ciepłe i suche ubrania, nie mają dreszczy ani nie szczękają zębami. Nawet zmiana ubrań nie jest pośpieszna, przeciwnie - niektórzy długo po wyjściu z wody paradują w ręcznikach lub szlafrokach.

Katar i rekordy

- Kiedyś przynajmniej raz w zimie miałem grypę albo anginę. Od pięciu lat, odkąd pływam, zapomniałem o chorobach - śmieje się Marcin Krawczyk.

- Ja mam podobnie. Kąpiel w zimnej wodzie to jak krioterapia - dodaje jego kolega. Jak twierdzi, pływać z "morsami"zaczął, gdy pojawiły mu się problemy z kręgosłupem. Dziś uprawia wyczynowo przełajowe kolarstwo górskie.

- Gdy się przełamie barierę psychiczną przed wejściem do wody, jest już łatwo. A pływanie wzmacnia odporność organizmu - uważa Stefania Słobodzian. Mimo dojrzałego wieku niemal biega stromymi i zabłoconymi ścieżkami na Zakrzówku. "Kaloryfer", jeden z mniejszych i młodszych klubów w Polsce (przykładowo gdański klub liczy 700 członków!), ma jednak powody do dumy. Ich prezes jest specem od pływania pod lodem. Najdłuższy dystans - 53 metry!

24 lutego 20 śmiałków przystąpi do bicia rekordu Guinnessa w długości pływania. Ich wyczyn będzie można zobaczyć pod Wawelem. A w każdą niedzielę o godz. 12 można ich podziwiać na Zakrzówku

Jerzy Kłeczek

jerzy.kleczek@echomiasta.pl

Trening

Choć warto się skonsultować najpierw z lekarzem, "morsem"może zostać każdy. Na początek dobrze potrenować pod prysznicem, puszczając na siebie zimną wodę. Chcąc pływać w wodzie lub przerębli należy się ubrać w miarę ciepło, a przed rozebraniem się zrobić rozgrzewkę organizmu (przysiady, wymachy, bieg, pompki itd.) - ale nie wolno się spocić.

Następnie ostrożnie wchodzimy do wody i pływamy przez kilkanaście sekund, nie mocząc głowy, przez którą tracimy 30 proc. ciepła. Przy kolejnych kąpielach czas jednorazowego pływania można wydłużyć nawet do 6 minut.

Po wyjściu należy się osuszyć, przebrać i napić czegoś ciepłego, a w domu wziąć gorący prysznic.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje