Nie chcemy ratować

Pacjenci w Krakowie umierają, bo nie ma dawców. W tym roku wykonano w naszym mieście zaledwie 4 przeszczepy serca i 5 przeszczepów nerek. Dawca z Krakowa był tylko jeden! Każdy z nas może próbować to zmienić. Wystarczy nosić przy sobie oświadczenie woli zezwalające na pobór organów.

Bogumiła Nitychoruk miała szczęście. Żyje z przeszczepionym sercem już ponad 14 lat i jest w świetnej formie. Doczekała się wnuków, uczy się języków, buduje pod Krakowem dom, o którym zawsze marzyła, aktywnie uczestniczy w Stowarzyszeniu Transplantacji Serca.

Reklama

Pierwszy zawał przeżyła w wieku 36 lat. Czekała na przeszczep pół roku. Miałaby go wcześniej, ale rodzina pierwszego dawcy w ostatniej chwili się rozmyśliła.

- Potwornie się bałam. Co będzie, jak nie przeżyję? Co z dziećmi? Pomogły mi rozmowy z osobami po przeszczepie.

Dawcą został 21-letni chłopak z Zielonej Góry, który zginął w wypadku samochodowym.

Nowe życie dostał również Stanisław Bałuszek. Pięć lat temu zupełnie przypadkiem po rutynowych badaniach padł wyrok: serce nie nadaje się już do niczego. Było tak źle, że przeskoczył listę oczekujących i znalazł się na jej szczycie. Po miesiącu miał już nowe serce.

Na szarym końcu

Do krakowskiego koła Stowarzyszenia Transplantacji Serca zapisane są 82 osoby. Rekordziści żyją z nowym sercem nawet 20 lat. Niestety, wiele osób takiej szansy nie dostało. Statystyki są alarmujące. W ubiegłym roku w Krakowie były tylko dwa pobrania, w tym roku jedno! Podczas gdy w Zachodniopomorskiem takich pobrań było w 2008 ponad 40. - Z dużych miast Kraków jest na absolutnie szarym końcu pod względem pobrań i przeszczepów organów - alarmuje dr Piotr Przybyłowski, małopolski konsultant ds. transplantologii.

- Pacjenci umierają, bo nie ma dawców. Dawniej robiliśmy 20 przeszczepów rocznie, w ostatnich 3 latach po 10, w tym roku tylko cztery. A w kolejce czeka około 50 osób - mówi prof. Jerzy Sadowski, szef Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii CM UJ.

Podobnie jest w przypadku przeszczepu nerek. W tym roku było zaledwie 5 przeszczepów, w ubiegłym - 4.

Feralna konferencja

Do takiej sytuacji przyczyniła się ubiegłoroczna sprawa doktora Garlickiego i konferencja prasowa ministra Zbigniewa Ziobry. Lekarze boją się podejrzeń i oskarżeń, a pacjenci przestali ufać lekarzom i transplantologii - wyjaśnia dr Przybyłowski.

Nie mniej znacząca bywa opieszałość lekarzy, czego przykładem może być niedawne zdarzenie w olkuskim szpitalu, gdzie był dawca, ale dyrektor nie zgłosił tego do Poltransplantu, koordynującego pobierania i przeszczepiania organów. Potem tłumaczył, że nie było potrzebnego personelu.

- Brak zaplecza i personelu to sztuczne tłumaczenia. Wyposażenie każdego szpitala pozwala orzec śmierć i pobrać narządy. Nie trzeba specjalnej aparatury ani wyjątkowej ekipy ludzi. Anestezjolog musi być w każdym szpitalu - twierdzi Przybyłowski.

Szpik od brata

Lepiej jest w przypadku przeszczepów szpiku. Pod tym względem Kraków znajduje się w czołówce najlepszych ośrodków w Polsce.

- Oddanie szpiku jest jak oddanie krwi - szybkie, bezpieczne i bezbolesne. Wystarczy poświęcić jeden dzień i można komuś tym niewielkim kosztem uratować życie. Co tydzień robimy taki przeszczep. W ciągu 10 lat zrobiliśmy ich mniej więcej 500. Bez przeszczepów można było dawniej uratować jedną osobę z ostrą białaczką na dziesięć, dziś ratujemy 70 proc. - mówi prof. Aleksander Skotnicki, specjalista chorób wewnętrznych i transplantacji klinicznej, kierownik Kliniki Hematologii w Szpitalu Uniwersyteckim.

Urszula Smok jest już 10 lat po przeszczepie. - 27 listopada obchodzę swoje dziesiąte urodziny - mówi. Gdy miała 23 lata zdiagnozowano u niej przewlekłą białaczkę szpikową. Jedynym ratunkiem był przeszczep.

- Miałam dobrą sytuację. Czterech możliwych dawców w rodzinie to rzadkość - wspomina. Jej dawcą mógł zostać jeden z trzech braci lub mama.

Są chętni, nie ma pieniędzy

Nie wszyscy mają jednak tyle szczęścia. Tylko 1/3 pacjentów ma szanse na przeszczep szpiku od osoby z rodziny. A znaleźć niespokrewnionego zgodnego dawcę jest bardzo trudno. Polski rejestr jest niestety mały - zawiera dane ponad 30 tys. potencjalnych dawców.

- Szansa, że osoba znajdująca się w rejestrze zostanie dawcą jest minimalna. Ministerstwo nie ma pieniędzy na badanie dawców potencjalnych, którzy może kiedyś będą mogli ten szpik oddać. Szukamy więc sponsorów, żeby zwiększyć rejestr - alarmuje profesor Skotnicki.

Badanie jednego dawcy to 600 zł. Urszula Smok kilka lat po tym, jak wróciła do zdrowia postanowiła założyć fundację Podaruj Życie, która oprócz wspierania chorych, prowadzi też rejestr dawców szpiku, finansując badania. Ma na liście 300 osób, a kolejne 3 tys. czeka na badania.

Rozwiązanie problemu nie tkwi jednak tylko w finansach.

- Lekarze nie mogą się bać. Potrzebny jest system, który w szpitalach pozwoli na identyfikację dawców. Trwają szkolenia, organizujemy spotkania z psychologami. Myślę, że sytuacja stopniowo będzie się poprawiać. Każdy oddział, który zakwalifikuje pierwszego dawcę, potem będzie ich miał coraz więcej - mówi doktor Przybyłowski.

Bądź jak prezydent

W październiku podczas spotkania z dr. Kennethem Moritsugu, byłym doradcą prezydenta Stanów Zjednoczonych ds. zdrowia, prezydent Krakowa Jacek Majchrowski podpisał oświadczenie woli. Od tej pory nosi je w portfelu.

Podpisując oświadczenie woli, zgadzamy się na pobranie po śmierci naszych tkanek i narządów. Nie jest to dokument w sensie prawnym. Ma charakter jedynie informacyjny - jest ważną wskazówką dla rodziny, która powinna uszanować wolę zmarłego. Oświadczenie można pobrać ze strony: www.poltransplant.org.pl. Należy je wydrukować, podpisać i nosić przy sobie.

Katarzyna Ponikowska

katarzyna.ponikowska@echomiasta.pl

Opinia

Profesor Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny:

Kraków był kiedyś stolicą transplantologii. Skandale wokół doktora Garlickiego i to jak je przedstawił minister Ziobro diametralnie to zmieniły. Zareagowaliśmy w największym stopniu ponieważ im bliżej nas coś się dzieje, tym bardziej na nas działa, a przecież doktor Garlicki był związany z Krakowem.

Drugi problem paradoksalnie wynika z faktu, że krakowskie środowisko jest bardzo aktywne społecznie, ale często ta aktywność idzie nie w tę stronę, co trzeba. Tym bardziej że jesteśmy bardzo ostrożni. Czasem aż za bardzo. Teraz jest też np. ogromny problem z przeforsowaniem spopielarni zwłok. Jest opór, komitety, protesty, blokady.

Poza tym w Krakowie jest sporo środowisk hermetycznych. Prawnicy razem, lekarze razem, dziennikarze razem itp. To też może mieć wpływ. Grupy wytwarzają silne opinie, które muszą podzielać wszyscy z danego środowiska.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje