Oskarżeni zrzucają winę na świadka koronnego

W trakcie rozpoczętego w Krakowie procesu o włamania, w którym udział weźmie pierwszy w Małopolsce świadek koronny, sześciu oskarżonych nie przyznało się do winy, obciążając świadka koronnego. Pozostała trójka oskarżonych zostanie wysłuchana przez sąd w środę.

Żaden z wysłuchanych przez sąd oskarżonych nie przyznał się do winy. Michał P. odwołał nawet swoje wcześniejsze zeznania w śledztwie, w których przyznał się do pomocy w sprzedaniu "obrazu Kossaka z jakimiś postaciami" za 3 tys. zł. - Przyznałem się pod wpływem presji podczas przesłuchania - wyjaśnił przed sądem. Podobnie do włamania przyznał się w śledztwie Eryk Sz., który odwołał to przed sądem. Obiecywano mi dozór zamiast aresztu - wyjaśnił sądowi.

Reklama

Oskarżeni twierdzili, że nie mają nic wspólnego z włamaniami i nie wiedzą, dlaczego świadek koronny ich obciąża. Zdaniem oskarżonego Jacka B., świadek koronny Andrzej B. "jest mądrym człowiekiem, skończył studia, miał znajomości, bramkarze odnosili się do niego z szacunkiem".

Złodzei zatrzymano dzięki zeznaniom świadka koronnego i to pierwszy w Małopolsce taki proces.

Świadek koronny - o ile nie popełnił czy usiłował popełnić zabójstwa - w zamian za informacje o przestępstwie - ma zapewnioną ochronę i to, że nie będzie sądzony.

Tym razem dzięki takim zeznaniom na ławie oskarżonych zasiadło w Krakowie 8 osób. Zarzuca im się, że od 1996 do 1998 roku zagarnęli w kradzieżach w prywatnych krakowskich mieszkaniach cenne przedmioty wartości ponad miliona złotych. Wśród zrabowanych dzieł sztuki były obrazy Kossaków, Chełmońskiego i Axentowicza. Oskarżeni nie przyznają się do winy, grozi im do 15 lat więzienia.

RMF Kraków

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje