Podhale na szlaku donikąd

Podhalanie protestują przeciwko przygotowywanej w Ministerstwie Sportu ustawie "prawo szlaku". Gdyby weszła w życie, władze gmin zyskałyby możliwość wyznaczania - na gruntach prywatnych - terenów do uprawiania sportu i turystyki. Górale twierdzą, że ustawa będzie naruszała ich święte prawo własności.

- Chcą nas wywłaszczyć. Kiedyś zabrali nam ziemię pod TPN. Teraz pod trasy, wyciągi i hotele - twierdzi Bożena Gąsienica-Byrcyn.

Reklama

Jednak przeciwko takiemu rozwiązywaniu problemów protestują nie tylko mieszkańcy Podhala, ale także innych rejonów Polski. Ustawa dotyczy bowiem całego kraju. Federacja Obrony Podhala w powiecie tatrzańskim i nowotarskim rozlepiła setki plakatów. Wielu księży treść odezwy przeczytało po mszach świętych.

Prawo szlaku - to projekt zmian ustawodawczych, które mają doprowadzić do zwiększenia ilości terenów dostępnych do uprawiania sportu, turystyki i rekreacji. Autorzy ustawy uważają, że umożliwi ona bezkonfliktowe uprawianie sportów terenowych oraz turystyki.

Nowe prawo ma zostać ustanawiane na rzecz gminy. Uprawniałoby jej władze do wyznaczania szlaków turystyczno-sportowych na terenach niebędących gminną własnością, pod warunkiem umieszczania ich w planie zagospodarowania przestrzennego albo w specjalnej uchwale rady. Miałaby to być specjalna umowa między właścicielem a gminą. Gdyby jednak właściciel nie godził się na oddanie terenu, gmina mogłaby - jednostronnie - oświadczyć o ustanowieniu i wytyczeniu szlaku.

Zaproponowane rozwiązania oburzają mieszkańców Podhala. - Przychodzą do mnie ludzie z Suchego, gdzie ma powstać wyciąg i pytają, co to znaczy, że ich teren został przekwalifikowany - mówi Józefa Chromik, prezes Federacji Obrony Podhala. - A oznacza to tyle, że może na nim powstać i wyciąg, i karczma, bo pod pojęciem usługi sportowe można zmieścić wiele.

Federacja Obrony Podhala w ciągu kilku dni rozdała tysiące ulotek. - Wiem, że przez dwa dni e-maile w sprawie "prawa szlaku" blokowały skrzynkę ministra sportu i turystyki Adama Giersza i premiera Donalda Tuska - mówi Wojciech Biernacki, rzecznik prasowy federacji. - Chcą nas wywłaszczyć - stwierdza Bożena Gąsienica-Byrcyn.

- Kiedyś zabrali nam ziemię pod Tatrzański Park Narodowy. Teraz pod trasy, wyciągi i hotele. Musimy zaprotestować póki czas, by potem na Podhalu nie śpiewano "Góralu, czy ci nie żal". - Trasę można otworzyć choćby od jutra, ale na warunkach jej właścicieli - odpowiada Bożena Gąsienica-Byrcyn, pytana o zamkniętą trasę narciarską na Gubałówce.

Na Podhalu nie brakuje spornych terenów, które mogliby stracić ich właściciele po ustanowieniu "prawa szlaku". - Jeżeli właściciel nie zgadza się, by na jego gruncie zostało ustanowione ograniczone prawo własności, to nie może o tym jednostronnie decydować gmina. Taki spór powinien rozstrzygać sąd - twierdzą członkowie federacji.

- Nie może być tak, że właściciel może dopiero w sądzie bronić się przed podjętą decyzją władz gminnych - mówią ludzie. W dodatku uprawnienie wobec cudzej własności gmina czerpałaby z własnej uchwały. Mieszkańcy Podhala obawiają się, że przepisy dające gminie, a zarazem za jej pośrednictwem także prywatnym przedsiębiorcom prawo do inwestycji sportowo-turystycznych mogą doprowadzić do faktycznych wywłaszczeń. - Mam za sobą dwanaście wygranych spraw sądowych, jednak dalsze bronienie się w momencie przegłosowania "prawa szlaku" nie ma szans - przyznaje Bożena Gąsienica-Byrcyn.

Burmistrz Miasta Zakopane, Janusz Majcher, ostrożnie podchodzi do propozycji "prawa szlaku". - Ta ustawa nie służyłaby ani właścicielom, ani miastu. Nie można ludzi zmuszać do czegoś na siłę. Liczę na to, że nie trzeba będzie stosować tego prawa - mówi.

SZYBKO ŻYJEMY, SZYBKO JEMY I SZYBKO TYJEMY

LODOWY ZATOR NA DUNAJCU W NOWYM SĄCZU

SPŁONĘŁY DWA BUDYNKI

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje