Pogotowie pojechało pod zły adres. Pacjent zmarł

Nie żyje 28-letni mieszkaniec Zamieścia koło Limanowej w Małopolsce. Wczoraj żona wezwała do niego karetkę, ale dyspozytorka z Tarnowa wysłała pomoc do innej miejscowości. Pacjent był po przeszczepie serca, wczoraj źle się poczuł i zemdlał. Zmarł w szpitalu.

Młody mężczyzna był po przeszczepie serca. Wczoraj źle się poczuł i stracił przytomność. Rodzina wezwała pomoc, ale karetka pojechała pod zły adres do sąsiedniego Tymbarku.

Reklama

Sąsiad, który pomagał reanimować 28-latka relacjonował reporterowi RMF FM, że słyszał jak karetka przejeżdża obok domu, nie zatrzymując się.

- Słyszałem karetkę przez okno, powinna w przeciągu minuty, dwóch minut się zjawić. Ale jeszcze się nie zjawiała, z 10-15 minut to na pewno trwało (zanim karetka dotarła - red.) - opowiadał nam.

Zastępca dyrektora do spraw medycznych pogotowia w Tarnowie Piotr Kogut zdecydowanie twierdzi, że to nie dyspozytor popełnił błąd, ale zgłaszająca żona chorego i przedstawia na dowód fragment rozmowy.

Rozmowa jednak była znacznie dłuższa i kilka osób podawało prawidłowy adres, zresztą ulicy Zamieście w Tymbarku nie ma  - twierdzi żona zmarłego pacjenta. A mimo wszystko dyspozytorka do tej miejscowości wysłała karetkę. Sprawą już zajęła się prokuratura w Limanowej.

(j.)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje