Święta wielkanocne w Krakowie

Wtorek, 7 kwietnia 2009 (13:40)

Święta wielkanocne po krakowsku różne miewała oblicza. Zdarzyło się w historii na przykład, że zakazano malowania wielkanocnych pisanek: "Nie wolno farbować pisanek wielkanocnych.

Zdjęcie

Wielkanoc po krakowsku różne miewała oblicza / fot. Andrzej Sierosławski /Modny Kraków
Wielkanoc po krakowsku różne miewała oblicza / fot. Andrzej Sierosławski
/Modny Kraków
Celem zapobieżenia trwonieniu jaj Magistrat stoł. król. Miasta Krakowa na podstawie reskryptu c.k. Namiestnictwa z dnia 28 marca 1915 zakazuje farbowania jaj i wprowadzania ich do obrotu handlowego. Osoby, przekraczające ten zakaz, ulegną karom przewidzianym w rozporządzeniu cesarskim z dnia 20 kwietnia 1854 Dz. U. P. Nr 96." - brzmiał zapis ogłoszony mieszkańcom miasta 3 kwietnia 1915 roku dokładnie w Wielką Sobotę. Niezłe jaja - powiedzielibyśmy. Co więcej przepis ten przetrwał aż do współczesności, niemniej obecnie nikt już jaj malować nie zabrania. Na szczęście, bo dzięki temu tradycja kwitnie.

***

Reklama

Zdjęcie

Na szczęście w Krakowie nikt już nie zabrania malowania jaj! / fot. Andrzej Sierosławski /Modny Kraków
Na szczęście w Krakowie nikt już nie zabrania malowania jaj! / fot. Andrzej Sierosławski
/Modny Kraków
Jednym z jej przejawów jest jarmark wielkanocny na Rynku Głównym, poprzedzający święta. Tu pisanek nie brakuje! Są i tradycyjne i drewniane, malowane w ludowe wzory, ale też zdobione tkaninami, zwierzęcą skórą, papierem, a nawet szklane, bursztynowe czy z kamieni szlachetnych. Ale pisanki to nie wszystko: znajdziemy tu też palmy wielkanocne z różnych zakątków Polski, jak i zagraniczne, na przykład z Wilna. Te ostatnie wyróżniają się nietypowym kształtem, wzbudzają w niektórych nostalgiczne wspomnienia Polski z czasów przedwojennych. Warto spojrzeć też na inne wyroby rękodzieła. Wyplatane, tkane, malowane, rzeźbione. Zachwycają się nimi obcokrajowcy, bo za granicą są niedostępne. I nas spotka kiedyś ten los - unikatowych wyrobów będziemy szukać u innych narodów. Póki są, cieszmy nimi oczy.

***

To samo tyczy się wielkanocnych zwyczajów, które kultywuje się coraz rzadziej i głównie na wsiach. Pamięć o nich powraca dzięki widowisku obrzędowemu przygotowywanemu co roku przez Staromiejskie Centrum Kultury Młodzieży. Od początku pomysłodawcom Festiwalu przyświecały słowa wygłoszone w 1854 r. przez L. Potockiego na okazję święconego, które najtrafniej i najpełniej oddają jego ideę: "...pielęgnujmy dawne przodków obrzędy; to co weszło w zwyczaj, niech zwyczajem zostanie, a to, co było, cośmy od Ojców zasłyszeli, lub sami jeszcze widzieli, przekażmy tym co po nas przyjdą, pomni, że gdzie była przeszłość, tam i przyszłość będzie.

" W efekcie powstało plenerowe widowisko oparte na staropolskich zwyczajach i obrzędach wielkanocnych z udziałem zespołów teatralnych, tancerzy i muzyków nawiązujących spontaniczny kontakt z publicznością, bawiących widzów zgromadzonych na płycie Rynku. Tych, którzy przyszli tu celowo, by obejrzeć spektakl i tych przypadkowych, dla których bywa on niezapomnianym przeżyciem.

Zdjęcie

Jednym z przejawów świąt jest jarmark wielkanocny na Rynku Głównym / fot. Andrzej Sierosławski /Modny Kraków
Jednym z przejawów świąt jest jarmark wielkanocny na Rynku Głównym / fot. Andrzej Sierosławski
/Modny Kraków
Co mogą zobaczyć? Przede wszystkim najważniejsze staropolskie obyczaje związane ze Świętami, m.in. gaiki-maiki, pucheroki, wieszanie śledzia i pogrzeb żuru, śmigus-dyngus, zdobienie jaj, wykonywanie palm wielkanocnych, wielkanocnego stołu, tradycyjnych obrządków związanych z kuchnią, chodzenie z kogucikiem.

- Środkami wyrazu widowiska są zbiorowe działania aktorskie, plastyka ruchu, animacja rekwizytów oraz oprawa muzyczna współtworząca specyficzny klimat obrazów świadczących o silnej potrzebie przynależności kulturowej i pielęgnacji różnorodności zachowań ludzkich w kontekście ogólnego kształtu kultury - mówią organizatorzy. Z pewnością warto zobaczyć.

***

Krakowska specjalność to również Emaus - odpust odbywający się w wielkanocny poniedziałek. Na Salwatorze, przy Klasztorze Norbertanek kłębi się wówczas tłum krakowian, którzy mając za pretekst oglądanie jarmarcznych kramów, udają się na spacer połączony z miłymi pogawędkami w gronie znajomych. Odpust i ulica wzięły nazwę od wsi Emaus, oddalonej o około 11 km od Jerozolimy, dokąd podążał zmartwychwstały Chrystus. Po drodze spotkał dwóch swoich uczniów, przez których nie został rozpoznany. Na pamiątkę tej historii, powszechna była w Europie tradycja odwiedzania w drugi dzień świąt kościoła poza miastem. Emaus znany był kiedyś również w Poznaniu, ale do czasów obecnych przetrwał jedynie w Krakowie.

Tomasz Orwid