Święty Mikołaj w domu dziecka

Kuba Matuszczak po raz trzeci organizuje zbiórkę dla dzieci z jednego z krakowskich domów dziecka. Akcja, która zaczęła się dość niewinnie od wpisu na portalu społecznościowym, w poprzednich latach przyniosła uśmiech na twarzach wielu dzieci. W tym roku będzie podobnie. Zbiórka potrwa do 22 grudnia.

Dariusz Jaroń, Interia: Jak zrodził się pomysł na pierwszą zbiórkę?

Reklama

Kuba Matuszczak: W 2012 roku urodził się mój syn, chyba to było bodźcem do tego, żeby się zmobilizować i zorganizować pomoc dla dzieci. Najpierw pomyślałem o Szlachetnej Paczce, ale nie mogłem znaleźć rodziny, której wymaganiom w pełni sprostam. Doszedłem do wniosku, że przeznaczę pewną kwotę i zrobię za nią zakupy dla domu dziecka. Zacząłem szukać odpowiedniej placówki w Krakowie, od razu rzucił mi się w oczy Dom Małego Dziecka im. Jana Brzechwy.

W jaki sposób akcja z jednoosobowej zamieniła się w grupową?

- Pomyślałem, że napiszę post na Facebooku, może jakiś znajomy zechce podłączyć się do tych zakupów? Po krótkich przemyśleniach zorganizowałem wydarzenie, ponieważ przez zaproszenie na nie wszystkich znajomych miałem pewność, że więcej osób dowie się o zbiórce, niż przez pojedynczy post.

Jaki był odzew?

- Bardzo pozytywny. W wydarzeniu wzięło udział 291 osób. Zrobiliśmy zakupy za 5575 złotych i 84 grosze.

Trzeba było jakoś dodatkowo mobilizować znajomych?

- Nie, żadnego problemu z tym nie było. Napisałem dosłownie kilka zdań i dołożyłem następujące hasło: "dla nas 5 zł to jedno piwo czy kawałek pizzy, ale jak zbierze się nas trochę, to uskładamy fajną sumkę na te małe dzieciaczki. Kto chce dołączyć, niech da znać".

To już trzecia edycja zbiórki. Jak przez dwa poprzednie lata udało się pomóc?

- Za pierwszym razem, dla Domu Małego Dziecka im. Jana Brzechwy, gdzie przebywają dzieci w wieku do czterech lat, zakupiliśmy mnóstwo pieluch i środków higienicznych dla dzieci, różne soczki, mleko modyfikowane dla najmłodszych. Zrobiliśmy też zakupy spożywcze, kupując m.in. herbatę, cukier, płatki śniadaniowe czy masło czekoladowe.

- W zeszłym roku wybraliśmy placówkę dla starszych dzieci, większość z nich miała "naście" lat, a w związku z tym ich potrzeby były zupełnie inne. Za uzbieraną kwotę kupiliśmy m.in. narty, łyżwy, wyposażyliśmy salę do ćwiczeń w bieżnie, steper, odtwarzacz CD, sprzęt do rehabilitacji (piłki, skakanki i inne), zakupiliśmy też farby do odmalowania holu, artykuły spożywcze, plastyczne i techniczne, ponieważ dyrektor placówki przekazał nam, że dzieciaki bardzo lubią takie zajęcia. Chcieliśmy zrobić dzieciom specjalną niespodziankę, dlatego kupiliśmy też konsolę Xbox z dwoma padami i czterema grami.

Widać, że środki za drugim razem były znacznie większe...

- Zdecydowanie! Oprócz pieniędzy wpłaconych przez znajomych zorganizowaliśmy dwie licytacje koszulek klubów sportowych, przekazanych przez koleżankę Paulinę Grzybek. Środki zebraliśmy też dzięki współpracy z klubem Frantic. Właściciele, którym bardzo dziękuję za pomoc, zaproponowali, żeby jedna z imprez nie miała płatnego wstępu, tylko przed wejściem ustawiliśmy puszkę i każdy dobrowolnie wpłacał tyle, ile chciał na naszą akcję.

Czy cel składki jest wcześniej ustalany z dyrekcją placówki?

- Tak, zawsze przed zakupami dowiaduję się, co konkretnie jest potrzebne, żeby nie kupować zbędnych rzeczy. Potrzeby są różne. Od środków chemicznych po spożywcze. Wyjątkiem była wspomniana konsola, zależało nam na tym, żeby sprawić dzieciom ogromną frajdę.

Jak dzieci reagują na wasz przyjazd?

- Nigdy nie przypuszczałem, że tak niewielkie rzeczy mogą kogoś tak bardzo ucieszyć. Polecam każdemu się zaangażować i przekonać, jak wielka radość towarzyszy dzieciom.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy