Szkieletor przestanie straszyć krakowian?

Wygląda na to, że po 35 latach wreszcie zostanie dokończona budowa szkieletora – budynku szpecącego krajobraz Krakowa. Na przeszkodzie mogą jednak stanąć kary za nierozpoczęcie prac w terminie. Mogą one sięgnąć… 190 mln złotych – informuje "Dziennik Polski".

Budowa efektownego biurowca Naczelnej Organizacji Technicznej przy rondzie Mogilskim rozpoczęła się w 1975 roku. Miał być "krakowski Manhattan", wizytówka miasta, wyszło straszydło, przez lata szpecące krajobraz Krakowa.

Pozwolenie na budowę jest prawomocne

Reklama

W 1979 roku budowę - z braku funduszy - wstrzymano. Przez lata pojawiały się nowe pomysły na dokończenie prac, ale z różnych względów nagi szkielet biurowca wciąż stał w centrum miasta i straszył mieszkańców Krakowa i turystów.

Wygląda na to, że 35 lat po zawieszeniu prac wreszcie będzie można do nich wrócić. W czerwcu prezydent Krakowa wydał pozwolenie na realizację najnowszego projektu, zakładającego dokończenie biurowca, ale protest złożyło dwóch mieszkańców. Wojewoda małopolski w piątek odrzucił ich skargi, a to oznacza, że pozwolenie na budowę jest prawomocne.

Kary dla właściciela sięgną 190 mln zł?

W myśl realizowanego projektu przy rondzie Mogilskim stanie Centrum Kongresowe Nauki i Techniki Treimorfa. Prace mogłyby zostać rozpoczęte na przełomie 2015 i 2016 roku, a budynek byłby gotowy w 2018 roku. Na ostatnich piętrach wieżowca planowana jest restauracja z widokiem na Tatry.

To pierwszy etap inwestycji. Drugi zakłada m.in. budowę czterech mniejszych budynków, sąsiadujących z Treimorfą.

Wydaje się, że to koniec trwających czwartą dekadę problemów ze szkieletorem, ale tak nie jest. Jak informuje "Gazeta Krakowska" kary naliczane przez Urząd Miasta Krakowa za nierozpoczęcie budowy w terminie (z różnych powodów od zakupu przez inwestora budynku w 2005 roku nie było to możliwe) mogą wynieść nawet 190 mln zł.

Inwestor planuje rozmowy z miastem na temat zmniejszenia kary, miasto odpowiada, że wynikają one z ustawy o gospodarce nieruchomościami i nie podlegają negocjacjom. Sprawa - podkreśla "Dziennik Polski" - zostanie zatem rozstrzygnięta w sądzie administracyjnym.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje