Tą tragedią żyje cała okolica

Samobójstwo 13-letniego Patryka to przede wszystkim olbrzymia tragedia jego najbliższej rodziny, ale także głęboki wstrząs dla całej społeczności Zespołu Szkół w Gawłowie (powiat bocheński) oraz mieszkańców okolicznych wsi. W szkole trwa żałoba, odwołano walentynki. Dzisiaj pogrzeb chłopca.

Wtorek około południa, lekcja informatyki. Uczniowie pierwszej klasy siedzą przy stanowiskach komputerowych, uczą się wysyłania i odbierania poczty elektronicznej. Z relacji dzieci i nauczyciela wynika, że Patryk chcąc zajrzeć na monitor koleżanki, chwycił za jego obudowę w ten sposób, że kciukiem naciskał róg ekranu ciekłokrystalicznego. I niechcący go uszkodził. Był silny, jak na 13-latka wyjątkowo wyrośnięty (180 cm, 90 kg).

Reklama

Sprzęt należy do szkoły więc coś w tej sytuacji trzeba było zrobić. Do klasy zajrzała na chwilę dyrektorka, która potem zadzwoniła do mamy Patryka. Umówiły się, że jakoś tą sprawę załatwią, a spotkają się na drugi dzień, by omówić szczegóły.

Do spotkania jednak nie doszło. W nocy chłopiec powiesił się w swoim domu. Nie zostawił listu pożegnalnego wyjaśniającego powody tragicznej decyzji, ale pierwszym skojarzeniem stała się sprawa odpowiedzialności za uszkodzenie monitora. I choć trudno uwierzyć w tak błahy powód desperackiego kroku nastolatka, sprawa w ten sposób zaczęła funkcjonować w przekazie medialnym. Mimo, że policja i prokuratura sprawdzają jeszcze inne jej wątki.

W środę rano społeczność Zespołu Szkół w Gawłowie (szkoła podstawowa i gimnazjum) musiała zmierzyć się tą tragedią. Postanowiono oficjalnie poinformować uczniów, kolegów i koleżanki Patryka, o tym co się stało. Zrobili to wezwani na pomoc psychologowie z Ośrodka Interwencji Kryzysowej, którzy rozmawiali z całymi klasami, a z tymi którzy tego chcieli i potrzebowali także indywidualnie. Przyjechali do szkoły również w czwartek i piątek.

Sprawą żyje cała okolica. Niestety oliwy do ognia dolewają niektóre szukające sensacji media. W środę dziennikarzy nie wpuszczono do szkoły więc w poszukiwaniu materiałów nagabywali dzieci, gdy te wracały do domu. W czwartek relacje z Gawłowa i Ostrowa Szlacheckiego (rodzinnej miejscowości chłopca) ukazały się w prasie drukowanej. Rozmaite - od bardzo wyważonych, po kompletnie nieodpowiedzialne, podgrzewające tylko napiętą atmosferę wśród mieszkańców.

"Dziennik Polski" cytuje Józefa Rostworowskiego, małopolskiego kuratora oświaty: - Nie można z całą pewnością stwierdzić, że do tragedii przyczyniło się zniszczenie sprzętu. Ja nie wiążę na razie tych dwóch spraw ze sobą. Szkolna pedagog i psycholog rozmawiały już z mamą Patryka, która powiedziała im, że nie obarcza szkoły odpowiedzialnością za to, co się stało. A "Gazeta Wyborcza" pisze, że według kolegów Patryk bał się reakcji ojca na to, że zniszczył szkolny monitor. Sprawa jest niejednoznaczna i skomplikowana, dlatego policja i prokuratura póki co milczą.

Tymczasem lokalna społeczność łowi każde słowo podawane przez prasę. Kompletnym brakiem taktu wykazał się "Superexpress". Tabloid artykuł z tytułem "Powiesił się, bo bał się szkoły" opatrzył zdjęciem Patryka, jego ojca oraz dyrektorki szkoły. Na każdej fotografii przedstawione osoby miały oczy zasłonięte "pikselami".

Zespół Szkół w Gawłowie to dobra placówka, trudno posądzać środowisko nauczycieli i dyrekcję o brak zaangażowania w pracę z uczniami. Dość powiedzieć, że to tutaj od zeszłego roku istnieje stworzone dzięki finansowanym z zewnątrz projektom i dające niezwykłe możliwości edukacyjne obserwatorium astronomiczne - jedyne na Bocheńszczyźnie. Od środy w szkole trwa żałoba.

Tomasz STODOLNY

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje