Tajemnicza zagadka wyjaśniona

Prawie trzy lata zajęło policji wyjaśnienie zagadki tajemniczego pożaru w centrum Tarnowa. Wszyscy myśleli, że trzyosobowa rodzina spłonęła w mieszkaniu, bo któryś z domowników przypadkowo zaprószył ogień.

Teraz okazało się, że było tu umyślne podpalenie, które zlecił kuzyn jednej z ofiar - informuje Gazeta Krakowska. Akta umorzonego wtedy śledztwa przedwczoraj wróciły na biurko prokuratora. Policja teraz znalazła dowody na to, że tragedia była efektem podpalenia.

Reklama

Zatrzymano trzech mężczyzn podejrzanych o związek z pożarem. Dwaj przyznają się do winy. Nocą, 1 września 2005 r. płomienie błyskawicznie zajęły mieszkanie w bloku na os. XXV-lecia. W zgliszczach pozostały zwłoki dwóch osób. 64-letniego Michała S. i jego 40-letniego syna Piotra. Poparzona Romualda S. próbowała ratować się skacząc z balkonu na drugim piętrze, ale na skutek upadku 64-latka doznała obrażeń ciała i po kilku dniach zmarła w szpitalu.

Śledztwo umorzono, a podstawą decyzji była opinia biegłego z zakresu pożarnictwa. Ekspert uznał, że pożar był efektem nieostrożnego obchodzenia się z ogniem. Wskazywał na niedogaszoną zapałkę lub papieros. Stwierdził, że zarzewie ognia znajdowało się na wersalce pokoju lub bezpośrednio w jej sąsiedztwie. Inne przyczyny tragedii wykluczył.

Kilka miesięcy temu policjanci dostali sygnał, że pożar mógł nie być przypadkowy. - Udało nam się ustalić osoby mogące mieć związek z tym zdarzeniem - mówi Andrzej Sus, rzecznik prasowy tarnowskiej policji. Zatrzymanie poprzedziła długa obserwacja i zbieranie dowodów. W środę policyjni antyterroryści wkroczyli do mieszkań 20-letniego Marcina J. i 47-letniego Jacka Z. Szybko zlokalizowano również 25-letniego Bartłomieja D. Dwóm młodszym zarzucono podłożenie ognia. Obaj przyznają, że byli feralnej nocy przed drzwiami mieszkania. Wzajemnie obarczają się winą za rzucenie zapałki na oblane benzyną drzwi mieszkania. Bartłomiej D. twierdzi, że to Jacek Z. prosił go o znalezienie osoby, która nastraszy rodzinę S. podpalając drzwi mieszkania.

Miał skontaktować się z Marcinem J., który za trzysta złotych przyjął zlecenie. Jackowi Z. zarzucono kilkakrotne podżeganie do podpalenia. 47-latek nie przyznaje się i odmówił składania wyjaśnień. Cała trójkę aresztowano na trzy miesiące. Jacek Z. i Romualda S. byli spokrewnieni. Według prokuratury istniały między nim nie-rozliczone zobowiązania finansowe. Tarnowska prokuratura poinformowała nas, że opinia biegłego w sprawie pożaru sprzed ponad dwóch lat jest uzupełniana. Jak mogło dojść w niej do tak kardynalnej pomyłki? - Będzie to przedmiotem oceny - mówi Bożena Owsiak, rzecznik prokuratury.

Gazeta Krakowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy