Uczeni z UJ: Rozpadnie się co trzeci związek

Marta, 30-latka z Wałbrzycha, wyjechała do Birmingham, żeby zarobić na własne cztery kąty. Miała dość mieszkania z kłótliwą teściową. Na lotnisko odwiózł ją mąż.

Znalazła pracę na zmywaku, jak większość Polaków słabo znających język. Miesiąc później poznała Adama, pracownika budowlanego. Zostali parą.

Reklama

- To był chwilowy zawrót głowy, ale życzliwi donieśli mężowi o moim romansie szybciej, niż myślałam. Błyskawicznie wniósł o rozwód - rozpacza Marta. Takich jak ona jest dużo więcej -czytamy w Gazecie Krakowskiej.

Sędzia Barbara Chrostek z Sądu Okręgowego w Łodzi nie ukrywa, że wyjazd jednego z małżonków do pracy w Anglii lub Irlandii to jedna z dwóch najbardziej powszechnych przyczyn rozwodów. Typowy scenariusz jest prawie zawsze taki sam: jedno z małżonków wyjeżdża, by zarobić na wspólne życie. Ale rozłąka, samotność i zakropione alkoholem chwile zapomnienia niszczą związek. Po kilku miesiącach pozostaje tylko złożyć wniosek o rozwód. Statystyka jest okrutna.

W pierwszym półroczu 2007 roku do łódzkich sądów wpłynęły 1372 pozwy rozwodowe. Rok wcześniej było ich o 236 mniej. Te liczby są niemal identyczne w innych dużych polskich miastach. W 2003 roku w Polsce rozwiodło się 49 tys. małżeństw. W roku 2006 liczba ta wzrosła już do 73 tys., a w 2007 najprawdopodobniej przekroczyła 80 tys.

Wszystko wskazuje na to, że za trzy lata rozwodzić się będzie ponad 100 tys. par rocznie. Gdzie szukać przyczyn? Głównie na Wyspach. Za granicą mieszkają dwa miliony Polaków. Trzy czwarte z nich wyjechało po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Szacuje się, że w najbliższych latach w rozłące żyć będzie 600-700 tys. par. Ile z nich nie przetrzyma próby czasu i odległości?

Profesor Krystyna Slany, demograf z Uniwersytetu Jagiellońskiego, przewiduje pesymistycznie, że co trzecia. - Powody rozpadu małżeństwa nie są podawane w sądowych orzeczeniach, ale prawda wychodzi na jaw, gdy matki zgłaszają u nas dzieci narodzone w Anglii.

Coraz częściej zdarza się, że dziecko ma innego ojca, niż mężczyzna widniejący w akcie ślubu - mówi Aneta Papis, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Łodzi. W takiej sytuacji znalazła się 34-letnia Agnieszka z Poznania, mężatka z ośmioletnim stażem. Miała dość męczącej pracy w małej firmie i życia od pierwszego do pierwszego. Ze szkoły pamiętała podstawy angielskiego. Spakowała walizkę i zaczęła pracę w londyńskiej knajpie. John, barman, był wyrozumiały dla błędów językowych, które popełniała. W wolne popołudnia zabierał ją na romantyczne spacery i przynosił drobne prezenty.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje