Umorzenie śledztwa ws. policjantów CBŚ, którym uciekł podejrzany

Krakowska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez policjantów CBŚ, którzy doprowadzali do sądu mężczyznę podejrzanego w sprawie gangu narkotykowego. Wykorzystując nieuwagę funkcjonariuszy, 25-latek uciekł z gmachu sądu.

25-letni Radosław Jarzębak uciekł z krakowskiego sądu 19 września tego roku już po tym, jak sąd zastosował wobec niego 3-miesięczny areszt. Wykorzystał moment, kiedy został rozkuty z kajdanek, by podpisać dokumenty. Zeskoczył przez uchylone okno sali rozpraw na pierwszym piętrze na samochód, a następnie zbiegł. Mężczyzna do tej pory nie został ujęty; jest poszukiwany listem gończym.

Reklama

Jak poinformował w piątek prokurator Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie, śledztwo zostało zakończone wobec braku znamion czynu zabronionego.

Prokuratura zaznaczyła, że niewątpliwie podczas doprowadzenia podejrzanego do krakowskiego sądu funkcjonariusze policji popełnili błędy i nie w pełni stosowali się do metody i formy konwojów określonych w zarządzeniu Komendanta Głównego Policji z marca 2009 r.

- W szczególności konwojenci naocznie sprawdzili stan okien i nie dostrzegli, że jedno z nich zostało wcześniej otwarte, jak również nie zajęli miejsc po obu stronach podejrzanego - dodał Hnatko.

Podkreślił, że bezpośrednio za podejrzanym znajdował się jeden z funkcjonariuszy, który asekurował go, gdy ten podchodził do stołu sędziowskiego w celu podpisania dokumentów.

Pozostali funkcjonariusze siedzieli w kolejnych ławach na ich skraju od strony drzwi, bowiem ewentualnego zagrożenia spodziewali się od strony korytarza, gdzie znajdowały się osoby powiązane towarzysko i rodzinnie z podejrzanym. "Z tego też powodu bezpośrednio pod drzwiami pozostali dowódca doprowadzenia wraz z drugim funkcjonariuszem" - zaznaczył.

Jak wykazało śledztwo, funkcjonariusze CBŚ nie dostrzegli, iż jedno z okien na sali sądowej zostało wcześniej otwarte. Nie przewidywali też, że podejrzany może próbować ucieczki przez okno skacząc z wysokości ok. 5 -6 metrów na betonowe podłoże.

Podejrzany - zaznaczono - od momentu zatrzymania do chwili składania podpisu pod postanowieniem o zastosowaniu tymczasowego aresztowania zachowywał się spokojnie, stosował się do poleceń, nic zatem nie przemawiało za wzmożeniem czujności. Nie był też uważany za osobę szczególnie niebezpieczną lub członka bojówek jednego z krakowskich klubów, co nakładałoby na funkcjonariuszy obowiązek zastosowania dodatkowych zabezpieczeń.

Według prokuratury Radosław Jarzębak został rozkuty z kajdanek w czasie pobytu na sali sądowej, ponieważ jest to powszechna praktyka stosowana w sądach mająca zapewnić podejrzanym należyte prawo do obrony.

Jak zaznaczył Hnatko, postępowanie funkcjonariuszy może zostać ocenione w wewnętrznym postępowaniu w drodze odpowiedzialności służbowej lub dyscyplinarnej.

Bezpośrednio po ucieczce prezes Sądu Okręgowego wydał zalecenia dotyczące wzmocnienia bezpieczeństwa na salach rozpraw.

Radosław Jarzębak jest podejrzany w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie, dotyczącym gangu narkotykowego działającego w środowisku krakowskich pseudokibiców. Czynności w tym śledztwie na zlecenie prokuratury wykonywali funkcjonariusze CBŚ.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje