Wdowa po Kuligu walczy o odszkodowanie

Od czterech lat Agnieszka Kulig, wdowa po słynnym polskim rajdowcu Januszu Kuligu, walczy o odszkodowanie dla siebie i swoich dzieci - donosi "Gazeta Krakowska ". Jej mąż zginął w lutym 2004 roku w wypadku na strzeżonym przejeździe kolejowym w Rzezawie koło Bochni.

Zawiniła dróżniczka. Żona sportowca stara się o rekompensatę od PKP. Koleje twierdzą, że chcą zapłacić, ale mniej, niż żąda Agnieszka Kulig. Sprawa właśnie wraca na wokandę krakowskiego sądu. To efekt wyroku Sądu Najwyższego, który przyjął kasację złożoną przez prawników żony rajdowca.

Reklama

Agnieszka Kulig nie zgadzała się z wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Krakowie z marca ub. roku, który obniżył wysokość odszkodowania, zasądzonego w I instancji. Zgodnie z pierwotnym wyrokiem, PKP Polskie Linie Kolejowe SA miały płacić wdowie 15 tys. zł renty miesięcznie, a osieroconym dwóm córeczkom rajdowca (obecnie 11 lat i 3,5 roku), z których młodsza urodziła się już po tragicznej śmierci taty - odpowiednio 12 tys. i 8 tys. zł miesięcznie. Sąd Apelacyjny zmniejszył jednak kwoty rent o dwie trzecie: Agnieszce Kulig przyznał 7 tys. zł miesięcznie, a jej córkom - 3 tys. i 1,5 tys. zł. Przedstawiciele Kolei podkreślają, że w 2006 roku wdowa otrzymała już od PKP PLK SA 300 tys. zł jednorazowego odszkodowania za doznane krzywdy.

- PKP nigdy nie kwestionowały roszczeń żony i córek rajdowca co do zasady. Sprawa trafiła do sądu, gdyż powstał spór o wysokość rent - mówi pełnomocnik PKP w tym procesie, mec. Wiktor Sadowicz. Agnieszka Kulig cały czas walczy o wyższe odszkodowanie. Podkreśla jednak, że ciągnący się proces jest męczący dla niej i jej rodziny.

- Już nie mam siły - mówi. - Przecież to trwa już cztery lata. Takie sprawy powinny być załatwiane dużo szybciej, bo to ciągłe rozdrapywanie ran. Tu nie chodzi tylko o to, by moje osierocone córki miały za co żyć, ale też by Koleje lepiej się troszczyły o bezpieczeństwo - dodaje wdowa po znanym sportowcu. Przypomnijmy, że wcześniej dróżniczka z Rzezawy Michalina K. została skazana na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata za to, że nie opuściła na strzeżonym przejeździe kolejowym szlabanów i doprowadziła do wypadku, w którym zginął Kulig.

Jego fiat stilo wjechał wprost pod pociąg pospieszny relacji Zielona Góra - Zamość. 34-letni kierowca, wielokrotny mistrz Polski i Europy, zginął na miejscu. Teraz stoi tam obelisk, na którym widnieją słowa Seneki: "I krótkie życie jest dostatecznie długie, by przeżyć je szlachetnie".

Gazeta Krakowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje