Włoski żyd utknął na noc w Auschwitz. Nowe fakty

​- Byli umówieni z wartownikiem, który miał ich wypuścić przez furtkę w ogrodzeniu o 23.30. Po 23 dotarli do tej furtki, czyli dużo wcześniej i z niejasnych dla mnie powodów wtargnęli przez okno do budynku, w którym są kasy, bankomat, firmy, księgarnie. Uruchomiły się wszystkie czujki alarmowe - powiedział Piotr Cywiński, dyrektor muzeum Auschwitz-Birkenau. Wyjaśnił w ten sposób zajście z udziałem Włochów, do którego doszło w nocy na terenie obozu.

"Włosi naruszyli muzealną strefę bezpieczeństwa" - tak incydent z delegacją Włoch tłumaczy  z kolei w rozmowie z IAR Paweł Sawicki z Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Reklama

Interweniowała straż muzeum. Zgodnie z procedurą, wartownicy musieli wpisać do protokołu dane Włochów. Ci jednak nie chcieli się wylegitymować.

"Gdyby te osoby podały dane, nie byłoby problemów, chociaż oczywiście naruszone zostało naruszone bezpieczeństwo. Przecież nie wchodzi się, zwłaszcza w tak szczególnym miejscu jak były obóz zagłady i miejsce pamięci, do zamkniętych budynków. Ale ponieważ odmówili wylegitymowania się, musieliśmy wezwać policję - takie mamy procedury" - zaznacza Paweł Sawicki.

Policja przez dwie godziny przesłuchiwali mężczyzn na terenie obozu. Następnie zabrali ich na posterunek. Włosi zostali wypuszczeni około 6:00 rano, po przesłuchaniu z udziałem tłumacza.

Po wtorkowych uroczystościach z okazji 70. rocznicy wyzwolenia obozu przywódca wspólnoty żydowskiej Rzymu Riccardo Pacifici brał udział we włoskim programie telewizyjnym. Gdy okazało się, że brama jest już zamknięta, grupa Włochów wydostała się przez okno w jednym z budynków. Włączył się alarm, na miejscu pojawiła się ochrona. Gdy odmówili wylegitymowania się, na miejscu pojawiła się policja.

Włoch nazwał zdarzenie skandalem. 

IAR/INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy