Wystawa o odpuście Emaus w Domu Zwierzynieckim

Tradycyjny kram z odpustu Emaus, odbywającego się w drugi dzień Świąt Wielkanocnych na krakowskim Salwatorze, drewniane figurki Żydów, tradycyjne zabawki i odpustowe słodycze zaprezentowano w środę na wystawie "Krakowskie Tradycje. Emaus na Zwierzyńcu".

Wystawę zorganizowano w Domu Zwierzynieckim, będącym oddziałem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Jej zadaniem - jak podkreślił podczas wernisażu dyrektor Muzeum Michał Niezabitowski - jest przypomnienie tradycyjnego oblicza Emausu, zdominowanego obecnie handlem i masowymi chińskimi zabawkami.

Reklama

Na wystawie zaprezentowano również archiwalne fotografie, ukazujące odpust w krakowskiej dzielnicy Zierzyniec w okresie międzywojennym i po II wojnie światowej, wycinki z gazet oraz archiwalne audycje radiowe.

Jak poinformowała kurator wystawy Magdalena Kwiecińska, eksponaty na wystawę wypożyczyły muzea etnograficzne w Krakowie i Toruniu, część eksponatów udostępniły także osoby prywatne.

Podczas drugiego dnia Świat Wielkanocnych w Domu Zwierzynieckim przygotowano specjalny program dla gości - "Przystanek Emaus"; m.in. podczas warsztatów będzie można dowiedzieć się, jak powstawały dawne zabawki drewniane oraz przygotować własną zabawkę.

Tradycyjny odpust na Salwatorze przy klasztorze sióstr norbertanek i kościele pw. Najświętszego Salwatora, tzw. Emaus przyciąga w Poniedziałek Wielkanocny tłumy zwiedzających. Jego tradycja wywodzi się od miasta Emaus, do którego Chrystus udał się po swoim zmartwychwstaniu. Według Ewangelii św. Łukasza, po drodze spotkał swoich uczniów.

Nieodłącznym elementem odpustu są kramy z ułożonymi na nich pamiątkami. Niektórym z nich przypisywano określoną rolę - miały odpędzać złe demony, przynosić szczęście lub stanowiły obrzędowy relikt. Były to m.in.: dzwonki, siekierki, "drzewka życia", figurki Żydów.

Obecnie na straganach sprzedawcy coraz częściej wykładają plastikowe zabawki, tombakową biżuterię i kolorowe cukierki. Coraz rzadziej można spotkać pamiątki tradycyjne dla tego odpustu.

- Najważniejsza była pogoda, bo ta pogoda pozwalała na oblewanie się wodą, jeżdżenie karuzelą i korzystanie z różnych atrakcji emausowych - wspominała Krystyna Reinfuss, która jako dziecko przychodziła na Emaus z ojcem etnografem Romanem Reinfussem.

Jak podkreślają organizatorzy wystawy, "na początku XXI wieku niewielu już mieszkańców Krakowa rozumie prawdziwy sens tradycji "chodzenia na Emaus". Aspekt ludyczny wyraźnie zdominował początkowo dużo bardziej wyraźny sakralny charakter odpustu.

Zwyczaj wychodzenia do kościołów poza miastem był bardzo rozpowszechniony w Europie, zwłaszcza w XVI-XVII w. Zwyczaj ten przetrwał rozbiory tylko w Krakowie. Na to "ludowe święto" chodzili w XIX w. wszyscy mieszkańcy miasta: najbiedniejsi i bogaci. Tradycja przetrwała do dziś.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy