Żydzi i Polacy w Marszu Żywych oddali hołd ofiarom Holokaustu

Niemal 11 tys. Żydów z całego świata, głównie młodzież, a także młodzi Polacy oddali w poniedziałek hołd ofiarom Zagłady, uczestnicząc w Marszu Żywych. Pieszo pokonali trzykilometrową trasę z byłego niemieckiego obozu Auschwitz I do Auschwitz II-Birkenau.

W tym roku w sposób szczególny wspominano dzieci ocalone z Zagłady. Uroczystość przypadła także w 70. rocznicę powstania w getcie warszawskim i roku jubileuszu 65-lecia utworzenia Izraela. Prezydent Izraela Szymon Peres w przesłaniu do uczestników, które zostało wyemitowane podczas głównej uroczystości na terenie byłego obozu Birkenau, powiedział, że wydarzenia sprzed zaledwie 74 lat nie są częścią historii, lecz biografii Żydów.

Reklama

- Do dziś nie udało nam się uzupełnić tego, co zostało nam zabrane. Naród żydowski jest mniejszy niż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Ból, żal i poczucie utraty nadal istnieją; żyją w nas, a my jeszcze raz przeżywamy to, co im się wydarzyło - mówił.

Peres odniósł się do charakteru Marszu Żywych. Mówił: "Bywają marsze, które odmierzane są odległością przejścia. Bywają marsze, które wyznaczone są przez czas przejścia. Jednakże wy uczestniczycie w marszu, który nie ma precedensu. Jest to marsz od najgłębszej przepaści do najwyższego szczytu".

Podkreślił: "Tą najgłębszą przepaścią była działalność nazistów. W całej historii ludzkości nie było podobnego okrucieństwa. Straciliśmy sześć milionów braci i sióstr. Aż po dziś, kiedy was widzę, dziewczęta i chłopcy, mam przed oczami odebrane ofiarom przez oszalałych nazistów tałesy, buty, obcięte włosy. Nie jest to bynajmniej kwestia pamięci lub zapomnienia. Ich krew płynie w naszych żyłach również i dziś i nic nie jest w stanie ukoić bólu".

Jednak, zdaniem prezydenta Izraela, po wojnie "wydarzył się prawdziwy cud - odrodzenia narodu żydowskiego w jego ojczyźnie, w Izraelu. Państwo Izrael powstało wbrew wszelkim oczekiwaniom i normom. Na pustyni, pośród wrogości, w wyniku wojny. Po raz kolejny żydowski naród wspiął się na bezprecedensowe wyżyny" - powiedział Peres.

\Marsz Żywych w poniedziałek po południu wyruszył spod bramy obozowej z napisem "Arbeit macht frei" w byłym Auschwitz I. Sygnałem do jego rozpoczęcia był dźwięk szofaru, rogu pasterskiego. Podczas głównej uroczystości uczestnicy zmówili modlitwy - kadisz oraz żałobną El male rachamim, a także śpiewali izraelski hymn. Zapłonęło sześć pochodni górujących nad pomnikiem ofiar obozu. Symbolizują one ocalonych z Holokaustu, sprawiedliwych, którzy ratowali Żydów, 6 milionów zgładzonych oraz 1,5 mln zamordowanych dzieci, Izraelczyków, a także państwo Izrael.

Obok młodzieży w Marszu uczestniczyło m.in. pół tysiąca Żydów ocalałych z Zagłady. Wśród nich był mieszkający obecnie w Kanadzie Teddy Bolgar, który jako dziecko został deportowany do Auschwitz z Węgier, a potem trafił do kolejnych obozów.

- Jestem po raz 11. na Marszu Żywych. My, ocaleni, mamy już po 80, 90 lat i pamiętamy! Ci, którzy tu zginęli, nie mają grobów. Nasza pamięć jest ich jedynym grobem. W tym łańcuchu pamięci młodzież, która tu przyjeżdża, jest kolejnym ogniwem. To ważne, bo całe żydowskie życie zostało tu zniszczone. Ale budowane jest muzeum, aby przypomnieć Polakom, że Żydzi tu mieszkali i była żydowska kultura - powiedział Bolgar.

Przed rozpoczęciem Marszu młodzi Żydzi i Polacy zwiedzili muzealną ekspozycję. Tradycyjnie ubrani byli w niebieskie kurtki, które otrzymali od organizatorów. Ten kolor połączony z białym - barwy państwa Izrael - dominował podczas uroczystości.

- Jestem tutaj z uczniami z Nowego Jorku. Przyjeżdżamy tu rokrocznie, dla mnie to druga wizyta. To bardzo silne przeżycie. Warto tu przyjechać. Uczniowie bardzo dużo z tego wynoszą - mogą zobaczyć rzeczy, o których czytają tylko w podręcznikach - powiedziała Alizah z Nowego Jorku.

Witold Szarszewski, nauczyciel z Nakła nad Notecią, przyjechał na Marsz Żywych z grupą licealistów.

- Przyjechałem już po raz ósmy. Uważam, że już sama świadomość, iż coś takiego miało miejsce na ziemi, że było Auschwitz, jest ważna. Każdy uczeń szkoły średniej powinien wiedzieć, że wydarzyła się tu wielka tragedia. Dopóki będę mógł, to będę przyjeżdżał - powiedział. Uczennica z Nakła Martyna Szablewska dodała, że do przyjazdu namówiła ją babcia. Jak podkreśliła, obecność podczas Marszu Żywych w byłym obozie to manifestacja pamięci o zgładzonych oraz okazja do spotkania z młodzieżą żydowską.

W Marszu Żywych uczestniczyli także były naczelny rabin Tel-Awiwu Izrael Meir Lau, prezydent Światowego Kongresu Żydów Ronald Lauder, a także szefowie sztabów armii Izraela i Polski, generałowie Benny Gantz i Mieczysław Cieniuch.

Był także dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz Piotr M.A. Cywiński. W rozmowie powiedział: - Na początku to nie było łatwe i nie zawsze byliśmy oczekiwani. Nie zawsze nasza obecność wydawała się wszystkim naturalna. Z końcem lat 90. nas samych było mało. Dziś, gdy widzę, że co czwarta osoba w tym Marszu to Polak, który idzie wspólnie z innymi, to jest coś, co mnie ogromnie cieszy. Ostatnia rzecz, która mogłaby się dziać z naszą pamięcią, to żeby nas dzieliła. Tego się musimy wystrzegać. Marsze stały się łącznikiem między Polakami i Żydami z całego świata - powiedział.

Marsz Żywych to projekt edukacyjny, pod auspicjami którego Żydzi z różnych krajów, głównie uczniowie i studenci, odwiedzają miejsca Zagłady stworzone przez Niemców podczas wojny na okupowanych ziemiach polskich. Poznają także historię Żydów w Polsce, spotykają się z rówieśnikami i polskimi Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata. Odbywają się od 1988 roku. Organizowane są tradycyjnie w Dniu Pamięci o Zagładzie (Jom HaSzoa).

Niemcy założyli obóz Auschwitz w 1940 roku, aby więzić w nim Polaków. Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później. Stał się miejscem zagłady Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała także sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy