Chodzili po kolędzie i odprawiali msze. Zajął się nimi prokurator

Podawali się za księży, odprawiali msze i zbierali pieniądze rzekomo na budowę kościoła na Ukrainie. Teraz prokuratura może im postawić zarzuty oszustwa.

Archidiecezja Warszawska informuje, że odprawiane przez oszukańców msze były nieważne.

Reklama

Dwóch przebierańców w sutannach, 40 i 60 latek, na dobre zadomowiło się w Mogielnicy koło Warszawy. - Niczego się nie spodziewali. Zbierali pieniądze na budowę sanktuarium na Ukrainie, spowiadali i odprawiali msze. Właśnie wtedy zatrzymali ich policjanci - mówi komisarz Alicja Śledziona z Komendy Wojewódzkiej na Mazowszu. - Funkcjonariusze pojechali do parafii w czasie mszy, poczekali aż mężczyźni ją skończą i poprosili o potwierdzenie kapłaństwa. Ich tłumaczenia nie były wiarygodne - dodaje komisarz.

Co z mszami u fałszywych duchownych? - Są nieważne - wyjaśnia ksiądz Przemysław Śliwiński. Wszystkie intencje, które "odprawili" oszuści zostaną powtórzone. Inaczej ma się rzecz ze spowiedzią. Jeżeli ktoś się wyspowiadał i dostał rozgrzeszenie, wtedy sakrament jest ważny. - Musi tylko przy najbliższej spowiedzi, u prawdziwego księdza powrócić do tamtego okresu - mówi duchowny.

Prokuratura Rejonowa w Grójcu przesłuchała obydwu mężczyzn. Na razie w charakterze świadków. Niewykluczone, że zostaną im postawione zarzuty oszustwa oraz obrazy uczuć religijnych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje