Eksperci: Chorzy na RZS za późno trafiają do reumatologa

Osoby z reumatoidalnym zapaleniem stawów (RZS) powinny podjąć terapię w ciągu trzech miesięcy od wystąpienia objawów. To decyduje o efektach leczenia - przypominają lekarze. Jednak w Polsce chorzy trafiają do reumatologa co najmniej o kilka miesięcy za późno.

Eksperci mówili o tym w czwartek w stolicy na debacie dotyczącej sytuacji polskich chorych na zapalne choroby stawów. Wśród głównych przyczyn opóźnienia wymieniali m.in. odkładanie przez pacjentów wizyty u lekarza, zbyt małą wiedzę lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) o chorobie i zbyt niską wycenę porad reumatologicznych przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ).

Reklama

Jak przypomniał krajowy konsultant ds. reumatologii prof. Witold Tłustochowicz, wbrew panującej w społeczeństwie opinii, zapalne choroby stawów dotyczą osób młodych, w szczycie aktywności zawodowej. Objawiają się obrzękami, bólem oraz sztywnością stawów i prowadzą do ich nieodwracalnego uszkodzenia. Mylona z nimi zwyrodnieniowa choroba stawów występuje natomiast u osób starszych.

Ogółem, na zapalne choroby stawów cierpi w Polsce około 0,5 mln osób - ocenił reumatolog. Najczęstszą z nich jest RZS - z danych wynika, że dotyczy ono ok. 220 tys. Polaków. Liczba ta może być jednak większa, ze względu na niedoszacowane dane z obszarów wiejskich.

Prof. Tłustochowicz zwrócił uwagę, że RZS późno wykryte i źle leczone prowadzi do niepełnosprawności i może skracać życie. - Ale, gdy chorych zacznie się leczyć odpowiednio i we właściwym momencie, to są pełnosprawni, mogą pracować, normalnie żyć - tłumaczył.

Według prof. Brygidy Kwiatkowskiej, zastępcy dyrektora ds. klinicznych Instytutu Reumatologii w Warszawie, z badań wynika, że jedynym czynnikiem decydującym o tym, czy u pacjenta z RZS uzyskamy remisję (czyli ustąpienie objawów choroby - PAP) jest to, jak szybko zaczniemy go leczyć. - Mamy na to mniej więcej 9-12 tygodni - podkreśliła reumatolog. Dodała, że chorzy, którzy nie podjęli odpowiednio wcześnie leczenia, mają 2-3 razy gorsze rokowania, a w dodatku koszty ich leczenia znacznie rosną.

Tymczasem, z badań, na które powołała się prof. Kwiatkowska, wynika, że średnie opóźnienie w postawieniu diagnozy RZS w Europie wynosi ok. 6 miesięcy, a w Warszawie ok. 8 miesięcy.

Najnowsze badanie przeprowadzone w ramach kampanii pt. "RA: Joint the Fight" (RZS: Dołącz do działania), którym objęto ponad 10 tys. pacjentów z pięciu kontynentów i 42 krajów (w tym z Polski), wykazało, że chorzy na RZS mieli postawioną diagnozę średnio po dwóch latach od wystąpienia pierwszych objawów schorzenia.

Zdaniem prof. Kwiatkowskiej istnieje kilka przyczyn tych opóźnień. Po pierwsze, pacjenci czekają średnio sześć tygodni, zanim zdecydują się w ogóle pójść do lekarza. - Jeśli choremu pomagają niesteroidowe leki przeciwzapalne, jak np. ibuprofen czy kwas salicylowy (aspiryna, polopiryna - PAP) i jeśli dolegliwości nie przeszkadzają mu w pracy, to pacjent odsuwa wizytę u lekarza - powiedziała.

Drugą ważną przyczyną opóźnień w podjęciu leczenia jest niedostateczna wiedza lekarzy POZ o chorobie. - Nieraz sami lekarze uważają, że pacjent jest za młody na chorobę stawów i nie kierują go do reumatologa - mówiła prof. Kwiatkowska. Sami też przepisują leki powodujące poprawę - np. kolejne niesteroidowe leki przeciwzapalne albo sterydy.

Według reumatolog z badania światowego wynika, iż stosowanie niesteroidowych leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych może w przypadku chorych na RZS odpowiadać za 60 proc. opóźnienia w uzyskaniu adekwatnej terapii.

Co więcej, lekarz POZ często kieruje pacjenta z dolegliwościami ze strony stawów do ortopedy, zaznaczył prof. Tłustochowicz. - Ortopeda wysyła chorego na masę niepotrzebnych i kosztownych badań, a to znowu wydłuża czas do diagnozy - powiedział konsultant krajowy.

Innym problemem jest zbyt niska wycena porad reumatologicznych przez NFZ. Według prof. Tłustochowicza za taką poradę łącznie z diagnostyką lekarz powinien otrzymywać co najmniej 70 zł, tymczasem otrzymuje 35 zł. Stąd m.in. wynikają opóźnienia w dostępie do reumatologa (około 2-3 miesiące). Ponieważ jedna wizyta nie wystarczy na wykonanie diagnostyki, trzeba ją rozkładać na 2-3 wizyty.

Konsultant zwrócił też uwagę, że w ok. 10 proc. powiatów w ogóle nie ma poradni reumatologicznej, a jednocześnie ogólna liczba takich poradni w kraju, mających kontrakt z NFZ, jest za duża. Wiele z nich nie świadczy usług dobrej jakości, a w części brak nawet reumatologa. Powoduje to natomiast rozdrobnienie kontraktów, zaznaczył konsultant.

Jak ocenił, najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie w kraju sieci referencyjnych poradni reumatologicznych, które byłby wyznaczane przez wojewódzkich konsultantów ds. reumatologii. Wystarczyłby jeden taki ośrodek na powiat.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje