Havel - pisarz, który "wyskoczył" do polityki

Jestem niecodziennym przypadkiem pisarza, który "wyskoczył" na 13 lat do polityki, żeby być prezydentem - powiedział Vaclav Havel w piątek w Warszawie, przed premierą w stołecznym teatrze Ateneum jego sztuki "Odejścia" - pierwszego dramatu napisanego po odejściu z polityki.

Sztuka opowiada o losach kanclerza pewnego postkomunistycznego państwa, który stracił swój urząd i musi przewartościować swoje życie.

Reklama

Autor "Odejść" opowiadał w piątek na spotkaniu z warszawskiej siedzibie wydawnictwa Agora, że pomysł tego dramatu zrodził się w latach 80. Z jednej strony inspiracją dla niej były losy czeskich reformatorów komunizmu. Po tym, jak ich działania zakończyły się niepowodzeniem, utracili oni pozycję i musieli nagle całkowicie zmienić swoje życie.

Z drugiej strony, fabuła miała nawiązywać do losów szekspirowskiego "Króla Leara", który oszalał po utracie pozycji i poddanych-pochlebców. Havel powiedział, że inspirowały go m.in. eseje, które o "Królu Learze" pisał polski literaturoznawca Jan Kott.

- Kiedy wydarzyła się nasza rewolucja, a ja sam znalazłem się w polityce, odrzuciłem ten rękopis. Byłem pewien, że go gdzieś wyrzuciłem. Myślałem, że w nowej sytuacji ten temat już nie może mnie interesować. Kiedy moja prezydentura definitywnie się skończyła, rękopis niespodziewanie się znalazł. Okazało się, że przechowała go moja sąsiadka, która być może znalazła go gdzieś w koszu na śmieci. Nie użyłem tego tekstu, zacząłem pisać od nowa, ale sam temat został - tłumaczył autor.

Fabuła została ta sama, ale autor przyznał, że wzbogacił ją o doświadczenia, które zdobył w czasie swojej prezydentury. Nie można jej nazwać autobiograficzną, ale Havel nie ukrywa, że chciał też pokazać przez "Odejścia" część siebie.

- Jestem z natury nieśmiały. Chowam się za postaciami sztuk. Ale mam chęć pisać o sobie. Dlatego w tej sztuce jestem, chociaż nie wiadomo do końca, czy to ja - powiedział.

Havel przyznał, że miał długą przerwę w karierze dramaturga, ale podkreślił, że będąc prezydentem nie zarzucił pisania. Ponadto, inaczej niż w twórczości artystycznej, jako autor tekstów politycznych musiał trzymać się terminów. - Nie mogłem czekać na wenę - mówił.

W każdy weekend pisał przemówienia. Każdego tygodnia powstawały też "tysiące stron instrukcji" dla jego współpracowników. Pisał w nich nie tylko konkretne polecenia, ale wszystkie zastrzeżenia i uwagi, które miał do swojego otoczenia.

- Z jednej strony to były instrukcje, a z drugiej to był trochę mój dziennik. Ze wszystkich moich zmartwień potrzebowałem się wypisać. Kiedy mnie coś zdenerwowało, to pisałem o tym i już mnie to przestawało denerwować - tłumaczył.

Pytany przez gości spotkania o to, jak radził sobie, jako artysta i intelektualista, w świecie polityki, tłumaczył, że "polityka nie jest brudna". Jego zdaniem, wystarczy, aby polityka nie stała się domeną zawodowców. Jak mówił, trzeba ją "przewietrzać". Tylko w ten sposób można uniknąć rutyny i oderwania pracy urzędników od rzeczywistych treści, które funkcja polityka powinna ze sobą nieść.

- Uważam się za osobę, która ma wyczucie językowe. Pewnie dlatego często piszę o skonwencjonalizowanym języku polityki. Wiem, jak wielką pokusą jest używanie go. Człowiek musi często powtarzać to samo - kilkadziesiąt, sto razy. Sam nie zauważa kiedy zaczyna mówić frazesami. Sam wielokrotnie łapałem się na tym, że pisząc wystąpienie, dopiero po chwili dostrzegałem w nim banały i nie niosące treści hasła - tłumaczył.

Odpowiedział też m.in. na pytanie o najlepszą strategię krajów takich jak Polska i Czechy wobec Rosji.

- Ja niestety obserwuję w sytuacji w Rosji bardzo niedobre rzeczy. Jakby się tam rodził zupełnie nowy, bardzo wyszukany typ rządów autorytarnych. Rosja jest największym krajem na świecie, a wygląda na to, że rodzi się tam poczucie, że jest mała i musi obudowywać się strefami wpływów. Wygląda to tak, jakby odradzała się tradycyjna rosyjska niepewność, gdzie ta Rosja się zaczyna i gdzie kończy - mówił były prezydent Czech.

- To są niepokojące zjawiska, ale ja wierzę, że nie wszystko jest stracone. Dużo zależy od nas samych, od wszystkich członków Unii Europejskiej. Po prostu nie możemy się bać. Jeśli chcemy mieć z Rosją stosunki partnerskie, musimy je budować wyłącznie na bazie szczerości. Nie da się ich zbudować na krętactwie i na strachu - ocenił Havel.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje