Kinga Preis: Liczy się człowiek, nie prezent

- Prezent, który można kupić na raty, który tak naprawdę nic nas nie kosztuje, mało dla mnie znaczy. Dla mnie najpiękniejszy jest moment kontaktu z drugim człowiekiem, z którym wymieniamy się prezentami. Drogie gadżety nie są dla mnie istotne! - opowiada Kinga Preis.

Edyta Drozdowska, SZLACHETNA PACZKA: W Pałacu Prezydenckim prawdziwie świąteczna atmosfera! Co dla Pani jest ważne w czasie Świąt?

Reklama

Kinga Preis: - Najważniejsze w tym czasie jest to, żeby cieszyć się swoimi bliskimi, żeby nie uczyć się wtedy tekstu i nie myśleć o swoim zawodzie. Ważne jest dla mnie to, by żyć wtedy takim normalnym życiem, ulepić uszka, patrzeć jak moja mama się śmieje i jak kłóci się z babcią. Takie chwile są dla mnie najważniejsze i najpiękniejsze. W czasie Bożego Narodzenia ważne są również takie zwykłe radości i słuchanie się wzajemnie.

W SZLACHETNEJ PACZCE staramy się dawać ludziom konkretne prezenty - takie, po których potrzebującym chce się żyć. Dostała Pani kiedyś taki?

- Dla mnie zawsze najpiękniejszy jest moment kontaktu z drugim człowiekiem, z którym wymieniamy się prezentami. Najbardziej lubię, jak prezent jest zrobiony samodzielnie i sama lubię się napracować, żeby go wykonać. Takie rzeczy jak laptopy i inne drogie gadżety nie są dla mnie najistotniejsze.

Ważna jest dla mnie praca wolontariuszy SZLACHETNEJ PACZKI - żeby odszukać rodziny, dowiedzieć się, czego pragną. Marzenia osób potrzebujących są zwykle tak drobne, tak niewyobrażalne dla nas, choćby to, że ktoś chciałby napić się gorącej czekolady czy dostać zimowe buty albo ciepłe rękawiczki.

Panią cieszą drobne upominki?

- Drobne rzeczy cieszą mnie najbardziej. Obecnie mieszkam we Wrocławiu, gdzie jestem ambasadorem hospicjum dla dzieci i w zeszłym roku samodzielnie wykonałam dla nich kilkadziesiąt bombek. Było to dla mnie ogromnym wyzwaniem, bo jestem kompletną nogą z prac plastycznych, ale dzięki mojemu mężowi Piotrkowi i synowi Antkowi udało nam się.

To był dla mnie najpiękniejszy prezent, bo wymagał ode mnie jakiegoś szczególnego zaangażowania. Prezent, który można kupić na raty, który tak naprawdę nic nas nie kosztuje, mało dla mnie znaczy. Natomiast nigdy bym nie chciała oceniać marzeń ludzi, bo każdy ma inne.

A dostała Pani kiedyś taki trafiony prezent, wykonany specjalnie dla Pani?

- Lubię podróżować i z mężem robimy sobie takie prezenty, że wyjeżdżamy gdzieś bardzo daleko w nieznane kraje. To są dla nas najpiękniejsze prezenty - czas spędzony wspólnie daleko od tej zimy i szarości. Staramy się wspólnie spędzać czas i to jest dla nas największy prezent.

Macie jakąś ulubioną, rodzinną kolędę?

- Ja lubię bardzo Lulajże Jezuniu, ale pewnie każdy ma swoją. Przepadam za kolędami romantycznymi i cichymi.

Jakie ma Pani świąteczne wspomnienia z dzieciństwa?

- Pamiętam, jak byłam malutka i żyła jeszcze moja prababcia Michalina... Pewnego wieczoru chciała mi pokazać choinkę z bombeczkami. Moja mama z tatą przezornie umieścili drzewko wysoko, żeby nic złego się nie stało. Ale babcia Michalina podniosła mnie do tej choinki i ja jednym zgrabnym ruchem chwyciłam bombkę, którą zgniotłam silnymi łapkami. Miałam potem kilkanaście szwów i to jest moje wspaniałe wspomnienie z Wigilii.

Ale mam też inne - przed moim domem rośnie choinka, która została zasadzona podczas mojej pierwszej Wigilii, którą pamiętam. Teraz drzewko przerosło nasz dom i przypomina, że tak długo jesteśmy razem. Obecnie jest duże i piękne, jak my sami.

Dzięki SZLACHETNEJ PACZCE ludzie się ze sobą spotykają, robią prezenty dla nieznajomych, podejmują wyzwania. Wolontariusze odwiedzają potrzebujących w ich domach, wchodzą w trudny świat biedy. Czy Pani myśli, że dzisiaj Polacy chcą sobie pomagać nie tylko od święta?

- Oczywiście, że chcą. Nie trzeba ich nawet do tego specjalnie namawiać. Tak naprawdę prawdziwa bieda nie jest głośna i sama o siebie nie zawalczy. Wolontariusze Paczki do tych ludzi docierają, pokazują ich światu i ten świat bardzo chętnie i życzliwie się do tego odnosi. Na pewno chce on pomóc, tylko musi o tym wiedzieć.

Trzeba się naprawdę natrudzić, żeby dostrzec tą ogromną biedę, która jest wokół nas. Podejrzewam, że w naszym kraju jest przewaga biedy, która jest bardzo cicha i nie umie o siebie powalczyć. Musimy jej w tym pomóc. Myślę, że wiele osób chce to zrobić, tylko nie wie jak. Czym będzie głośniej o nas wszystkich ze SZLACHETNEJ PACZKI, tym będzie lepiej!

Niebawem Nowy Rok, nowe wyzwania. Pamięta Pani swoje największe wyzwanie, które Pani podjęła i wygrała?

- Było takie, ale ono udało mi się na chwilę, dlatego mówiłam, że trzeba być wytrwałym. Dla mnie największym wyzwaniem było rzucenie papierosów, z których zrezygnowałam na pięć lat i teraz niestety znowu palę. To jest moja ogromna przegrana, ale nie wolno się poddawać, trzeba walczyć. Walczyć i wygrywać. Tego życzę sobie i Państwu!

materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy