Metro już działa. Paraliż mógł być celowy

Rozpylenie nieznanej substancji przypominającej zapach gazu, wyczuwalnej na kilku stacjach metra, to najprawdopodobniej chuligański wybryk - poinformował po południu ratusz. We wtorek metro przez kilka godzin nie kursowało między "Dworcem Gdańskim" a "Wilanowską".

Wniosek, że przyczyną wstrzymania kursowania metra najprawdopodobniej był chuligański wybryk, wyciągnięto podczas posiedzeniu Zespołu Zarządzania Kryzysowego. Wzięła w nim udział prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz przedstawiciele straży pożarnej, policji, metra, Zarządu Transportu Miejskiego oraz biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego ratusza.

Reklama

Po posiedzeniu ratusz poinformował, że policja zabezpieczyła zapis z monitoringu metra. Jego analiza ma wykazać, czy było to działanie celowe. W przypadku wykrycia sprawcy tego wybryku, zostanie on obciążony kosztami akcji przeprowadzonej przez służby i jednostki miejskie.

Po raz pierwszy zapach gazu był wyczuwalny na stacjach "Świętokrzyska" i "Centrum" około o godz. 11. Ruch pociągów został wstrzymany, ewakuowano też pasażerów, zamknięto perony i włączono wentylatory. Kilka minut później zapach pojawił się na stacji "Ratusz Arsenał", a przed godz. 13 był wyczuwalny także na stacji "Politechnika". W efekcie zamknięte zostały stacje metra pomiędzy "Wilanowską" a "Dworcem Gdańskim", a pasażerowie musieli korzystali z komunikacji zastępczej.

Na stacjach, a także na terenie budowy II linii metra straż pożarna i służby gazownicze dokonały pomiaru powietrza, jednak aparatura nie wykazała obecności żadnych szkodliwych substancji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje