Miłość i małżeństwa w Powstaniu Warszawskim

Statystycznie na każdy dzień Powstania Warszawskiego przypadały cztery śluby. Powstańcy częściej niż cywile decydowali się na zawarcie związku małżeńskiego.

- Trudno powiedzieć, czy to była dobra decyzja. To był po prostu moment taki, że właściwie nie wiedzieliśmy, co się z nami dalej stanie. Chcieliśmy mieć bliski związek ze sobą. Nie wiadomo było, czy jedno zginie, czy przeżyjemy. Przecież to były straszne chwile. (...) Byliśmy zamknięci, byliśmy skazani właściwie na zagładę. Jeżeli uczucie zakwitło przedtem, to chcieliśmy jakoś to sfinalizować, przecież byliśmy młodzi. Ile miałam lat? Nie miałam dwudziestu lat, a Maciej miał dwadzieścia cztery, dzieciaki" - opowiada Grażyna Pilszak w wywiadzie udzielonym "Archiwum Historii Mówionej" Muzeum Powstania Warszawskiego (2007).

Reklama

Powstanie Warszawskie, "czas apokalipsy spełnionej", to jeden z najtragiczniejszych momentów w historii Polski. Jednak nawet w tak trudnych warunkach rodziła się miłość. Niekiedy było to uczucie chwilowe, ulotne, ale często trwało przez całe życie.

Związki małżeńskie zawierali przede wszystkim powstańcy. W księgach parafialnych bardzo rzadko można natrafić na wpisy z okresu Powstania Warszawskiego poświadczające śluby wśród ludności cywilnej. Jeżeli dochodziło do zawarcia małżeństwa przez cywilów, to dlatego, że były one zaplanowane wcześniej i nikt nie przypuszczał, że w sierpniu i we wrześniu w stolicy będą toczyły się walki. W czasie powstania ludność cywilna ukrywająca się w zatęchłych, zatłoczonych, brudnych piwnicach, starała się przede wszystkim przetrwać kolejny nalot, zdobyć żywność i wodę, przeżyć kolejny dzień.

Jednak o ślubach częściej myśleli sami powstańcy. Decydowali się na zawarcie małżeństwa, mimo że przyszłość była bardzo niepewna i w każdej chwili groziła im nagła śmierć. Ślub dawał nadzieję. Zawarty w kościele katolickim stawał się, dla ówczesnej młodzieży, wartością, której podtrzymanie wydawało się niemożliwe w rzeczywistości powstańczej. Był próbą powrotu do normalnego życia, stawał się namiastką dawnej przedwojennej rzeczywistości.

O tym, że śluby zawierane przez powstańców, najczęściej w Śródmieściu, nie były odosobnionymi przypadkami, świadczy rozkaz z 18 sierpnia 1944 wydany przez Antoniego Chruściela "Montera". Rozkaz ten regulował, w świetle prawa, sposób zawierania małżeństw w trakcie trwania Powstania Warszawskiego.

Również kapelani i księża ułatwiali przyjęcie sakramentu małżeństwa. Zapowiedzi wygłaszano tylko raz, a sama ceremonia zaślubin była bardzo krótka. W przypadku ślubu Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Jadwigi Wolskiej nie trwała ona dłużej niż siedem minut ("Kurier z Warszawy").

"Frasza" (Franciszek Szafranek) mówi: "No, dlaczego wy się nie pobierzecie?". Mówię: "No jak w takiej sytuacji możemy się pobrać?". - "Ja to załatwię". Przez gońca posłał notatkę do dowództwa batalionu i wieczorem goniec wrócił, że kapelan batalionowy "Corda" (...) przyszedł dać nam ślub. Zaraz "Frasza" posłał gońca na pocztę powiedzieć Lili (Alicja Treutler), że jutro ma być jej ślub o godzinie jedenastej i niech się stawi. I przyszła" - relacjonuje podjęcie decyzji o swoim ślubie Bolesław Biega dowódca II plutonu w batalionie AK "Kiliński" ("Archiwum Historii Mówionej" Muzeum Powstania Warszawskiego, 2009).

Dzięki fotografii wykonanej przez Eugeniusza Lokajskiego, który na swoich zdjęciach uwiecznił codzienne życie powstańców, i fragmentowi kroniki powstańczej "Warszawa walczy", wyświetlanej w czasie powstania w kinie Palladium, ślub Bolesława Biegi oraz Alicji Treutler zobaczyło bardzo wielu ludzi. Do dziś fragment filmu można oglądać w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Ślub państwa Biegów odbył się 13 sierpnia. Na ceremonię przyszły jedynie druhny panny młodej, świadkowie pana młodego bronili poczty atakowanej przez Niemców od strony Nowego Światu. Goście, których widać na archiwalnych zdjęciach, to pacjenci szpitala, gdzie leczony był ranny Bolesław Biega. Za obrączki posłużyły kółka od firanek. Oboje na prawych ramionach mieli biało-czerwone opaski powstańcze. Pan młody wziął ślub w pożyczonym mundurze z rozciętym rękawem, aby można było włożyć zagipsowana rękę. Panna młoda ubrana była w jasną bluzkę i ciemną spódnicę. W rękach trzymała, prawie niemożliwy do zdobycia, bukiet z żywych kwiatów. O sukni ślubnej nikt wtedy nie myślał.

Jednak mimo tak trudnych warunków dbano o strój, aby był czysty i elegancki. W tym dniu nowożeńcy chcieli wyglądać wyjątkowo. Często brano ślub w zdobytych niemieckich bluzach maskujących, tzw. "panterkach", mundurach powstańczych, butach oficerskich. Kobiety zakładały pożyczone lub niekiedy pospiesznie uszyte sukienki.

"Mąż późniejszy wyszedł z tych kanałów. Pojawił się na Bartosiewicza w mundurze esesmańskim, znaczy w panterce. Powiedział: - "Słuchaj, to jest jedyny moment żebyśmy się pobrali, bo ja mam nareszcie całe spodnie+. Bo przedtem mu się to raczej nie zdarzało. Mnie Powstanie zastało w jakiejś sukience, która już po kilku dniach była już dosyć brudna, więc postanowiłam ją wyprać. Wyprałam, powiesiłam na sznurku. W międzyczasie sąsiadka, pani zresztą zupełnie mi nieznana, pożyczyła mi swoją sukienkę żebym miała na zmianę. Moja spaliła się razem z całą kamienicą i zostałam w tej cudzej sukience. W niej chodziłam już, jako jedynym stroju, aż do końca Powstania. To była moja suknia ślubna. Ponieważ sandałki mi się oczywiście rozleciały, to pożyczyła mi buty nasza wspólna koleżanka, która miała rozmiar o cztery większy od mojego. Wobec tego buty były, powiedzmy sobie, luźne" - wspomina Maria Piechotka ("Archiwum Historii Mówionej" Muzeum Powstania Warszawskiego, 2005).

Po ślubie udzielonym przez kapelana przychodził czas na przyjęcie weselne. Była to radosna chwila, dzięki której chociaż na moment zapominano o wojnie i toczonych walkach. "Dopiero później skończył się atak i urządzili ucztę weselną na poczcie, bo myśmy (zdobyli) wielkie magazyny. Były sardynki francuskie, angielskie papierosy, były francuskie wina zdobyte od Niemców" - wspomina Bolesław Biega. ("Archiwum Historii Mówionej" Muzeum Powstania Warszawskiego, 2009).

Prezenty, które wręczano młodemu małżeństwu, były bardzo prozaiczne: naboje do pistoletu, mydło, skarpetki. Zdarzały się też prezenty nietypowe, np. trzy dni wolnego od wszystkich zadań powstańczych.

Pragnienie bliskości psychicznej i fizycznej miało w sobie piętno wojny, okrucieństwa i strachu. Intymność w czasie powstania była bardzo ograniczona. Często osobiste okazywanie sobie uczuć odbywało się w obecności innych ludzi. Dlatego w wielu przypadkach chęć zawarcia związku małżeńskiego była podyktowana nie tyle pragnieniem spełnienia fizycznego, co strachem przed śmiercią i przed utratą bliskiej osoby.

Nierzadko rodzice starali się odwieźć młodych ludzi od decyzji zawarcia związku małżeńskiego w tak tragicznych, nieludzkich czasach. Jednak z drugiej strony radość była ogromna. Ślub stawał się namiastką normalności i nadzieją na przeżycie, na wspólną przyszłość.

W czasie Powstania Warszawskiego związek małżeński zawarło 256 par. Wśród nich byli m.in. Jan Wuttke "Czarny Jaś" i Irena kowalska "Irka", Jerzy Zborowski "Jeremi" i Janina Trojanowska "Nina", Beata Branicka "Ata", córka hrabiego Branickiego z Wilanowa i Leszek Rybiński "Pat", Jan Nowak-Jeziorański i Jadwiga Wolska "Greta".

W 2008 roku powstał film "Epidemia miłości" w reżyserii Macieja Piwowarczuka opowiadający o małżeństwach w Powstaniu Warszawskim. Film, wykorzystujący archiwalne zdjęcia i nagrania oraz rozmowy z powstańcami, który wzięli ślub w powstaniu, można obejrzeć w dwu wersjach językowych: polskiej oraz angielskiej.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje