Niewidomi pozwali warszawską restaurację

Jawna dyskryminacja czy zwykłe nieporozumienie? Dwoje niewidomych żąda od warszawskiej restauracji przeprosin i łącznie 50 tysięcy złotych na cele charytatywne za incydent sprzed dwóch lat. Chcieli wtedy wejść do restauracji z psami-przewodnikami, ale obsługa zaproponowała im tylko miejsca na zewnątrz lokalu. Dziś przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces cywilny w tej sprawie.

Skarżący lokal niepełnosprawni Dorota Ziental-Sobkowicz i Sebastian Grzywacz podkreślają, że powodem odmowy wstępu do restauracji było to, że towarzyszyły im psy. 

Reklama

"Tłumaczenia, że jest to pies asystujący, wyciąganie certyfikatów nie przynosiło żadnego rezultatu" - powiedziała po rozprawie Dorota Ziental-Sobkowicz. Sebastian Grzywacz dodał, że padł argument, że psy pogryzą dzieci i żebyśmy usiedli na zewnątrz". Jak powiedział, tego dnia przez Warszawę przechodziła burza, dlatego chcieli usiąść wewnątrz.

Zeznający dziś przed sądem pracownicy restauracji przekonywali, że tego dnia w lokalu nie było miejsca, więc zaproponowali stoliki na patio. Podkreślali, że w niedziele prowadzone są rezerwacje, ponieważ sprzedaż odbywa się w formie szwedzkiego stołu. Dlatego nie było miejsca wewnątrz. "To nieporozumienie" - mówi ich adwokat Leszek Kot. Według niego proces jest wynikiem pieniactwa powodów.

W tej sprawie odbył się już jeden proces o wykroczenie ze strony obsługi restauracji, ale sąd uniewinnił oskarżonych. W trybie cywilnym o swoje prawa w sądzie będą też walczyć przedstawiciele restauracji, którzy uważają, że ich dobre imię zostało naruszone.

Dowiedz się więcej na temat: niewidomi | pozew

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje