Ostrołęka: Kubeł kontra Kubeł

Już tylko niecałe dwa tygodnie pozostały do wyborów samorządowych. W Ostrołęce o mandat radnego powiatu ubiega się dwóch kandydatów o tych samych imionach i nazwiskach. Jedni wierzą, że to przypadek, inni twierdzą, że to wyrachowane działanie mające na celu zdyskredytowanie przeciwnika politycznego.

Dla jasności przedstawiamy. Stanisław Kubeł (I)* - pierwszy na liście niezależnych kandydatów na radnych powiatu ostrołęckiego i Stanisław Kubeł (II)* - pierwszy na prawicowej liście kandydatów. Pierwszy jest obecnym starostą powiatu. Drugi, osobą zupełnie nieznaną na tych terenach, a na dodatek nie mającą dotychczas nic wspólnego z polityką ani działalnością społeczną.

Reklama

Według obecnego starosty (I) jest to pomysł jego przeciwników politycznych, którzy najwyraźniej liczą na pomyłkę wyborców. Ze zdaniem starosty zgadzają się prawie wszyscy. Społeczność niewielkiej wsi Obierwia, w której od lat mieszka konkurent (II) obecnego starosty, jest zszokowana pomysłem.

Sam kandydat (II) nie chciał rozmawiać na temat udziału w wyborach. Reporterce RMF powiedział jedynie, że jest na pierwszym miejscu listy, bo widocznie jest tego wart. Niestety, wygląda na to, że dla lokalnych działaczy wartościowe jest raczej nazwisko Stanisława Kubła, a nie jego osoba.

PKW: kandydaci o tych samych imionach i nazwiskach to nie problem

Według wiceszefa Krajowego Biura Wyborczego, Bohdana Szcześniaka, nie ma problemu, gdy dwie osoby o takim samym imieniu i nazwisku kandydują na radnych w jednym okręgu wyborczym.

- Nie widzę tu (w przypadku Ostrołęki) żadnego problemu. Jest najwyżej problem w rozróżnieniu - powiedział Szcześniak. Podkreślił, że obaj kandydują z różnych list. - Jeden będzie na liście komitetu o jakiejś nazwie, a drugi na liście komitetu o innej nazwie. Żeby nie było wątpliwości, PKW wyraziła zdanie, by w przypadku, gdy imiona i nazwiska kandydatów są jednakowe, dodatkowo w celu ich rozróżnienia dopisać imię ojca - wyjaśnił.

Według Szcześniaka, problem pojawiłby się, gdyby chodziło o kandydatów na wójtów, burmistrzów czy prezydentów, którzy są umieszczani na jednej liście w kolejności alfabetycznej.

- Ale jeśli to są kandydaci na radnych, jeden jest z jednej listy, a drugi z innej, tu w ogóle nie ma problemu - ocenił.

- W interesie komitetów wyborczych prowadzących kampanię jest wskazanie, kto jest kim, a czy zrobią to skutecznie, nie wiem - podsumował Szcześniak.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje