Protest kolejarzy

Ponad tysiąc kolejarzy protestowało dzisiaj przed budynkiem Ministerstwa Infrastruktury w Warszawie. Rano ruch pociągów zatrzymano w Pomorskiem. Głównym postulatem pracowników kolei jest zapewnienie funkcjonowania połączeń regionalnych w kraju w niezmienionej liczbie.

Kolejarze, m.in. z "Solidarności", Związku Zawodowego Maszynistów, Związku Zawodowego Nadzoru Ruchu, zebrali się na Dworcu Warszawa Centralna. Wypełnili ponad połowę głównej hali dworcowej.

Reklama

Następnie przeszli przejściem podziemnym pod pobliski gmach Ministerstwa Infrastruktury. Przed wejściem kolejarki wręczyły kwiaty ochraniającym ministerstwo policjantom.

Delegacja 14 protestujących związków została przyjęta przez wiceministra Macieja Leśnego.

Przewodniczący Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ "Solidarność" Stanisław Kogut powiedział po spotkaniu w resorcie, że minister obiecał do 15. poinformować, kiedy odbędzie się spotkanie z przedstawicielami Ministerstwa Finansów i sejmowych komisji finansów i infrastruktury poświęcone omówieniu postulatów protestujących kolejarzy. Przewodniczący podziękował za spokojną demonstrację.

Dziennikarzom powiedział, że jeśli rozmowy nie przyniosą efektów, to Solidarność jest przygotowana, by zrealizować scenariusz strajkowy - "do strajku generalnego włącznie".

Zapowiedział, że spotka się komitet strajkowy, który zdecyduje o dalszym przebiegu akcji.

Kogut powiedział, że będą domagać się zapewnienia źródeł finansowania przewozów regionalnych. - Prasa donosi, że chcą sprzedać za bezcen nasz Dworzec Warszawa Główna, a dla nas brakuje pieniędzy - zaznaczył.

Protestujący wznosili okrzyki: "Pod rządem Millera polska kolej umiera", "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę".

W hali głównej dworca, w przejściach podziemnych i przed ministerstwem protestujący gwizdali, trąbili, korzystali z przenośnej syreny alarmowej.

Pomorskie

Pracownicy kolei zablokowali dzisiaj rano około godziny 7. tory w Gdańsku-Wrzeszczu i zatrzymali ruch pociągów. Strajk ostrzegawczy trwał półtorej godziny. Demonstranci palili opony, nie doszło jednak do interwencji policji. Ruch pociągów został już przywrócony, jednak liczyć się należy z dużymi opóźnieniami.

Związkowcy chcą zachowania prawie 360 regionalnych połączeń kolejowych, które rząd zamierza zlikwidować tłumacząc, że nie przynoszą zysku. Kolejarze nie zgadzają się z rządowymi argumentami. Podkreślają, że likwidacja połączeń pociągnie za sobą masowe zwolnienia.

- Na strajk ostrzegawczy wybrany został węzeł kolejowy w Gdańsku, ale jeśli to nie przyniesie skutku, to będą dalsze takie akcje w całym kraju - zapowiada przewodniczący "Solidarności" Kolejarzy w województwie pomorskim Wojciech Lipiński.

Gdy strajk ostrzegawczy nie przyniesie rezultatu, 14 lipca rozpoczną się kolejne strajki w wybranych węzłach kolejowych, a 23 lipca strajk generalny.

Do pracowników kolei dołączyli ludzie zatrudnieni w innych pomorskich zakładach m.in. ze Stoczni Gdańskiej i Gdyńskiej. Tory w okolicach stacji PKP Gdańsk-Wrzeszcz blokuje kilkuset osób. Protest potrwał do godziny 8.30.

Według wyliczeń organizatorów strajku stanęło 36 pociągów pasażerskich i ponad 20 składów Szybkiej Kolei Miejskiej (SKM) - jednego z podstawowych środków komunikacji w Trójmieście i okolicznych miejscowościach.

- Dbamy o bezpieczeństwo podróżnych, dlatego apelowaliśmy do maszynistów, aby zatrzymali pociągi na peronach - wyjaśnił Lipiński.

Część pociągów wyruszyło w trasę i zatrzymało się przy - z uwagi na blokadę torów - w Gdańsku-Wrzeszczu. Powstało zamieszanie, gdyż wielu podróżnych nie wiedziało o planowanym proteście.

Organizatorem strajku jest Krajowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy, który powołało dziewięć związków zawodowych działających w grupie PKP S.A.

INTERIA.PL/RMF/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje