Stolica straganów

Warszawa nie może sobie poradzić z handlem ulicznym. Chodniki w reprezentacyjnych miejscach miasta pełne są straganów z majtkami, biustonoszami, sznurówkami itp. Czy tak powinna wyglądać stolica dużego kraju Unii Europejskiej?

Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat, Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie to świetne miejsca na handel. Wiedzą o tym nie tylko właściciele eleganckich sklepów, ale także drobni handlarze, którzy ani myślą przenieść swoje obskurne stragany na place targowe na peryferiach. Niestety miasto jak dotąd nie znalazło sposobu, aby ich do tego przekonać. Wszystko przez to, że w prawie nie ma pojęcia nielegalnego handlu. Wykroczeniem jest tylko zajęcie pasa drogi czy chodnika.

Reklama

Nie pomogły wprowadzone niedawno opłaty za zajęcie metra kwadratowego chodnika, w zależności od miejsca wynoszące 20 i 30 zł. Dodatkowo trzeba także wykupić pozwolenie na zajmowanie chodnika.

Nie pomogła też instytucja inkasenta, który te opłaty w imieniu miasta miał pobierać. Handlarze nadal wolą płacić więcej niż na targowisku, a niektórzy w koszty wkalkulowują także mandaty od straży miejskiej, jeśli nie mają pozwolenia na zajmowanie chodnika. Wojna podjazdowa trwa, ale widać i tak to się opłaca.

Trzeba jasno powiedzieć, że nie byłoby tego problemu, gdyby nie popyt. Wielu warszawiaków chętnie korzysta z możliwości tańszych zakupów i to w samym centrum. Ale czy naprawdę chcemy, żeby Warszawa przypominała białoruski bazar?

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje