Ustanowiono nagrodę im. Jana Rodowicza "Anody"

Osoby wyróżniające się zaangażowaniem na rzecz innych oraz postawą stanowiącą przykład dla młodego pokolenia mogą się ubiegać o nagrodę im. Jana Rodowicza "Anody". O ustanowieniu wyróżnienia poinformowano w środę w Muzeum Powstania Warszawskiego.

"Anoda" był postacią niezwykłą i bohaterem walk powstańczych. Chcemy jednak, by głównym przekazem naszej nagrody było uczczenie tego, co Jan Rodowicz robił po Powstaniu. Te krótkie kilka lat, jakie przeżył po zrywie było pełne gorączkowej aktywności. Potrafił być równocześnie członkiem konspiracji i studentem Politechniki Warszawskiej. Był człowiekiem, który dbał o kontynuowanie edukacji kolegów z oddziału powstańczego, ale też świetnym kompanem i przyjacielem. Dbał o groby przyjaciół z Powstania, pilnował ekshumacji. Miał duży wpływ na otoczenie - mówił podczas konferencji prasowej dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski.

Reklama

Będą nagradzać za postawę

Jak zaznaczył, nagroda im. Jana Rodowicza, powstańca, żołnierza Szarych Szeregów i Armii Krajowej, który zmarł w wyniku brutalnego śledztwa po aresztowaniu przez Urząd Bezpieczeństwa, ma być wyróżnieniem dla "powstańców czasu pokoju".

- Mogą to być przedsiębiorcy, którym chodzi nie tylko o pieniądze, ale też o społeczne wartości czy społecznicy, którzy potrafią zachęcić ludzi do tego, aby byli lepsi. Osoby, których często nie pokazują media, ale które mają wielki wpływ na swoje otoczenie. Chcemy tą nagrodą pokazać, że dziedzictwem Powstania jest również umiejętność pracy w czasach pokoju. To nagroda dla tych, którzy potrafią się bezinteresownie zaangażować - dodał Ołdakowski.

Nagroda będzie przyznawana co roku w dwóch kategoriach: za całokształt dokonań i postawę życiową stanowiącą wzór do naśladowania dla młodych pokoleń oraz za wyjątkowy czyn. Jak mówią organizatorzy, może to być działalność społeczna lub podjęcie błyskawicznej decyzji ratowania zagrożonego życia ludzkiego. Wyboru zwycięzców dokonywać będzie Kapituła powoływana przez Muzeum Powstania Warszawskiego.

Ustalono kryteria i regulamin konkursu

Kandydatów mogą zgłaszać osoby prywatne, organizacje i instytucje publiczne, a także członkowie Kapituły przez 63 dni, od 1 sierpnia do 3 października br. za pomocą formularza dostępnego na stronie Muzeum. 5 września zostanie powołana Kapituła nagrody. W styczniu przyszłego roku odbędzie się wręczenie nagrody, która będzie miała formę honorowej statuetki.

- Nie pamiętam niestety "Anody", jednak mama opowiadała mi, że kiedy byłem mały pojechaliśmy w dzień Bożego Narodzenia 1948 r. do cioci, matki "Anody", która się ucieszyła z naszej wizyty rozpraszającej trochę jej smutek po aresztowaniu dzień wcześniej Janka. Z opowieści rodzinnych wiem, że był on człowiekiem pełnym woli życia, aktywnym, pragnął odbudowywać Warszawę.

Był wielkim bohaterem Powstania

Bardzo zdolny, studiował architekturę, pięknie rysował. Pełen optymizmu, zawsze jednak był wierny swoim zasadom i wartościom. Kultywował pamięć o żołnierzach Powstania. Z jego inicjatywy koledzy pisali wspomnienia, na bazie których powstała dokumentacja batalionu "Zośka". Myślę, że przybliżenie jego postaci szczególnie młodym ludziom, którzy teraz często zamknięci w internecie, są mało aktywni w swoim środowisku, może być naprawdę ważne - opowiadał dziennikarzom Jan Rodowicz, syn stryjecznego brata "Anody".

Anna Jakubowska ps. Paulinka, koleżanka "Anody" z Powstania wspominała, że dla niej był on kwintesencja cech, które ceni najbardziej.

"Anoda" miał do siebie dystans

- Był wielkim bohaterem Powstania, czym się zupełnie nie szczycił. Tak samo traktował podwładnych, jak i zwierzchników. Nigdy nie dążył do tego, by być ważniejszym od kogoś innego. Bardzo odpowiedzialny, miał niezwykłą osobowość - wrażliwą, pogodną, pełną dowcipu. Przed Powstaniem byłam z nim na tzw. bazie leśnej, czyli obozie szkoleniowym w terenie w ramach przygotowań do akcji "Burza". Wszyscy byli bardzo zmęczeni i każdy starał się przespać. Także on, z nieodłącznym karabinem w ramionach, zasnął na trawie. Wtedy koledzy oplątali go sznurem i czekali, jak się zachowa. Po przebudzeniu Janek próbował się uwolnić, śmiejąc się równocześnie z naszego pomysłu. On był w grupie dowódczej, był instruktorem. Gdyby taki kawał zrobić komuś innemu, mógłby zareagować nawet wydaleniem z obozu, jednak "Anoda" miał do siebie dystans - wspominała "Paulinka".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje