Warszawa: Barykady w trosce o szkołę

Wyższa Szkoła Okupacji Nocnych Zmian Władzy i Wymiany Zamków - taka powinna być prawdziwa nazwa Wyższej Szkoły Dziennikarstwa w Warszawie. Po miesiącu spokoju afera wokół uczelni wybuchła dwa dni temu z nową siłą.

Głośno wokół szkoły im. Melchiora Wańkowicza zrobiło się kilka miesięcy temu. 27 października, na mocy nowego statutu przyznanego przez MEN (podpisanego przez wiceministra Jerzego Zdradę) opatrzonego klauzulą natychmiastowej wykonalności, założyciel szkoły Fundacja Centrum Prasowe Dla Krajów Europy Środkowo-Wschodniej powołała nowe władze warszawskiej Wyższej Szkoły Dziennikarskiej - rektora Antoniego Kamińskiego oraz dyrektora Jarosława Janasa. Ze swoich stanowisk musieli ustąpić rektor Marek Grzelewski i dyrektor Jan Kłossowicz. Nie przyjęli oni tego do wiadomości i na znak protestu wraz z kilkoma wykładowcami przez kilka tygodni okupowali siedzibę szkoły. Miesiąc temu stary rektor opuścił swój gabinet. W sylwestrową noc zmienił zdanie i ponownie zabarykadował się w gabinecie. Budynek przejął oczywiście z własnymi ochroniarzami. Jak powiedział rektor, powodem nocnego zajazdu była troska o dobro szkoły. O ile przedtem jego niepokój dotyczył jedynie przerwy w zajęciach, to później okazało się, że miał o wiele głębsze podłoże. Odwołane władze, po odzyskaniu swoich gabinetów, znalazły faktury wystawiane przez firmę żony nowego dyrektora. Faktury opiewały na niebagatelną kwotę ponad 60 tysięcy złotych i dotyczyły zarządzania nieruchomościami. W takiej sytuacji, jak podkreślają stare władze uczelni, nocny nalot stał się całkiem uzasadniony. - Żadna pora nie jest wstydliwa na przekreślenie tego typu przekrętów. Komu powinno być wstyd w tej sytuacji - powiedział Stanisław Michałkiewicz, rzecznik starego rektora. Nowemu dyrektorowi bynajmniej wstyd nie jest. Jarosław Janas bez cienia zażenowania przyznał, że faktury rzeczywiście zostały wystawione. Nie chciał jednak wyjawić, za co miał zapłacić firmie swojej żony: "To nie ja chciałem zapłacić firmie żony, tylko Wyższa Szkoła Dziennikarstwa zawarła stosowne umowy. Te umowy są umowami handlowymi i są otoczone tajemnicą". Jarosław Janas zdradził jedynie, że w tych 60 tysiącach mieści się m.in. wynagrodzenie dla żony za pomoc w napisaniu nowego statutu szkoły.

Reklama

Dodajmy, że to nie jedyne kłopoty uczelni. W maju zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Wyższą Szkołę Dziennikarstwa imienia Melchiora Wańkowicza w Warszawie skierowała do prokuratury Najwyższa Izba Kontroli. NIK w swoim raporcie zarzucała uczelni, że przez półtora roku (od czerwca 1996 do końca 1997 r.) kształciła i wydawała dyplomy w sześciu placówkach terenowych (w Białymstoku, Toruniu, Chełmie, Lublinie, Kielcach i Radomiu) utworzonych bez zezwolenia MEN. Zdaniem NIK, szkoła poświadczała w dyplomach nieprawdę, a pobierając od studentów czesne dopuściła się wyłudzenia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje