We wtorek manifestacja lekarzy

Przed siedzibą centrali Narodowego Funduszu Zdrowia w Warszawie przeciwko wycenie świadczeń medycznych proponowanej przez Fundusz w kontraktach na 2009 r. będzie protestował we wtorek Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy.

O akcji protestacyjnej poinformował w piątek szef mazowieckiego OZZL Maciej Jędrzejowski.

Reklama

W ocenie związkowców, NFZ "nieodpowiedzialnie zaniżył" ceny świadczeń. Taka sytuacja szkodzi zarówno lekarzom, jak i pacjentom - podkreśla OZZL. Zdaniem związkowców, działania Funduszu mogą doprowadzić w styczniu do chaosu i niepokojów w służbie zdrowia.

- W woj. mazowieckim kontrakty z NFZ na 2009 r. podpisały tylko pojedyncze szpitale. Istnieje wyraźna groźba, że pacjenci będą płacić w styczniu za planowe zabiegi z własnych środków, bo szpitale nie otrzymają pieniędzy z NFZ - powiedział Jędrzejowski. Według niego, takie rozwiązanie rozważa m.in. warszawski szpital przy ul. Banacha.

Przewodniczący OZZL Krzysztof Bukiel podkreślał w piątkowej rozmowie, że działania NFZ, "polegające na zaniżeniu wyceny punktu rozliczeniowego w ramach Jednorodnych Grup Pacjentów stanowią kompromitację albo sabotaż rządowego programu zmian w ochronie zdrowia, a zwłaszcza przekształceń szpitali w spółki prawa handlowego".

- Jak dyrektor szpitala ma być menadżerem skoro nie otrzymuje odpowiednich środków na realizację świadczeń. Nie wie nawet na jakiej podstawie NFZ dokonuje wyceny, nie zna symulacji. Słyszy tylko od prezesa NFZ, że on nie sfinansuje świadczenia i koniec - powiedział Bukiel.

Przewodniczący OZZL przypomniał, że do 2007 r. zakłady opieki zdrowotnej otrzymywały zapłatę za wykonane świadczenia w dwóch strumieniach pieniędzy.

- Pierwszy strumień wynikał z wyceny punktu, drugi stanowił kwotę przeznaczoną na podwyżki dla pracowników. Przy tak skonstruowanej zapłacie wycena punktu wynosiła 48 złotych, a podwyżkowa pula pieniędzy stanowiła 13 proc. do 20 proc. wielkości kontraktu - podkreślił.

Bukiel zaznaczył też, że od roku 2009 "pula podwyżkowa" ma być włączona w wycenę punktu. Zatem po włączeniu tej puli do ogólnej kwoty kontraktu, cena za punkt powinna wynosić 54-58 złotych - uważa Bukiel.

Natomiast NFZ proponuje szpitalom 51 zł za punkt rozliczeniowy. W ocenie szefa OZZL, "jest to jawne okradanie świadczeniodawców dokonywane pod osłoną państwa, które zapewnia NFZ pozycję monopolisty, a świadczeniodawców skazuje na jego dyktat".

Zdaniem dyrektorów szpitali klinicznych i instytutów medycznych, przyjęcie propozycji NFZ dotyczących finansowania świadczeń zdrowotnych w 2009 roku, jest równoznaczne ze zgodą na "lawinowe" zadłużanie ich lecznic.

Dyrektorzy podkreślali, że będą zdeterminowani w swoich działaniach oraz zapowiedzieli "zaostrzenie kursu". Zamierzają przesłać swoje stanowisko m.in. premierowi Donaldowi Tuskowi, ministrowi zdrowia Ewie Kopacz oraz sejmowej komisji zdrowia. Niektórzy ostrzegają, że jeżeli kontrakty z NFZ nie zostaną podpisane do końca grudnia, to od stycznia w ich lecznicach będą przyjmowani tylko pacjenci z zagrożeniem zdrowia i życia.

Wycenie świadczeń, którą proponuje Fundusz, sprzeciwia się także wielu dyrektorów szpitali wojewódzkich i powiatowych z całego kraju. M.in. większość szpitali z woj. świętokrzyskiego nie podpisało kontraktów z Funduszem.

Według prezesa Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie Andrzeja Włodarczyka, polityka NFZ dotycząca zasad kontraktowania świadczeń medycznych, doprowadzi do strajków lekarzy i pielęgniarek w całej Polsce oraz ograniczenia leczenia.

Z kolei rzeczniczka NFZ Edyta Grabowska-Woźniak podkreślała w rozmowie, że w 2008 r. nastąpił znaczący wzrost funduszów przeznaczonych na lecznictwo szpitalne. - Takiego wzrostu nie było od 1999 r. Do szpitali wpłynęło o 30 proc. więcej środków niż w 2007 r. Wynagrodzenia lekarzy znacząco wzrosły, obecnie są na dobrym poziomie. Mówienie w tej sytuacji o strajkach jest nieporozumieniem - oświadczyła rzeczniczka funduszu.

Przedstawiciele NFZ poinformowali na początku grudnia, że wprowadzenie nowego systemu rozliczeń (Jednorodnych Grup Pacjentów) przyczyniło się do spadku nieuzasadnionych hospitalizacji i spowodowało znaczący wzrost ich średniej wartości, co poprawiło rentowność wielu oddziałów.

W przypadku oddziałów wewnętrznych średnia wycena hospitalizacji wzrosła o ponad 16 proc., a na oddziałach chirurgii ogólnej o 15- 17 proc. Wzrost zanotowano także na oddziałach: pediatrii (ok.7 proc.), neonatologii (50 proc.), okulistyki (4 proc.), urologii (4 proc.) oraz kardiologii, neurochirurgii i endokrynologii.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje