Władimir Kliczko w Warszawie

Posiadacz czterech pasów mistrzowskich wagi ciężkiej, młodszy z braci Kliczków, Władimir, przyjechał do Warszawy. "Stalowy młot" promuje listopadową walkę o tytuł mistrza świata, którą stoczy z polskim pięściarzem Mariuszem "Vikingiem" Wachem.

Obaj bokserzy wzięli udział w konferencji prasowej w jednym z warszawskich hoteli. Władimir Kliczko tryskał humorem i wspominał młodzieńcze lata, które spędził w Warszawie.

Reklama

- Wspaniale być tu znowu. Mam znakomite wspomnienia z tego miasta, wygrałem wszystkie walki jako amator kiedy trenowałem jeszcze w Gwardii Warszawa. Zdobyłem tu wspaniałe doświadczenia i jestem szczęśliwy, że mogłem tu wrócić - mówił z uśmiechem mistrz.

Władimir Kliczko jak zawsze z respektem wypowiadał się także na temat swojego rywala. - Tym razem stanę naprzeciw faceta, który jest ode mnie dużo wyższy, cięższy, młodszy, większy i tak dalej. Tak więc wiele atutów jest po stronie Mariusza Wacha - mówił z kurtuazją mistrz.

Mariusz Wach nie tracił pewności siebie i zdradził, że kiedy nadeszła propozycja walki z obozu braci Kliczków, nie zastanawiał się ani chwili. - Bardzo się cieszę, że jako czwarty Polak będę miał okazję walczyć o tytuł mistrza świata w królewskiej wadze. Ze swojej strony mogę zagwarantować, że nie dam ciała - zapewniał polski pięściarz.

Polski challanger nie ukrywał, że będzie dążył do nokautu, bo na punkty będzie mu zwyciężyć niezmiernie trudno. Nie tracił pewności siebie i nawet żartował, że z drugiej strony, może nie powinien nokautować przeciwnika. - Troszkę będę się go bał zkonautować. Nie wiem, czy po mojej ostatniej wygranej przez nokaut do tej pory ten chłop wyszedł już ze szpitala - żartował Wach ze swego ostatniego przeciwnika.

Bokserzy skrzyżują rękawice 10 listopada w Hamburgu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy