Życie w przedsionku piekła

Gdy Wojtek powiedział, że będzie chodził na treningi, Agata nawet się ucieszyła. Mordy to małe miasteczko i ma niewiele do zaoferowania chłopakom w wieku gimnazjalnym.

- Podnoszenie ciężarów? - Agata patrzyła na syna. - Na pewno tego właśnie chcesz?

Reklama

Wojtek chciał. Trener z WLKS potrafił zmotywować chłopców. Rwali się do treningów, starali się, po prostu tym żyli. Zaczęły się pierwsze zawody, wyjazdy.

- Zaczął przywozić medale, puchary... Ależ byłam z niego dumna! Co prawda, treningi zajmowały mu coraz więcej czasu, wyjazdy także, ale przecież uprawiał sport. A sport wymaga poświęceń, ja to rozumiem.

Ale...

Wojtek po treningach bywał coraz bardziej zmęczony. Oddawał się pasji bez reszty. Chciał mieć wyniki.

- Bolały go ścięgna, mięśnie, kości. Przestało to być takie piękne. Zaczęłam bać się o jego zdrowie.

Bagatelizował problem. Nie chciał nawet słuchać o tym, że miałby zrezygnować z treningów.

- To moja pasja! - krzyczał. - Jak możesz o to prosić?

Obiecał jednak, że ograniczy treningi. Przestał się skarżyć na bóle. Ustąpiły? Czy zaciskał zęby, aby rodzice nie nalegali na porzucenie tej wyczerpującej dyscypliny? Agata nie wie. Bo wtedy pojawił się nowy strach. Potworny strach.

Co to jest?

Pewnego dnia, robiąc porządki w pokoju Wojtka, Agata znalazła buteleczki z tabletkami. Z pewnością ich nie kupowała. Skąd je Wojtek ma i co to jest?! Poszła do lekarza.

- To były witaminy i preparaty białkowe. Odetchnęłam z ulgą, bo lekarz wytłumaczył mi, że to nic groźnego. Pomyślałam wtedy: te treningi są tak wyczerpujące, że dobrze jest uzupełnić w organizmie niedobory. Wojtek wie, co robi.

Chłopak cały czas trenował. Cieszył się coraz lepszymi wynikami, rodzina razem z nim. Agata przestała marudzić, by syn ograniczył uprawianie sportu. Zaufała mu. Może dlatego kolejne odkrycie po prostu ścięło ją z nóg.

- Trafiłam na reklamówkę z fiolkami z testosteronem, strzykawkami, zużytymi igłami. Były też jakieś tabletki. Coś we mnie pękło. Trudno opisać strach, jaki ogrania człowieka, gdy w głowie rodzą się podejrzenia, że dziecko zażywa jakieś nieznane anaboliki.

Znowu poszła ze znaleziskiem do lekarza. Nic nie mówiła Wojtkowi. Szła ze ściśniętym sercem. Zużyte igły nie pozostawiały wątpliwości: on sobie coś wstrzykiwał. Tylko, co?

- Lekarz, niestety, potwierdził moje najgorsze przypuszczenia. Wojtek sięgnął po sterydy.

Agata zbierała w sobie siły na rozmowę z synem. To był smutny i trudny moment. Taka próba ratowania duszy na zgliszczach.

- Twierdził, że dostał je od kolegi, a ten od innego kolegi. Ot, taki łańcuszek, w którym trudno znaleźć to pierwsze ogniwo. Przerażające jest to, że ci młodzi chłopcy doskonale wiedzą, co i jak brać. Sami sobie udzielają rad.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje