Czy można przekroczyć granice nauki?

U podstaw sukcesów nowożytnych nauk - podobnie jak i u podstaw w ogóle wszystkich sukcesów - leży idea samoograniczenia.

Chcąc coś osiągnąć, trzeba zrezygnować z wielu innych rzeczy. Nauki nowożytne odnalazły swoją tożsamość i zaczęły odnosić wiele niespotykanych dotychczas sukcesów, gdy tylko zrezygnowały ze stawiania pytań, na które nie były w stanie udzielić odpowiedzi. Metoda nauk jest wysoce ascetyczna: eliminuje wszystkie zagadnienia, których na danym etapie rozwoju nie daje się sformułować w języku matematycznym, i to tak, aby możliwa była konfrontacja z danymi doświadczalnymi. W ten sposób wraz z matematyczno-empiryczną metodą narodził się problem jej granic.

Reklama

Granice nauk są oczywiście ruchome, cechuje je ekspansjonizm od środka. Coraz większy obszar zjawisk ulega naukowej metodzie. Niemal za każdym większym podbojem nauka wyostrza swoje środki badawcze i przystosowuje się do nowego, poszerzonego środowiska.

Spójrzmy na historię nauki. W oparciu o nią można sformułować dwa dość oczywiste wnioski. Po pierwsze, w każdej epoce istniały względnie dobrze określone granice skuteczności matematyczno-empirycznej metody. Po drugie, w miarę upływania czasu granice te przesuwały się, zagarniając coraz to większe obszary.

To, co znajduje się poza granicami, nie należy (jeszcze) do nauki, ale stanowi dla niej wyzwanie, obietnicę dalszych podbojów, ale i ryzyko porażek. Metoda prób i błędów jest wpisana w metodę naukową. Co więcej, granice niejako prowokują, aby je przekraczać. Prowokacja ta tkwi w horyzoncie prac badawczych i jest odpowiedzialna za pewną agresywność nauki. Stąd dyrektywa metodologiczna: naukowiec nigdy nie powinien poddawać się wobec nowych pytań, a priori przyjmując, że wykraczają one poza sferę kompetencji naukowej metody. Nie chodzi jednak o to, żeby przekraczać granice metody, lecz o to, by udoskonalając metodę, przesuwać jej granice.

Nasuwa się pytanie: czy istnieją granice metody matematyczno-empirycznej jako takiej? Nie jej granice w tej czy innej epoce, lecz granice, których ta metoda nie będzie w stanie nigdy przekroczyć? Wiąże się z tym inny, doniosły problem filozoficzny.

Metoda naukowa ustaliła pewien typ racjonalności. Co więcej, ten typ racjonalności często uważa się za najwyższy rodzaj racjonalności, a niekiedy utrzymuje się, że poza nim nie ma żadnej innej racjonalności. A zatem nasze pytanie o granice metody naukowej można sformułować w następujący sposób: czy granice metody naukowej pokrywają się z granicami racjonalności? Jeżeli te granice się pokrywają, wszystko, co wykracza poza nie, jest irracjonalne. Jeżeli te granice się nie pokrywają, istnieją inne rodzaje racjonalności, w których matematyczno-empiryczna metoda zawodzi. (Pomijamy trzecią, logicznie dopuszczalną możliwość, że granice metody naukowej wykraczają poza granice racjonalności; przy takim założeniu pewne obszary nauki znajdowałyby się poza obszarem racjonalności, czyli byłyby irracjonalne.)

Co to jednak znaczy "racjonalność"? Zgodzimy się z tym, że przekonania zasługują na miano racjonalnych, jeżeli są uzasadnione. Ale jak uzasadnić to, że powinniśmy nasze przekonania uzasadniać? Jest oczywistym, że każda próba takiego uzasadnienia zakładałaby to, co trzeba udowodnić. Napotykamy tu więc na rodzaj pytania granicznego.

Nauka postawiła na racjonalność, ale tego wyboru - bo to był wybór - nie jest w stanie racjonalnie uzasadnić. Cała historia nauki, wszystkie naukowe osiągnięcia, lecz również naukowe porażki, są świadectwem tego wyboru. Wybór ten jest wyborem pewnej wartości. Bo racjonalność traktujemy jako wartość. Ostro to widać, gdy racjonalność zestawimy z irracjonalnością.

Dochodzimy zatem do ciekawego wniosku. Problemy - takie jak: dlaczego mamy kierować się racjonalnością? dlaczego mamy wybierać wartości? - leżą poza obszarem kontrolowanym przez matematyczno-empiryczną metodę nauki. Natrafiliśmy więc na granicę, ale jest to innego rodzaju granica niż gdybyśmy wytyczyli jakąś barierę i zabronili metodzie naukowej wychodzić poza nią.

W historii nauki kilkakrotnie wytyczano takie bariery. Np. w XIX wieku wyrażano pogląd, że nauka nigdy nie zbada, z jakich pierwiastków chemicznych zbudowane są gwiazdy. Wbrew pesymistycznym prognozom, wkrótce jednak analiza spektroskopowa rozwiązała ten problem.

W odniesieniu do tego rodzaju przepowiedni słuszne jest powiedzenie, że w nauce nigdy nie należy mówić "nigdy". Ale też trzeba umieć spojrzeć na naukę z perspektywy pytań, na które nie dostarcza ona odpowiedzi.

Ks. Michał Heller

Materiał udostępniony dzięki uprzejmości Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych

Za tydzień w INTERIA.PL fragment najnowszej książki ks. prof. Michała Hellera: "Filozofia Przypadku"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje