Amerykańskie kampusy są postrzegane jako niebezpieczne

Zamachy bombowe na mecie maratonu w Bostonie uderzyły w domy studenckie największych uniwersytetów na świecie. Terror i przemoc, do których doszło w w amerykańskiej placówce, zdarzają się także na innych kampusach, w których mieszkają najlepsi i najzdolniejsi studenci z całego świata.

Lu Lingzi, absolwentka Uniwersytetu w Bostonie, która pochodziła z chińskiego miasta Shenyang, była jedną z trzech osób zabitych przez bomby.

Informacja o jej śmierci była na pierwszych stronach gazet w całych Chinach. Kondolencje złożył prezydent Xi Jinping, którego córka studiowała na Harvardzie.

Reklama

Tymczasem, Uniwersytet w Massachusetts w Dartmouth, nieświadomie gościł jednego z podejrzanych o zamach - Dżochara Carnajewa.

Opisano go jako człowieka "zupełnie normalnego", prawdopodobnie cały dzień po zamachu spędził on na terenie szkoły: Ćwiczył na siłowni, jadł na stołówce.

Gdy dwóch podejrzanych zaczęło się ukrywać, przemoc dotknęła Instytut Technologii w Massachusetts, gdzie na terenie kampusu, został zastrzelony policjant. Przypadkową ofiarą był obywatel Chin, który przeniósł się do Bostonu na studia podyplomowe na Uniwersytecie Northeastern, był przedsiębiorcą - informuje "The Boston Globe".

Obawy rosną

Obawy o bezpieczeństwo uczniów w Stanach Zjednoczonych wzrosły na długo przed zamachami w Bostonie.

Strzelaniny w szkołach- jak ta, gdy koreańsko-amerykański student zabił w Wirginii 32 osoby w 2007 roku, czy masakra w szkole podstawowej w Connecticut, w grudniu zeszłego roku, kiedy życie straciło 20 dzieci i 6 nauczycieli - zszokowały opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie.

David Qin, współzałożyciel Paladin Learning, firmy z Shanghaju, która doradza studentom planującym podjąć studia w USA, powiedział, że rodzice dzieci, które zamierzały jechać do Bostonu nabrali wątpliwości i przyszli do niego po radę.

- Wielu rodziców opowiada mi o podobnych przypadkach, jak ten w Bostonie - przyznaje Qin. I dodaje: "Są zaniepokojeni poziomem bezpieczeństwa. Coraz więcej osób o to pyta".

Opowiada o przypadkach, które szczególnie zdenerwowały rodziców studentów z Chin - m.in. o ubiegłorocznej strzelaninie na Uniwersytecie w Południowej Kalifornii, w której zginęło dwóch chińskich studentów. W lutym, sędzia z Los Angeles oddalił pozew złożony przez rodziny ofiar, które argumentowały, że zostały w wprowadzone w błąd, że Uniwersytet ten jest jednym z najbezpieczniejszych w Stanach Zjednoczonych - relacjonuje "The Los Angeles Times".

- Są zaniepokojeni poziomem bezpieczeństwa uczelni - mówi Qin. - Nie chcą, by ich dzieci posiadały broń, nie ma przypadków takich strzelanin w Szanghaju. Nie chcą, by ich dzieci w przyszłości kupowały broń - dodaje.

John Kerry, sekretarz stanu USA, mówił o bezpieczeństwie podczas maratonu w Bostonie, w czasie wizyty w ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Tokio.

- Mieliśmy ciekawą dyskusję o tym, dlaczego mniej studentów, szczególnie z Japonii, przyjeżdża na studia do USA. Jednym z powodów, jaki usłyszałem wówczas od naszych urzędników, którzy rozmawiają z rodzicami, jest to, że po prostu się boją - opowiada Kerry w rozmowie z CNN.

- Uważają, że nie są bezpieczni w Stanach Zjednoczonych, więc nie przyjeżdżają - przyznaje.

- Oprócz międzynarodowego uznawania kwalifikacji, bezpieczeństwo jest najważniejszą kwestią dla studentów - powiedział Adrian Mitchell, szef działu badań w Hobsons, firmy z Londynu, która śledzi trendy edukacji, podsumowując niedawne sprawozdanie.

- Jeśli zestawić to z faktem, że ogromny wpływ na to, jakie studnia wybierze młody człowiek, mają rodzice, to praca, jaką uczelnie powinny wykonać, by zapewnić bezpieczeństwo musi być na pierwszym miejscu - twierdzi.

Mitchell ostrzega, że uniwersytety amerykańskie muszą starać się o to, by były postrzegane jako bezpieczne.

W przeciwnym razie studenci będą wybierać Wielką Brytanię, a nawet Kanadę, Australię - zauważa.

Nigdy nie były tak popularne

Mimo to, amerykańskie szkoły wydają się być bardziej popularne niż kiedykolwiek. Według raportu International Education’s Open Doors, liczba studentów zagranicznych w Stanach Zjednoczonych wzrosła w ostatniej dekadzie - w roku akademickim 2001-2002 było ich - 582 996, natomiast w roku 2011-2012 padł rekord - w USA studiowało 764 495 obcokrajowców.

Wzrost ten jest częścią szerszego trendu- młodzi ludzi zaczęli jeździć na studia po całym świecie.

Według UNESCO, liczba mobilnych studentów na całym świecie wzrosła z 2,1 mln w 2002 roku do 3,4 mln w 2009 roku.

Z najnowszych badań wynika, że 82 procent ankietowanych studentów w Stanach Zjednoczonych czuje się bezpiecznie.

Badanie ponad 18 tysięcy studentów na 21 uczelniach i uniwersytetach w USA przeprowadzono w jesienią 2012 roku, kilka miesięcy po tym jak James Holmes, doktorant na Uniwersytecie w Kolorado, zastrzelił 12 osób w kinie w Aurorze w Kolorado.

William Lawton, dyrektor w Borderless Higher Education - brytyjskiej grupy badawczej, powiedział, że kwestie bezpieczeństwa nie były charakterystyczne dla Stanów Zjednoczonych.

- Podobno zainteresowanie studiami w Wielkiej Brytanii zmalało po zamieszkach w Londynie - powiedział, odnosząc się do gwałtownych starć z policją w 2011 roku. - Nie ma twardych dowodów, że ataki na indyjskie dzieci w Melbourne wpłynęły na rekrutację z Indii - dodaje.

Penny Egan, dyrektor wykonawczy amerykańskiej Komisji Fulbrighta w Wielkiej Brytanii, powiedział, że nie słyszał, by przyszli studenci brytyjscy wyrażali szczególne obaw o swoje bezpieczeństwo w USA.

Zwróciła też uwagę na to, że Londyn miał własne doświadczenia z terroryzmem w lipcu 2005 r., kiedy to czterech samobójczych zamachowców zabiło 52 osoby i raniło setki.

- Więc podejrzewam, że Ameryka nie wydaje im się bardziej niebezpieczna - mówi.

Wciąż chcą studiować w USA

Chociaż chińscy studenci byli oburzeni po zamachach w Bostonie, także i oni nie wydają się zmieniać zdania i wciąż chcą studiować w Stanach Zjednoczonych.

- Wielu moich przyjaciół dyskutuje o tym na portalach społecznościowych. Piszą, że będą się modlić za ofiary z Bostonu, ale nie zamierzają przestać przyjeżdżać do USA - opowiada 23-letnia Cui Di z Uniwersytetu Fudan w Szanghaju.

Nie sądzę, by zrezygnowali ze studiów w Stanach Zjednoczonych.

Andrew Hao z Fudan, który zmierza podjąć jesienią studia na Uniwersytecie w Teksasie, mówi: "Nie jest zmartwiony, moi rodzice także się nie obawiają".

- Takie rzeczy się po prostu dzieją - twierdzi 21-letni Hao. - Ale ludzie wciąż chcą jeździć do Stanów Zjednoczonych.

Rząd USA zareagował w tym miesiącu na zamachy w Bostonie zwiększając kontrolę bezpieczeństwa dla przyjeżdżających studentów zagranicznych - między innymi umożliwiono dostęp funkcjonariuszom do bazy danych z informacjami na temat wiz studenckich i statusu rejestracji szkoły.

Zdecydowano się na taki krok, po tym, gdy okazało się, że jeden z przyjaciół podejrzanego o przeprowadzenie zamachu, student z Uniwersytetu w Massachusetts w Dartmouth, wrócił do Stanów Zjednoczonych na podstawie wizy studenckiej, która miała być anulowana.

Policja aresztowała go, zatrzymała także innego ucznia z Kazachstanu - postawiono im zarzuty dotyczące ukrywania dowodów.

Poszczególne szkoły wyższe także podjęły środki ostrożności.

Oprócz wszechobecnych "niebieskich pól" - za pomocą których 24-godziny na dobę można wezwać pomoc, Uniwersytet w Pensylwanii w Filadelfii oferuje transport i usługi towarzyskie dla studentów, którzy boją się wracać na kampus późno w nocy.

Broszury dotyczące bezpieczeństwa są drukowane w kilkunastu językach.

Istnieje również system ostrzegania, który wysyła ostrzeżenia na telefony uczniów. - Jeśli w jakiejś części miasta doszło do strzelaniny to student otrzymuje zawiadomienie, by się tam nie zbliżać - powiedział Rodolfo Altamirano, dyrektor biura dla studentów zagranicznych.

- Otrzymują także informacje, że sytuacja została opanowana i zagrożenie już nie występuje - dodaje.

Dr Altamirano przyznaje, że zagraniczni studenci i ich rodzice wymagają dodatkowych zabezpieczeń.

- Gdy rodzice przyjeżdżają w odwiedziny, zawsze pytają nas o bezpieczeństwo. Jesteśmy bardzo aktywni w tej kwestii, więc możemy rozwiać ich obawy - zapewnia.

- Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś powiedział : Nie chcę się tu uczyć, bo obawiam się o swoje bezpieczeństwo - mówi.

Joyce Lau, D.D. Guttenplan, Lara Farrar

The International Herald Tribune

Tłum. AK, śródtytuły od redakcji INTERIA.PL

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: Boston | USA | zamachy | studenci | maraton

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje