Amerykańskie kliniki aborcyjne sprzedają tkanki płodowe

Filmy ujawnione w ciągu ostatnich dwóch tygodni przez przez przeciwników aborcji grupę przykuły uwagę mediów do mało znanych praktyk: kupowania, sprzedawania i wykorzystywania w celach naukowych tkanek płodów, pozyskiwanych z klinik aborcyjnych. Denise Grady i Nicholas St. Fleur opisali tę sprawę na lamach "The New York Times".

Organizacja, która upubliczniła te nagrania (są to dwa filmy, w których przedstawiciele Planned Parenthood rozmawiali o sprzedaży tkanek płodów oraz trzeci, który pojawił się w sieci W filmie występuje kobieta, która twierdzi, że pracowała w klinice skupującej ludzkie tkanki - przyp. red.), oskarża Planned Parenthood o sprzedawanie tkanek płodów dla zysku, co jest działaniem nielegalnym. Klinika zaprzecza, by dochodziło tam do tego typu działań.

Reklama

Wszystko wskazuje na to, że będzie to kolejna bitwa w wielkiej wojnie dotyczącej aborcji. W związku z najnowszymi doniesieniami pojawiły się bowiem pytania: kim są kupujący i sprzedający tkanki, do jakich celów są one używane i które działania mieszczą się w granicach prawa?

Naukowcy pracujący dla większych uniwersytetów i państwowych laboratoriów od dawna wykorzystywali tkanki płodów do badań, choć się o tym po prostu nie mówiło. Jak twierdzą, to nieocenione narzędzie, wykorzystywane w niektórych rodzajach badań - np. w badaniu chorób oka, cukrzycy czy dystrofii mięśniowej.

Niemniej jednak, niektórzy zgadzają się mówić na ten temat tylko wtedy, gdy mogą zachować anonimowość, ponieważ, w innym przypadku, otrzymują pogróżki.

Firmy, które pozyskują tkanki z klinik, a następnie sprzedają je laboratoriom funkcjonującym w szarej strefie, działają zgodnie z prawem. Prawo federalne stanowi, że nie mogą same czerpać zysku z pozyskiwanych tkanek, ale brakuje zapisów regulujących, jakich opłat manipulacyjnych mogą żądać za przetwarzanie ich oraz transport.

National Institutes of Health (Narodowe Instytuty Zdrowia - red.) wydały w 2014 roku mln dolarów na badania z użyciem tkanek płodowych wraz z dotacjami dla 50 wyższych uczelni. Wśród uniwersytetów znalazły się m.in. Columbia, Harvard, Massachusetts Institute of Technology, Stanford, Yale oraz University of California w Berkeley, Irvine, Los Angeles, San Diego i San Francisco. W 2015 i 2016 roku przewidziano wydatki na podobnym poziomie.

Cenne źródło komórek macierzystych

Badacze podkreślają, że tkanki płodowe są niezwykle bogatym źródłem komórek macierzystych, a te z kolei dają początek innym tkankom i organom, a badanie, w jaki sposób się rozwijają, może dostarczyć odpowiedzi  na pytania, w jaki sposób można wyhodować "części zamienne" dla narządów, które przestały w organizmie prawidłowo funkcjonować.

"Pomyślmy o tkankach płodowych w kategorii instrukcji" - podpowiada Sheldon Miller, dyrektor naukowy programu badawczego w National Eye Institute (Narodowy Instytut Oka).

Komórki macierzyste pozyskiwane z organizmów dorosłych będą mogły w przyszłości zastępować te, które pochodzą z płodów, ale nauka jeszcze do tego punktu nie dotarła - podkreślają badacze.

"Pochodzące z płodów tkanki oka odegrały kluczową role w badaniach nad leczeniem chorób zwyrodnieniowych siatkówki, które są główną przyczyną utraty wzroku, spowodowanej starzeniem się organizmu" - zauważa Miller. "Nie jesteśmy w stanie dotrzeć do tych informacji w inny sposób" - dodaje, zaznaczając, że National Eye Institute kupował tkanki płodowe od kliniki, tworzył a nich wyspecjalizowane kultury tkanek siatkówki, a następnie wysyłał je do innych badaczy.

Naukowiec z jednego z uniwersytetów, który pragnie zachować anonimowość, ponieważ dostawał już pogróżki, w związku z czym instytucja badawcza, dla któej pracował, musiała zapewnić ochronę jego laboratorium, powiedział, że tkanki płodowe są niezwykle potrzebne, ponieważ "jeśli chcesz zrozumieć, jak rozwija się tkanka lub choroba, powinieneś sięgnąć do źródła".

Inny badacz, który również nie chciał, by jego nazwisko zostało ujawnione w tekście, zaznaczył, że tkanki płodów są ważne w badaniach, które pozwalają rozwinąć leczenie chorób zwyrodnieniowych mięśni, ponieważ "aby regenerować ludzkie tkanki, trzeba wiedzieć, jak działają ludzkie komórki". Tkanki zwierzęce nie dostarczą takich informacji, ponieważ różnice rozwojowe są zbyt duże.

Tkanki z klinik aborcyjnych

Tkanki płodowe mogą być wykorzystywane wyłącznie za zgodą kobiety, która przeszła aborcję. Niektórzy badacze otrzymują je z klinik aborcyjnych lub banków, prowadzonych przy poszczególnych uniwersytetach.

Wiele firm kupuje je od firm, które są po prostu pośrednikami. Pośrednicy płacą niewielkie sumy, zazwyczaj 100 dolarów lub mniej, klinikom, w których można dokonać aborcji - jak np. w Planned Parenthood. Kliniki twierdzą, że opłaty, które pobierają, wystarczają jedynie na pokrycie wydatków. Następnie tkanki są przetwarzane przez firmy pośredniczące i sprzedawane za wyższe stawki instytucjom badawczym.

Arthur Caplan, ekspert ds. bioetyki w NYU Langone Medical Center, zapewnia, że opłaty, które dochodzą do tysięcy dolarów za małą fiolkę komórek, są zgodne z prawem.

"Wydaje się, że jest to legalne, bez względu na to, ile to kosztuje" - podkreśla Caplan, dodając, że praktycznie nie ma żadnego nadzoru nad pobieraniem opłat manipulacyjnych. "To bardzo grząski grunt" - dodaje.

Wielu badaczy skupuje tkanki od dwóch niewielkich kalifornijskich firm. Jedną z nich jest StemExpress, która od 5 lat działa w Placerville (Kalifornia). Przedstawia się jako "największy dostawca krwi pępowinowej i tkanek płodowych na całym świecie". Zapewnia również, że oferuje "specjalne zniżki dla środowisk akademickich".

Cate Dyer zakładała StemExpress mając w kieszeni jedynie 9 tys. dolarów. Firma w 2014 r. zarobiła 2,2 mln dolarów.

Dyer przyznała w rozmowie z "NYT", że tkanki płodowe stanowią około 10 procent działalności firmy. Zgodziła się na wywiad pod warunkiem, że nie będzie pytana o współpracę jej firmy z Planned Parenthood. W rozmowie telefonicznej z "NYT" towarzyszyli jej specjalista ds. komunikacji kryzysowej oraz prawnik.

Zapewniła, że firma pozyskała tkanki płodowe zgodnie z zasadami etyki, a materiał został wykorzystany w badaniach nad białaczką, chłoniakiem Hodgkina i chorobą Parkinsona.

George J. Annas - profesor prawa i bioetyki na Uniwersytecie Bostońskim, uważa, że to, co się dzieje obecnie w USA, jest prawdopodobnie legalne. Jego zdaniem firmy, które zajmują się taką działalnością, nie będą zadowolone, że te informacje wyciekły, bo to zagraża ich interesom. Ale zaznacza, że nawet, jeśli to, co robią, jest zgodne z prawem, prawo zawsze można zmienić.

Denise Grady i Nicholas St. Fleur

Tłum. EKM

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje