Angeli Merkel problem z Putinem

W niemieckiej dyplomacji szykują się zmiany. Specjaliści prognozują zwrot w stosunkach Berlina z Moskwą. Czy niemieccy politycy znów będą zabiegać o względy Putina kosztem zacieśniania relacji z innymi ważnymi partnerami, w tym z Polską? - pyta "New York Times".

Pod rządami Angeli Merkel Niemcy obrały wobec Rosji twardy kurs. Pani kanclerz nie tylko regularnie krytykuje podejmowane przez Władimira Putina starania, by oddalić sąsiadów Rosji od Unii Europejskiej, ale też otwarcie potępia nakładanie przez Kreml kagańca cenzury na tamtejsze media, szykanowanie pozarządowych organizacji i wszechobecną korupcję.

Reklama

Putin wyraźnie nie jest zadowolony z takiego obrotu sprawy. Ale w kwestii stosunków niemiecko-rosyjskich to nie Moskwa stanowi największe wyzwanie dla Angeli Merkel. To jej nowi koalicyjni partnerzy, socjaldemokraci - a zwłaszcza -stary-nowy niemiecki minister spraw zagranicznych, Frank-Walter Steinmeier.

To niedobra wiadomość, zarówno dla Europy, jak i Stanów Zjednoczonych. Twarda postawa Merkel wobec Rosji sprawiła, że wśród członków europejskiej wspólnoty (a także na linii UE-USA) zapanowało swoiste poczucie światopoglądowej jedności, jeśli chodzi o stosunek do Kremla. Jeżeli socjaldemokraci spróbują tę jedność podważyć,  Putin z pewnością to wykorzysta.

Na złość Putinowi

Warto pamiętać, że twardy kurs wobec Rosji realizuje nie tylko biuro kanclerz Niemiec, ale także niemiecki prezydent Joachim Gauck, który niedawno zapowiedział, że nie weźmie udziału w ceremonii otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi w lutym 2014. Chociaż w Niemczech urząd prezydenta ma w dużej mierze charakter "dekoracyjny", to fakt, że Gauck utarł nosa władcy Kremla, dobitnie świadczy o zmianie w relacjach niemiecko-rosyjskich.

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Gauck ogłaszał swoją decyzję, Guido Westerwelle - wówczas wciąż jeszcze urzędujący szef niemieckiego MSZ - wybrał się do Kijowa, by na własne oczy zobaczyć antyrządowe protesty, jakie ogarnęły ukraińską stolicę. Na Majdanie stał ramię w ramię z byłym mistrzem świata wagi ciężkiej w boksie, a obecnie jednym z liderów ukraińskiej opozycji, Witalijem Kliczką. Tłum szalał z entuzjazmu, a Wiktor Janukowycz i jego otoczenie - z wściekłości.

Nie jest to właściwie żadna nowość: kiedy w 2005 r. Angela Merkel objęła urząd kanclerski, zaskoczyła unijnych przywódców tym, że otwarcie skrytykowała Rosję za łamanie praw człowieka. Wcześniej kanclerze rzadko poruszali ten temat - socjaldemokrata Gerhard Schröder, bezpośredni poprzednik Merkel, swego czasu określił Putina mianem "nieskazitelnego demokraty".

Wobec wschodnich sąsiadów Niemiec Merkel prowadziła politykę dwutorową, polegającą na krytykowaniu Rosji z jednej strony, a z drugiej - na ciężkiej pracy na rzecz poprawienia stosunków z Polską, najważniejszym partnerem Berlina na wschodzie i w skali całej UE. Po stuleciach wzajemnej nieufności i nienawiści na linii Warszawa-Berlin zakwitło porozumienie. Tego Rosjanie się nie spodziewali.

Podzielona koalicja

A jednak - wszystko to może ulec zmianie za sprawą Steinmeiera, który przewodził już niemieckiej dyplomacji w latach 2005 - 2009 (w czasach tzw. wielkiej koalicji). Kancelaria i resort spraw zagranicznych często spierały się wówczas o kwestie rosyjskie. Tym razem, jeśli Steinmeier błędnie odczyta polityczne intencje Putina, sojusznicy Niemiec mogą spodziewać się jeszcze większęgo napięcia.

Napięcie między centroprawicową CDU Angeli Merkel i centrolewicową SPD w kwestii rosyjskiej było już zresztą doskonale widoczne, kiedy toczyły się dyskusje na temat kształtu polityki zagranicznej nowej koalicji. Szkic dokumentu traktującego o stosunkach z Kremlem ujawnił znaczące różnice pomiędzy koalicjantami. Andreas Schockenhoff, jeden z wiodących chadeckich specjalistów w dziedzinie polityki międzynarodowej, wprowadził do niego bezkompromisowe sformułowania traktujące o łamaniu praw człowieka w Rosji i konieczności wspierania tamtejszych prodemokratycznych ruchów. Socjaldemokraci odpowiedzieli postulatami, które złagodziły ogólny wydźwięk deklaracji. Była w nich mowa o wspieraniu procesu modernizacji rosyjskiej gospodarki, specjalnym modelu dwustronnej współpracy i konieczności uznania Moskwy za partnera, którego udział w rozwiązywaniu istotnych problemów w zakresie bezpieczeństwa jest niezbędny.

Te różnice w poglądach między CDU a SPD to gotowy przepis na ożywienie starego konfliktu na linii Kancelaria - MSZ, którego konsekwencje odczuje cała Europa. Dla całokształtu polityki UE wobec Rosji to właśnie głos Niemiec ma znaczenie decydujące.

Cień historii

Wielu działaczy SPD wciąż wykazuje przywiązanie do Ostpolitik ("polityki wschodniej"), koncepcji stworzonej w latach 60. ubiegłego wieku przez kanclerza RFN Willy'ego Brandta (który sam był socjaldemokratą). Poczynania dyplomatyczne RFN wobec NRD i Związku Radzieckiego opierała ona na dialogu i dążeniu do odprężenia. Taka postawa wypływała z przekonania, że utrzymywanie kontaktów handlowych i politycznych z ideologicznymi przeciwnikami z czasem doprowadzi do erozji tamtejszych ustrojów komunistycznych. Ostatecznie jednak to nie Ostpolitik, ale siła społeczeństw w krajach za żelazną kurtyną i działania Michaiła Gorbaczowa zainicjowały proces przemian, którego uwieńczeniem był upadek komunizmu.

Mimo to wśród socjaldemokratów wciąż powszechne jest przeświadczenie, że współczesna wersja Ostpolitik to najlepsza droga do wywołania demokratycznych przemian w Rosji. Liczni politycy SPD uważają również, że Niemcy są niejako zobowiązane do traktowania Rosji w sposób szczególny, a to z uwagi na brutalne potraktowanie ZSRR przez Adolfa Hitlera.

Inaczej jednak zapatrują się na te kwestie Merkel i Gauck. Być może ma tu znaczenie fakt, że obydwoje dorastali w komunistycznych Niemczech Wschodnich, przez co już na wczesnym etapie życia pozbyli się jakichkolwiek złudzeń co do demokratycznych zapędów byłych agentów KGB, którzy weszli do polityki (jak Putin). Ojciec prezydenta Gaucka spędził w radzieckim obozie pracy całe cztery lata, które zrujnowały jego zdrowie fizyczne i psychiczne.

Potrzeba jedności

Przeciwnicy Angeli Merkel uważają, że jej polityka wobec Kremla wpłynie negatywnie na stosunki handlowe Niemiec z Rosją (w rzeczywistości wymiana handlowa pomiędzy tymi dwoma krajami kwitnie). Oskarżają ją również o to, że nie traktuje Rosji jak poważnego gracza na międzynarodowej arenie. A przecież kanclerz wszystkimi siłami starała się nakłonić Putina do zaangażowania w próby zakończenia wojny domowej w Syrii, a także do pomocy w rozwiązaniu "zamrożonego konfliktu" w Naddniestrzu, autonomicznym regionie Mołdawii - w obu przypadkach bezskutecznie.

Nie oznacza to, że Merkel nie przychyli się do niektórych postulatów SPD, podobnie jak nie należy gloryfikować polityki twardego kursu - potępianie oczywistych niedociągnięć po stronie rosyjskiej to jeszcze nie strategia. Na dłuższą metę Niemcy i cała UE muszą skoncentrować swoje wysiłki na pracy na rzecz zmian w rosyjskim rządzie i instytucjach państwowych.

Nie jest to łatwe zadanie, a jego wykonanie wymaga przede wszystkim politycznej jedności. Trudno byłoby wyobrazić sobie gorszy czas na ujawnienie się podziałów będących skutkiem niespójnej polityki Niemiec wobec Rosji.

Judy Dempsey

© The New York Times 2013

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia.pl)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje