Antyzachodni izolacjonizm Rosji

Rosyjska quasi-wojna, prowadzona na wschodzie Ukrainy, jest efektem antyzachodniego napięcia, charakterystycznego dla Kremla Władimira Putina. Te emocje szybko wymknęły się spod kontroli.

Od czasu zestrzelenia malezyjskiego samolotu, lecącego nad terytorium kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów, konflikt między Ukrainą a Rosją stał się problemem międzynarodowym.

Obywatele Holandii, Malezji, Australii, Indonezji, Wielkiej Brytanii, Belgii i innych krajów zostali zabici podczas wojny. Wielu mieszkańców Zachodu dotąd myślało, że nie ma z tą wojną nic wspólnego.

Reklama

Nie wiemy, kto pociągnął za spust, ale wiemy, że uzbrojeni rebelianci, działający na wschodzie Ukrainy, zawsze mieli poparcie wysokich urzędników Kremla.

Od końca lutego, kiedy prorosyjski prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz uciekł z Kijowa, oficjalne media w Rosji starają się jak mogą, aby przedstawić nowy rząd ukraiński jako faszystowską juntę manipulowaną przez Zachód.

W tym czasie Kreml realizuje swoje dwa najważniejsze cele - utrzymanie wpływów w NATO i kontrolowanie zachodniej gospodarki.

Antyzachodnia retoryka

Zjadliwa, antyamerykańska i antyzachodnia retoryka emanująca z Kremla jest jednym z głównych powodów, dla których Moskwa popiera ukraiński konflikt.

 Ta niechęć ma swoje korzenie w upadku Związku Radzieckiego w 1991 roku, a także w zawiedzionych nadziejach i rozczarowaniach, które napędzają walkę o władzę i bogactwa.

W ciągu ostatnich dziesięcioleci, rosyjski establishment staje się coraz bardziej podejrzliwy i zaciekle antagonistyczny wobec zachodnich instytucji gospodarczych i politycznych.

Od 1993 roku, u wysokiej rangi urzędników, naukowców, parlamentarzystów, biznesmenów, organów ścigania i urzędników ds. bezpieczeństwa zauważalny jest wzrost  antyamerykanizmu. Taki wynika z ostatnich badań przeprowadzonych przez Wyższą Szkołę Ekonomiczną w Petersburgu i Williama Zimmermana z Uniwersytetu w Michigan.

Źródłem tej niechęci, według Eduarda Ponariniego, profesora socjologii, "jest frustracja elit, wynikająca z braku modernizacji ich kraju".

Wzajemne zaufanie Rosji i USA

Wzajemne zaufanie między elitami rosyjskimi i amerykańskimi nieznacznie wzrosło w pierwszych latach tego wieku. Prezydent George W. Bush i Władimir Putin zapewniali o ciepłych stosunkach podczas ich pierwszego spotkania, na Słowenii w czerwcu 2001 roku.

Po zamachach z 11 września, Kreml wyraził zdecydowane poparcie dla wojny Waszyngtonu z terroryzmem.

Ale pokaz serdeczności nie trwał długo. Starcia nastąpiły z powodu wojny w Iraku, rozszerzenia NATO i tak zwanych "kolorowych rewolucji" w Gruzji, na Ukrainie i w Kirgistanie.

Antyamerykanizm wzrósł. Rosyjska klasa rządząca odczytywała te wydarzenia jako "wrogie działania, wymierzone przez Zachód w stronę Rosji". Prezydent Władimir Putin, premier Dmitrij Miedwiediew i ich zwolennicy, zauważyli, że antyamerykańska retoryka gwarantuje im większe poparcie społeczne.

Te osoby zajmują teraz kluczowe, decyzyjne stanowiska na Kremlu, w biznesie państwowym i mediach. Ci ludzie nabyli większość swoich umiejętności w 1990 roku.

Oni wiedzą, jak działać na rynku, który jest ledwo regulowany. To środowisko, w którym poziom zaufania jest niski, poziom niepewności wysoki, a praworządność nie ma większego znaczenia.

Cyniczny pragmatyzm jest na porządku dziennym. Prezydent Władimir Putin i jego otoczenie uważają, że naiwność i idealizm to główna słabość polityka.

Umiejętności Putina - udoskonalane przez lata, gdy w Rosji rosło rozczarowanie - bardzo pasują do tego środowiska.

To polityk bardzo skuteczny. Doskonale rozgrywa nieufność Zachodu, wywołuje międzynarodowe konflikty.

Gry Putina

Wysiłki Waszyngtonu - na przykład naciski prezydenta Baracka Obamy w sprawie zaostrzenia sankcji - są zrozumiałe. Władimirowi Putinowi są one jednak na rękę. Dzięki nim rozgrywa on patriotyczne karty. Zyskuje poparcie polityczne w kraju, ponieważ "przeciwstawia się wrogim Rosji mocarstwom".

Z raportu sporządzonego w 2013 roku przez Międzynarodowy Klub Dyskusyjny Valdai wynika, że osoby urodzone w 1980 roku, które zaczynają obejmować elitarne stanowiska w rosyjskim życiu akademickim, zawodowym i politycznym, patrzą z coraz większą podejrzliwością na globalne ambicje Stanów Zjednoczonych. To są słudzy Władimira Putina.

Takimi sługami są też tysiące ludzi z obu stron granicy rosyjsko-ukraińskiej, które chwyciły za broń, by walczyć z tak zwanymi faszystami.

Kreml i rosyjskie media uchylają się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za walki. Nawet teraz, Władimir Putin oskarża Ukrainę o zestrzelenie malezyjskiego boeinga, oświadczając, że "to Kijów ponosi winę za zamieszki w tym regionie".

Prezydent Rosji wezwał do przeprowadzenia międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy samolotu.

Jednak nawet jeśli Rosja nie dostarczyła bezpośrednio separatystom technologii rakietowej, która zniszczyła samolot, to sama skala rosyjskiej propagandy skierowanej przeciwko Zachodowi nie może pozostać bez konsekwencji.

Rosyjska gospodarka słabnie. Coraz ostrzejsze sankcje zbierają swoje żniwo, inwestorzy unikają naszych rynków, a nasi najlepsi ludzie uciekają z kraju.

Podczas gdy nasze serca są z rodzinami ofiar, ta tragedia ma inny, niepokojący dla Rosjan wymiar.

Czy się do tego przyznają czy nie, to oczywiste jest, że retoryka Władimira Putina zatoczyła koło: Nasz kraj stał się tym, przed czym zawsze nas ostrzegał - miejscem otoczonym przez wrogów.

Maxim Trudolyubov / The New York Times

Tłum.AK, śródtytuły pochodzą od INTERIA.PL

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy