"Asystentki śmierci". Pomagają umierać

Przez ostatnie trzy lata Mary Hilburn obserwowała, jak jej partnerka Jo Allison Bennet umiera na nowotwór mózgu. Rodziny nie wspierały ich w tym cierpieniu, a dla wielu przyjaciół doświadczenie to było zbyt wycieńczające emocjonalnie, by mogli się w pełni zaangażować.

Na ostatnie kilka miesięcy życia Jo Mary poprosiła o pomoc Deannę Cochran, "doulę od śmierci".

Słowo "doula" w języku greckim  oznacza "kobietę, która służy" i zwykle jest stosowane w odniesieniu do tych osób, które asystują przy porodach. Ale coraz częściej doule pomagają również odchodzić z tego świata.

Czas POMIĘDZY

Reklama

"Była dla nas wspaniałym darem" - wspomina Deannę Cochran 58-letnia Mary Hilburn z Austin w Teksasie.

Cochran, która pracowała wcześniej jako pielęgniarka w hospicjum, pomogła Hilburn w wielu praktycznych kwestiach organizacyjnych, ale - co ważniejsze - była przy niej "gdy nadszedł ten czas POMIĘDZY, pomiędzy hospicjum i śmiercią Jo. Czas, gdy chcesz do kogoś powiedzieć ‘czy możesz przyjść i po prostu potrzymać mnie za rękę albo ze mną posiedzieć?’ - wspomina Hilburn. I to jest dokładnie ta sytuacja, do której idealnie pasuje doula.

Pomysł nie jest całkowicie nowy. Hospicja od dawna miały "czuwających wolontariuszy", którzy siedzą obok łóżka umierającego człowieka, ale teraz ta pomoc poszła o krok dalej. Ponieważ nie ma jednak oficjalnych agencji dla "douli od śmierci", brakuje danych, które pozwoliłyby określić, ile osób zajmuje się taką pomocą.

I ponieważ wciąż nie ma jednej nazwy tego zawodu, to i nie ma jednej definicji. Niektórzy odwiedzają bezinteresownie umierającego pacjenta raz w tygodniu. Inni pobierają wynagrodzenie za przygotowanie dokumentów, mieszkanie z umierającym, pomaganie przy załatwianiu formalności związanych z pogrzebem.

Każda osoba zaangażowana w tego typu pracę przyznaje, że zainteresowanie zarówno zatrudnianiem jak i szkoleniem "asystentek umierania" rośnie.

Jak się przygotować do umierania?

Największym problemem jest to, że ludzie nie wiedzą, jak się do umierania przygotować , jak temu podołać - zarówno w przypadku samego siebie, jak i ukochanych osób. Nie wiedzą, jak sobie ze wszystkim poradzić, kiedy nastanie ten czas.

"Widzimy śmierć w telewizji, grach komputerowych, ale jesteśmy od niej odseparowani" - mówi Laura Saba, założycielka Momdoulary, organizacji, która szkoli i certyfikuje doule - zarówno te od porodów, jak i te od śmierci.

Cochran pomaga ludziom uporządkować wszystkie papiery - testament, przygotowane wcześniej listy spraw do załatwienia i ostatnią wolę. Odwiedza hospicja, prywatne domy i domy opieki, organizuje rodzinne spotkania i dba o potrzeby rodziny, która straci bliską osobę.

Za konsultację u Cochran trzeba zapłacić 450 dolarów, a 900 dolarów (lub więcej) za prywatną opiekę hospicyjną. Cena zależy od potrzeb.

Ale - jak podkreśla - często pracuje za darmo. Tak było w przypadku Mary Hilburn. Pracuje za darmo, gdy może sobie na to pozwolić.

Prowadzi także kurs dla “asystentek umierania", który kosztuje 59 dolarów za miesiąc lub 4 tys. dolarów za rozbudowany, trwający pół roku program. Dodatkowo organizuje prywatne zajęcia i kursy w grupach.

"Mówmy mniej, słuchajmy więcej"

Saba ze Staten Island (Nowy Jork) asystuje przy porodach. Wspomina, że czas spędzony w szpitalach pomógł jej dostrzec , że potrzebne są również podobne osoby w przypadku ludzi umierających.

Około dwa lata temu Saba zaczęła oferować kursy dla "douli od śmierci" za pośrednictwem strony internetowej. Zajęcia u niej kosztują 1400 dolarów za 20 tygodni . Za konsultacje u Saby nie zapłacimy nic, ale za spotkanie dotyczące przygotowania dokumentów - już 100-200 dolarów. "Pakiet", który zawiera trzy spotkania i towarzyszenie umierającemu w ostatnich godzinach życia, od 800 do 1200 dolarów.

“Większość z nas nie wie, jak wejść do pokoju, w którym leży umierający człowiek w taki sposób, by jakoś mu pomóc" - podkreśla Frank Ostaseski, założyciel Metta Institute.

"Wchodzimy i zaczynamy nerwowo gadać" - dodaje Ostaseski. Zamiast - jak podkreśla - zatrzymać się na chwilę w progu przed wejściem do środka.

Mówmy mniej, słuchajmy więcej. Dotknijmy tego człowieka, gdy będzie wymagała tego chwila.

“To nie jest twój moment, by przeżyć jakieś głębokie psychologiczne doświadczenie. Może wszystkim, czego potrzebuje chory człowiek, jest po prostu wypranie mu rzeczy" - tłumaczy. "To jest umieranie tego człowieka, nie twoje" - mówi.

"Śmierć zawsze mnie przerażała"

Ponieważ zawód ten nie jest uregulowany, ważne jest, by zadać pytania, zanim się kogoś zatrudni. Saba podaje na swojej stronie przykładowy kwestionariusz. Wśród wymienionych aspektów pojawiają kwestie, takie jak: w jaki sposób szkoliła się doula, jaką posiada wiedzę na temat dokumentów, które trzeba w takich okolicznościach załatwić, ile wie o potrzebach, wspieraniu i trosce o drugiego człowieka.

Nie wszystkie "asystentki śmierci" chcą zarabiać na takiej pomocy. Pisarka  Mara Altman zgłosiła się jako wolontariuszka do organizacji non-profit (Doula Program to Accompany and Comfort). Wolontariusze biorący udział w tym programie odwiedzają tę samą osobę co tydzień i spędzają z nią godzinę.  Towarzyszą jej w ten sposób do samej śmierci.

"Śmierć zawsze mnie przerażała" - mówi Altman. "Chciałam komuś pomóc, ale chciałam także sama pogodzić się ze wszystkim, co towarzyszy śmierci" - wspomina.

 "Najlepsze relacje miałam z Jethro, mężczyzną w wieku około 55 lat, który miał AIDS, cukrzycę i inne choroby" - wspomina. Był robotnikiem z Bronksu i nie miał przyjaciół ani rodziny.

“Wcale nie chodziło o to, żeby go oswoić ze śmiercią, a tego się spodziewałam" - wspomina wspólne chwile Altman. "Moja pomoc polegała na robieniu tego, czego sobie zażyczył. Graliśmy więc w blackjacka i oglądaliśmy seriale" - mówi i dodaje: “To była cudowna znajomość".

Pracująca w opiece społecznej Amy Levine,  która prowadzi program dla douli, powiedziała, że w ciągu roku dotarło do nich 100 zgłoszeń, ale przyjęli jedynie 15 osób na szkolenie, ponieważ nie każdy szuka możliwości wolontariatu z prawidłowych pobudek.

"Ludzie, którym zmarł ostatnio ktoś bliski, prawdopodobnie nie są odpowiednimi kandydatami" - mówi. Również ci, którzy oczekują  "filozoficznych przeżyć" przez odwiedzanie umierającego - jak we “Wtorkach z Morriem",  - prawdopodobnie zostaną odrzuceni.

"I tak było warto"

Bill Keating, emerytowany prawnik, jest wolontariuszem od 15 lat i obecnie odwiedza około 70-letniego mężczyznę, który przeżył serię zawałów.

"On jest zaciekłym republikaninem, a ja demokratą i prowadzimy te ‘głupawe’ rozmowy - mówi Keating. "On chce po prostu pogadać. Nic więcej" - dodaje.

Altman, która zrobiła sobie przerwę po śmierci Jethro, planuje wrócić do zawodu. Czy znajomość z Jethro pozwoliła jej pokonać ten wielki strach przed śmiercią?

 “Nie, nie pomogła" - mówi. “Ale I tak było warto".

Alina Tugend/New York Times News Service

Tłum. Ewelina Karpińska-Morek

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje