Awangardowa kapsuła czasu w Warszawie

Chociaż większość mieszkańców budynku przy Alei Solidarności 64 w Warszawie o tym nie wie, apartament na najwyższym piętrze szarego, komunistycznego bloku jest jednym z najważniejszych miejsc w historii sztuki awangardowej w Polsce.

Pod numerem 118 przez ponad dwie dekady mieszkało i pracowało dwóch najbardziej wpływowych dwudziestowiecznych polskich artystów awangardowych - Henryk Stażewski (1894-1988) i Edward Krasiński (1925-2004). Obecnie mieści się tam Instytut Awangardy - muzeum, wystawa i archiwum.

Magia i artystyczne odniesienia

Reklama

Od śmierci Krasińskiego w 2004 roku apartament utrzymany jest w stanie entropii. W tym awangardowym świecie gałązka wydaje się wyrastać z podłogi, fotografie zwisają z sufitu, rachunki i wypchane myszy są przymocowane do ściany, fałszywe wydmuszki rozrzucone są po stole, a stara rama łóżka Stażewskiego służy za oprawę jednego z plakatów wystawy Krasińskiego.

- To bardzo szczególne miejsce, z wieloma warstwami historycznych i artystycznych odniesień. To magia - mówi Sabine Breitwieser, główny kurator mediów i sztuki performance MoMA (Museum of Modern Art - przyp. red.) w Nowym Jorku, które wydało w 2006 r. książkę "Edward Krasiński: Inscenizacje".

Mieszkanie jest wizualnym archiwum zarówno prac Krasińskiego, jak i Stażewskiego, choć po jego śmierci w 1988 r. rodzina usunęła z lokalu prawie wszystkie obrazy artysty.

Celem Krasińskiego było zachowanie pamiątek po przyjacielu, który przez wiele lat wspierał go finansowo. Pracownia stała się swego rodzaju żywą instalacją, ze zwisającymi linami i przebarwieniami na ścianach w miejscach, gdzie wisiały obrazy Stażewskiego.

Od śmierci Krasińskiego w 2004 roku instytut prowadzony jest przez Fundację Galerii Foksal ( FGF) - jedną z najbardziej znanych komercyjnych galerii w Polsce. I choć pracownia nadal jest własnością jego córki, to FGF ma 20-letni kontrakt na administrowanie przestrzenią.

- Instytut ma na celu utrwalenie awangardy - mówi Andrzej Przywara, prezes i współzałożyciel FGF. - Nazwa jest trochę ironiczna. To bardziej nazwa projektu niż poważnego, posiadającego strukturę instytutu - wyjaśnia. - Naszym celem było chronić to miejsce, więc zdecydowaliśmy się nie przenosić instalacji do muzeum, bo wtedy trzeba by było zdecydować, co jest sztuką, a co nie.

Co jest sztuką, co nie jest

Artystyczna historia apartamentu ma swój początek w 1963 roku, kiedy to komunistyczny rząd przekazał go Stażewskiemu, uważanemu za żywą legendę zarówno polskiej, jak i europejskiej sceny sztuki awangardowej.

Urodzony w Warszawie artysta był jednym z pierwszych członków polskiego ruchu konstruktywistycznej awangardy, współzałożycielem Muzeum Sztuki w Łodzi - jednego z najstarszych działających do tej pory muzeów sztuki nowoczesnej na świecie. W latach 20. i 30. XX wieku prace Stażewskiego były często pokazywane w Europie, dzięki czemu zyskał on międzynarodową sławę.

Większość jego prac z tego okresu została zniszczona podczas II wojny światowej. Po wojnie Stażewski pozostał artystycznym renegatem. Pomimo ograniczeń komunizmu brał udział w międzynarodowych wystawach polskiej sztuki współczesnej oraz założył, w 1960 roku, ruch Abstrakt Geometryczny.

Jego prace są bardzo różne: od abstrakcyjnych elementów, takich jak "Relief 6" (1968) - pięć rzędów fioletowych, niebieskich, zielonych, pomarańczowych i różowych kwadratów, które wyglądają jakby tańczyły - do "Kompozycji figuralnej" (1950), obrazu wyglądającego jak płaczący anioł, z wyraźnymi wpływami socrealizmu i kubizmu.

Na początku lat 60. władze rozluźniły nieco politykę kulturalną i awangardowa sztuka nie była już postrzegana jako jawnie polityczna. Wówczas rząd przyznał Stażewskiemu mieszkanie-studio, które miał dzielić z malarką Marią Ewą Lunkiewicz i jej mężem.

- Chociaż większość polskiej sztuki wizualnej tych czasów była stosunkowo daleka od polityki, wielu artystów miało poczucie, że radykalna sztuka współczesna, reprezentowana przez awangardę, mogłaby uformować ruch oporu - mówi Adam Szymczyk, dyrektor Basel Kuntsgrasse i współtwórca Fundacji Galerii Foksal.

- Stażewski był artystą politycznym par excellence, a Krasiński był kompletnym anarchistą i indywidualistą - kontynuuje Kuntsgrasse . - Pośrednio stanowili zagrożenie dla systemu, który dbał o to, by wszyscy myśleli tak samo, podczas gdy ci mężczyźni myśleli inaczej.

Trudne narodziny Galerii Foksal

W 1966 roku Stażewski, wraz z kilkoma innymi artystami, m.in. Krasińskim i Tadeuszem Kantorem, oraz krytykami sztuki, takimi jak ówczesna żona Krasińskiego - Anka Ptaszkowska, założyli Galerię Foksal (na której bazie powstała Fundacja Galerii Foksal).

Galeria stała się jedną z najbardziej wpływowych niekomercyjnych galerii w kraju, pokazując zarówno prace polskich, jak i międzynarodowych artystów, takich jak Lars Englund i Alain Jacquet. To właśnie tam, a co za tym idzie w studio Stażewskiego, spotykali się na dyskusjach polscy i zagraniczni artyści, myśliciele, pisarze i krytycy.

W 1970 roku wśród założycieli galerii nastąpił rozłam ideologiczny. Krasiński i jego żona także się rozstali, więc artysta potrzebował mieszkania. Stażewski zaprosił go, by przeniósł się do lokalu przy Alei Solidarności.

Przez następnych 18 lat mężczyźni żyli i pracowali wspólnie, w tej samej przestrzeni. - Byli ciekawymi swojej pracy, ale w pełni niezależnymi od siebie i w pewnym sensie konkurującymi artystami - mówi Szymczyk.

Kiedy obaj żyli, nie istniała między nimi realna konkurencja. Stażewski był legendą za życia, a Krasiński nie był za dobrze znany poza polskim środowiskiem artystycznym. Jednak po śmierci Stażewskiego, w 1988 r., jego sława zaczęła słabnąć, a kariera Krasińskiego rozwijała się - dzięki międzynarodowym wystawom w galeriach w Berlinie i Nowym Jorku oraz dużemu pośmiertnemu show w Musee d'art Contemporain w Genewie, w 2005 roku.

Jego prace eksperymentowały z idą przestrzeni, czasu i chaosu, jak np. "Interwencja" (1975) - rysunek trójwymiarowej struktury, z linią niebieskiej taśmy wystającej z obrazu i ciągnącej się po ścianie (niebieska taśma była znakiem firmowym większości prac Krasińskiego).

Obecnie na drzwiach mieszkania, które dzielili artyści, wisi naturalnej wielkości zdjęcie starszego Krasińskiego z uniesionymi rękami i zdezorientowanym wyrazem twarzy. Wewnątrz znajdują się dwa pokoje. Sypialnia Krasińskiego, która posiada osobne wejście, została przekształcona na pokój dla odwiedzających to miejsce artystów. W ubiegłym roku hiszpański artysta Jorge Peris mieszkał tam w trakcie pracy nad instalacją dla FGF.

Kontrowersje wywołał sposób promowania mieszkania przy Alei Solidarności. Obecny dyrektor FGF, Katarzyna Krysiak mówi, że galeria najczęściej promuje studio jako należące do Krasińskiego, ponieważ jego popularność przetrwała do dzisiaj.

Wg prezesa Przywary, prawdziwym problemem jest zachowanie mieszkania w obecnym stanie, zważywszy na to, że temperatura i inne warunki przechowywania dzieł sztuki nie są tu kontrolowane tak jak w muzeum. - Staramy się utrzymać te prace razem, ale jestem absolutnie pewien, że to nie potrwa wiecznie - mówi prezes FGF.

Ginanne Brownell/ The International Herald Tribune

Tłum. AM

The New York Times
Dowiedz się więcej na temat: apartament | Nie | kapsuła

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje