Baby boom wśród homoseksualistów

Rodzina Schulte-Wayserów jest jak Jetsonowie: mieszanka tradycji rodem z lat 50. i postmodernistycznego szaleństwa.

Jeden z rodziców jest żywicielem rodziny, prawnikiem w dużej korporacji, zasadniczym w kwestiach szkoły, pór snu i przestrzegania reguł. Drugi to - jak sam siebie określa - "zaklinacz dzieci", niepracujący, by opiekować się dwójką córek i czwórką synów, którzy pędzą przez kolejne dni, jakby mieli plecaki odrzutowe.

Obaj wiedzą, że zasady i role są po to, by je łamać.

Reklama

“Każdy z nas jest bardzo matczyny na swój własny sposób" - mówi 50-letni Joshua Wayser, prawnik. "Ja na przykład zabieram nasze dziewczyny na zakupy i odpowiadam za pielęgnację urody i włosów".

Mężczyzna rzuca okiem na siedzącego obok 60-letniego Richarda Schulte, rękodzielnika.

“On, oczywiście, twierdzi, że nie za bardzo mi to wychodzi" - dodaje sucho.

Gorsze dzieci homoseksualistów?

Wayser, Schulte i szóstka ich adoptowanych dzieci to przykład jednej z bardziej zdecydowanych wariacji na temat standardowego modelu rodziny. Rosnąca liczba gejów i lesbijek chce zostać rodzicami za każdą cenę: adopcji, surogatki, czy przy pomocy dawcy spermy.

“Na pewno mamy teraz gejowski baby boom" - mówi Wayser - “Wielu naszych znajomych decyduje się na dzieci".

Niektórzy krytycy twierdzą, że dzieci homoseksualnych rodziców mogą cierpieć z powodu stygmatyzacji społecznej i braku klasycznych wzorców dorosłych, lub że gejowskie pary nie są dostosowane do monotonnych rygorów życia rodzinnego. Wcześniejsze badania, często przywoływane podczas wojen kulturowych o małżeństwa homoseksualne, sugerowały, że dzieci, które mieszkały z homoseksualnymi rodzicami, były narażone na trudności w szkole, zaburzenia zachowania i podwyższone ryzyko problemów narkotykowych i alkoholowych. 

Nowe badania dowodzę jednak, że źródło tych problemów zostało źle zlokalizowane. Dzięki wstępnej analizie danych ze spisu powszechnego i innych źródeł Michael J. Rosenfeld ze Stanford University, dowiódł, że jakiekolwiek zaburzenia, które mogą przejawiać takie dzieci, najprawdopodobniej wynikają z innych przyczyn, np. przede wszystkim są skutkiem rozpadu heteroseksualnego małżeństwa, z którego pochodzi dziecko.

Jeśli tylko te czynniki zostaną wzięte pod uwagę - twierdzi Rosenfeld, autor książki “Era niezależności: Związki międzyrasowe, związki tej samej płci i zmieniająca się amerykańska rodzina" - dzieci rodziców homoseksualnych są naukowo i emocjonalnie nieodróżnialne od tych, wychowujących się w rodzinach heteroseksualnych.

Ustabilizowani geje

Natomiast pary ojców, wbrew stereotypowi, okazują się przykładami domatorstwa. W wieloletnim badaniu niekonwencjonalnych rodzin Judith Stacey, profesor społecznej i kulturowej analizy na New York University, dowiodła, że najbardziej stabilnymi były te, w których homoseksualni mężczyźni razem wychowywali dzieci.

"Byłam w szoku, gdy dowiedziałam, że żadna z par gejów wychowująca razem dzieci nie zerwała ze sobą w ciągu 14 lat. Żadna" - przyznaje Stacey. 

Badaczka przypisuje ten sukces samo-selekcji.

“Dla mężczyzn decyzja o zostaniu rodzicem bez kobiety jest bardzo trudna" - mówi - “Tylko niewielki procent chce i jest w stanie podjąć się takiego zobowiązania".

Baby boom w USA w liczbach

Nie ma wątpliwości, co do tego, że gejowski baby boom faktycznie ma miejsce. Według danych Williams Institute z University of California, liczba par homoseksualnych z dziećmi podwoiła się w ciągu ostatniej dekady i dziś ponad 100 tysięcy takich par wychowuje dzieci. Inne szacunki określają liczbę dzieci żyjących z gejowskimi rodzicami - zarówno tych będących w związkach, jak i samotnych - na prawie 2 miliony, czy jedno na 37 dzieci w wieku do 18 lat.

Siłą napędową rozwoju homoseksualnego rodzicielstwa są sukcesy ruchu na rzecz legalizacji małżeństw osób tej samej płci, który doprowadził do ich uznania w 16 stanach i pomógł złagodzić prawo adopcyjne w pozostałych. W 2009 roku 19 procent par homoseksualnych wychowujących dzieci zgłosiło posiadanie dziecka adoptowanego, co stanowi 10-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem 2000. Geje czterokrotnie częściej niż heteroseksualiści wychowują dzieci adoptowane i sześciokrotnie częściej dzieci przybrane, które później najczęściej adoptują.

Niektórzy pragną więzów krwi. I tutaj kobiety mają przewagę. Wiele dzieci par lesbijskich jest biologicznym potomstwem jednej z kobiet i dawcy spermy - który może być anonimowy lub być przyjacielem, albo bratem kobiety, która nie zachodzi w ciążę.

Uczucie wróciło dzięki dziecku

Rodzina Schulte-Wayser zaczęła się bez pauzy, jako Wayserowie. Dwaj mężczyźni zerwali ze sobą. Wayser zamieszkał sam w Los Angeles, jego kariera prawnicza dobrze się rozwijała. Mimo to zaczął czuć się zmęczony wszechobecnością pracy.

“Pomyślałem: muszę zacząć robić coś innego" - mówi - “Muszę zostać ojcem".

Jego matka była bardzo podekscytowana. Zaoferowała, że pokryje koszty matki-surogatki, która mogłaby urodzić dziecko poczęte ze spermy jej syna. Wayser powiedział jednak "nie".

“Chciałem kogoś, kto nie podziela mojego kodu genetycznego, kogoś, kto jest ode mnie kompletnie różny" - mówi.

W marcu 2000 roku spotkał się z prawnikiem adopcyjnym i już w czerwcu miał nowo narodzoną córkę, Julie. Kilka miesięcy później Schulte zadzwonił, by pogadać, usłyszał w tle Julie i odwiedził Waysera, by ją poznać. (...)

"To była miłość od pierwszego wejrzenia" - mówi Schulte, a Wayser dodaje: "Użyłem Julie jako przynęty".

Jego dawny chłopak się na nią złapał.

“Znów byliśmy parą" - mówi Schulte. A raczej, poprawia, "byliśmy rodziną". Pobrali się niedługo potem w Malibu.

Szczęście dużej rodziny

Od 2002 do 2009 roku do Julie dołączyło czterech braci i siostra - Derek, AJ, Isaac (wszyscy od jednej matki), Shayna i Joey.

“Więcej już nie damy rady" - mówi Wayser - “Skończyły nam się pokoje".

Mimo to uważa, że łatwiej radzić sobie z dużą rodziną, niż z małą.

“Sami się sobą zajmują. Razem się bawią" - tłumaczy - “Dzieci duża bawią się na zewnątrz, np. jeżdżą na rowerze, grają w gry. Chcemy, by miały bardzo tradycyjne dzieciństwo w tych dość nietradycyjnych okolicznościach".

Przyznaje, że jest strachliwym typem. Niektóre z dzieci mają problemy z nauką i wymagają dodatkowego nauczania. Nie wie też, na jakie ryzyko naraziły je matki w czasie ciąży.

Ale denerwuje się na ludzi, którzy wypominają mu kolor skóry jego dzieci i jego pozycję finansową, oraz trajkoczą o tym, jaki to jest szlachetny i ile szczęścia miały dzieci.

“Nie, to ja tu jestem szczęśliwcem" - mówi - "Wcale nie staram się ratować świat".

Natalie Angier

© 2013 New York Times News Service

Dowiedz się więcej na temat: homoseksualizm | homoseksualiści

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje