Broń chemiczna i syryjski horror

Ubiegłotygodniowy atak chemiczny w Idlib to tylko najnowszy z całej serii śmiertelnych bombardowań w Syrii. Kiedy świat podejmie jakieś działania? - pyta na łamach "The New York Times" Ahmad Tarakji, lekarz i prezes organizacji Syrian American Medical Society (SAMS).

25 marca 2017 roku, kiedy dwie bomby beczkowe trafiły do wejścia podziemnego szpitala na przedmieściach miasta Hama w Syrii, ortopeda Ali Darwish operował właśnie pacjenta.

Reklama

Wkrótce silny zapach chloru rozprzestrzenił się po całym szpitalu. Podziemne pomieszczenia, zbudowane w celu ochrony pacjentów i personelu medycznego przed atakami lotniczymi, stały się de facto komorami gazowymi.

Kiedy pacjenci i personel medyczny uciekli, doktor Darwish odmówił opuszczenia swojego pacjenta na stole operacyjnym. Zemdlał, bo nie miał nawet minimalnego ubioru i sprzętu ochronnego. Zanim udało się wydostać go ze szpitala, było już za późno. Zmarł szybko w wyniku poważnego urazu płuc. Trzynastu innych pracowników medycznych wraz z 18 pacjentami zostało w tym ataku ciężko rannych.

Przerażające statystyki

Od momentu rozpoczęcia konfliktu w Syrii w 2011 roku ataki z użyciem broni chemicznej dotknęły ponad 14 tys. osób, a ponad 1,5 tys. osób w ich wyniku zmarło - informuje organizacja Syrian American Medical Society (SAMS) na podstawie przeprowadzonych badań.

Horror w Idlib

Wczesnym rankiem we wtorek, 4 kwietnia, zaledwie dziesięć dni po śmierci doktora Darwisha, syryjski rząd zrzucił bomby beczkowe na miasto Khan Shaykhun w prowincji Idlib. U niektórych osób wykryto toksyczny gaz paraliżujący układ nerwowy. W ataku zginęły dziesiątki ludzi, a setki zostały ranne. Siły syryjskie bombardowały następnie kliniki leczące ocalałych. (Szpital w tym mieście został poważnie uszkodzony dwa dni wcześniej). Przerażające jest to, że żaden z ataków nie powinien być zaskakujący.

Broń chemiczna spadająca z nieba

Poważne obawy dotyczące używania przeciwko cywilom w Syrii broni chemicznej pojawiły się przecież już w 2012 roku. W tamtych czasach Syria była jednym z największych na świecie magazynów broni chemicznej. Wspólnota międzynarodowa skoncentrowała tam swoje zasoby, by uniemożliwić zbrojnym grupom rebeliantów ich zdobycie. Nie uchroniła jednak syryjskiej ludności, która stała się ofiarami trucizn.

Rada Bezpieczeństwa ONZ od 2013 roku przyjęła trzy rezolucje w sprawie broni chemicznej w Syrii. Niektórzy uznają je za wielki sukces. Ale rezolucje wcale nim nie są. Cywile i pracownicy służby zdrowia nadal są zabijani przez broń chemiczną spadającą z nieba.

Pomimo licznych starań, by zwrócić uwagę świata na zbrodnie syryjskiego rządu przeciwko ludzkości, 21 sierpnia 2013 roku syryjskie wojsko, wykorzystując brak działań ze strony społeczności międzynarodowej, przeprowadziło przerażający atak sarinowy na oblężoną Wschodnią Ghouta, zabijając około 1,3 tys. osób. W odpowiedzi Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję 2118, która określiła plany niszczenia syryjskiej broni chemicznej.

Niemniej jednak, ataki nadal trwały. Zmieniła się tylko jedna rzecz: siły syryjskiego reżimu zaczęły używać bomb beczkowych wypełnionych trujących gazem. 6 marca 2015 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła kolejną rezolucję (2209), potępiając wykorzystywanie chloru jako broni. 

Dziesięć dni później bomby beczkowe wypełnione chlorem trafiły w miasta Sarmin i Qaminas w prowincji Idlib. Jedna z nich uderzyła w dom rodziny Taleb, która nie zdawała sobie sprawy z chemicznej substancji w bombie. Rodzina ukryła się tam, gdzie sądziła, że będzie bezpieczna - w piwnicy. Chlor jest jednak cięższy od powietrza, co sprawia, że piwnice są wyjątkowo niebezpieczne w takim ataku. Wszystkich sześcioro członków rodziny Taleb, w tym troje dzieci w wieku poniżej 3 lat, udusiło się.

Między 16 marca a 9 czerwca 2015 roku organizacja Syrian American Medical Society (SAMS) udokumentowała 43 ataki z użyciem chloru w Idlib. Narażonych zostało 717 Syryjczyków, dziewięć osób zmarło z powodu uduszenia.

Rośnie liczba ataków na szpitale

Równocześnie z wykorzystaniem broni chemicznej w latach 2015 i 2016 wzrosła liczba ataków na szpitale, co wymagało nowych metod ochrony bezbronnych pacjentów i personelu medycznego. Zdaniem organizacji Physicians for Human Rights, od początku konfliktu udokumentowano już 400 ataków na placówki opieki zdrowotnej w Syrii.

Szpitale i kliniki zaczęły przenosić swoje sale operacyjne i oddziały intensywnej terapii do podziemi. Dzięki temu ograniczono narażenie pomieszczeń na bezpośrednie uszkodzenia od bombardowań. Niestety, pacjenci i lekarze stali się jeszcze bardziej podatni na skutki ataków gazowych.

W następnych dniach po ataku z użyciem chloru na szpital doktora Darwisha, na kilka obszarów w prowincji Hama zostały zrzucone bomby beczkowe zawierające chlor i inne substancje chemiczne podobne m.in. do sarinu, na co wskazywały objawy zaobserwowane u pacjentów: zwężone źrenice, drgawki, drażliwość, nudności, wymioty i duszność. 

Lekarze z organizacji Syrian American Medical Society (SAMS) zbadali objawy chorych i personelu medycznego z ostatnich ataków. Martwi ich, że oprócz identyfikowalnego chloru jako broni używa się nowego, fosforowego środka chemicznego. U niektórych pacjentów widoczne były objawy podobne do efektów użycia gazów paraliżujących: zwężone źrenice, piana w ustach, utrata przytomności, powolny rytm pracy serca, płytki, wolny oddech, wymioty i skurcze mięśni.

Lekarze zabijani w służbie

W tych niewyobrażalnych sytuacjach lekarze często muszą podjąć okropną decyzję: czy powinienem uciekać, by ratować swoje życie, czy pozostać u moich pacjentów? Jako lekarze mamy jeden obowiązek: ratowanie życia, nawet w najgorszych i najbardziej niebezpiecznych warunkach.

Doktor Darwish i wielu innych pracowników personelu medycznego oraz ratowników zostało zabitych w służbie. Są bohaterami, a ich historie to świadectwo odwagi i poświęcenia jako syryjskich pracowników służby zdrowia. Jak wiele jeszcze historii musimy usłyszeć, zanim podejmiemy ostateczne decyzje i działania, by zakończyć te wszystkie przestępstwa?

Świat zrobił niewiele, aby chronić cywilów i pracowników służby zdrowia, którzy płacząc, wzywali o uwagę i podjęcie działań. Jako cywilizowane społeczności musimy jeszcze raz przemyśleć, jak dopasować nasze wartości, zasady i cele do działań.

Dokumentacja zbrodni wojennych

W ciągu ostatnich sześciu lat organizacje humanitarne bezustannie prowadziły kompleksową dokumentację dotyczącą zbrodni wojennych. Szkolili naszych pracowników, aby zbierali i katalogowali próbki tkanin, wody, skóry i brudu. Robili niezliczone zdjęcia i zbierali zeznania wielu ofiar.

Mimo niezliczonych rezolucji, międzynarodowych spotkań i dokumentacji, ataki na ludność Syrii są nadal bezkarne.

Organizacje humanitarne mogą oferować pracownikom służby zdrowia w Syrii odtrutki, sprzęt i ubrania ochrony osobistej. Są to przedmioty potrzebne, ale wciąż niewystarczające. Stałe naruszanie prawa humanitarnego w Syrii, osłabienie Organizacji Narodów Zjednoczonych jako podmiotu dyplomatycznego, głodzenie i zabijanie ludzi gazem w celu wynegocjowania określonego rezultatu politycznego są nie do przyjęcia.

Nadszedł czas, by wspólnota międzynarodowa postała się i powiedziała: "dosyć". Chcemy ochrony. Chcemy odpowiedzialności. Chcemy podjęcia działań.

Ahmad Tarakji
"The New York Times"
Tłum. JM

Ahmad Tarakji jest prezesem organizacji Syrian American Medical Society (SAMS) i torakochirurgiem.

Śródłtytuły pochodzą od redakcji Interia Fakty.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy