Chrześcijanie w niebezpieczeństwie

Trwa jeszcze ten czas w roku, gdy chrześcijanie, a przynajmniej ci na zachodzie, gromadzą się, by świętować. Kościoły przyzwyczajone raczej do nielicznych wiernych, którzy szepczą swoje modlitwy, nagle wypełniają się śpiewającymi kolędy tłumami, wcześniej zajętymi mniej duchowym rytuałem gorączkowego wydawania pieniędzy.

Dla wielu połowa stycznia to najwyższy czas, by zdjąć ozdobne światełka z choinek, spakować bombki i schować cały ten blichtr, tworząc tym samym miejsce dla innych - być może - mroczniejszych myśli.

Bardzo rzadko, jeśli w ogóle, ten zachodni miszmasz wiary i materializmu był bardziej niż w tym roku odległy od doświadczeń setek tysięcy chrześcijan w innych częściach świata walczących z niechcianym i krwawym islamskim ekstremizmem dżihadystów, zwłaszcza w Iraku, Syrii i Nigerii. Rzadko też zachodni wierni wydawali się tak niechętni, by przyznać, że ich religia może wchodzić w końcowe stadium długoletniego upadku na ziemiach, w których się narodziła i była po raz pierwszy głoszona.

Reklama

Przez wiele dekad społeczność chrześcijańska w Ziemi Świętej malała tłamszona przez konkurencyjne roszczenia Izraelczyków i Palestyńczyków, oraz zagrożona przez bojówki islamistyczne.

W Libanie 15 lat wojny domowej, która wybuchła w 1975 roku, doprowadziła do krwawego konfliktu między muzułmanami i maronitami. W 2003 roku dowodzona przez Stany Zjednoczone inwazja na Irak zastąpiła relatywną tolerancję dla chrześcijan pod rządami Saddama Husajna sekciarskimi sporami między szyitami i sunnitami, które przepędziły chrześcijan.

Od 2011 roku tzw. arabska wiosna sukcesywnie ogranicza przestrzeń życiową chrześcijan, zmuszając m.in. egipskich koptów do opowiedzenia się po jednej stron - świeckiej lub islamskiej.

Mówiąc inaczej, demografia Środkowego Wschodu, podlega obecnie fundamentalnym zmianom. Ten proces jest szczególnie widoczny w ostatnim czasie, gdy dżihadyści z Państwa Islamskiego przesiedlają, mordują lub prześladują chrześcijan i inne mniejszości w Iraku i Syrii.

Po raz pierwszy od wielu stuleci badacze religii Środkowego Wschodu mówią, że Irak staje się krajem wyłącznie islamskim, mimo że wcześniej był domem dla największej wspólnoty chrześcijan w regionie.

“Wśród chrześcijan na Środkowym Wschodzie panuje atmosfera dekadencji" - mówił przed śmiercią w 2011 roku znany libański historyk Kamal Salibi - “Za każdym razem, gdy jeden chrześcijanin opuszcza te ziemie, na jego miejsce nie przybywa żaden inny, a to bardzo źle wróży światu arabskiemu".

Rzeczywiście papież Franciszek mówił niedawno chrześcijanom na Środkowym Wschodzie: “Sama wasza obecność jest bardzo cenna dla tego regionu. Jest was niewielu, ale spoczywa na was duża odpowiedzialność w miejscu, gdzie narodziło się i rozwijało chrześcijaństwo. Jesteście jak zaczyn w cieście".

Jednak los tych społeczności wydaje się stawiać liderów chrześcijańskiego świata przed wielkim dylematem. Jeśli zaapelują do zachodnich społeczeństw, by przyjęły braci chrześcijan wraz z całą mozaiką wyznań, które rozkwitły na Środkowym Wschodzie, ryzykują przyspieszeniem dechrystianizacji regionu i rozwojem ksenofobii w krajach europejskich.

Jeśli nie zrobią nic, zostaną oskarżeni o porzucenie współwyznawców w potrzebie.

“To nie są nowe problemy" - mówi arcybiskup Canterbury Justin Welby (...) - “Są pewne działania, które możemy podjąć i z pewnością będzie to lepsze od całkowitego drenażu regionu z chrześcijan, którzy żyją tam od czasów św. Pawła".

Arcybiskup, honorowy zwierzchnik Kościoła Anglii, opowiada się za stworzeniem tzw. "bezpiecznych przystani" dla środkowowschodnich chrześcijan, które miałyby utrzymać ich obecność w rejonie jednocześnie broniąc ich przed prześladowaniami.

Jednak wraz ze wzrastającym w regionie napięciem i konfliktem między radykalnym islamem i Zachodem wylewającym się na ulice Paryża,  samo pojęcie bezpieczeństwa wydaje się nieuchwytne. Niezależnie od wyznawanej wiary.

Alan Cowell

© 2015 The New York Times

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje