Czego nie chcą oglądać Hindusi

Właśnie obejrzałam „Córkę Indii”, dokument Leslee Udwin opowiadający o Jyoti Singh, młodej kobiecie, która 16 grudnia 2012 roku w New Delhi padła ofiarą zbiorowego gwałtu i zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. W filmie wypowiadają się różne osoby – między innymi jeden z mężczyzn skazanych za udział w gwałcie na Jyoti, który oczekuje obecnie na wykonanie wyroku śmierci, jego obrońcy, a także krewni ofiary i jej katów.

Film ten wywołał u Hindusów silne emocje i zapoczątkował ogólnonarodową dyskusję - w związku z czym rząd w New Delhi zakazał, rzecz jasna, jego dystrybucji. Z decyzją tą w pierwszym odruchu zgodziły się niektóre spośród najbardziej szanowanych indyjskich feministek.

Reklama

Ministerstwo Informacji i Środków Przekazu utrzymuje, że "Córka Indii" wywoła wzrost agresji w stosunku do kobiet. Szef resortu spraw parlamentarnych twierdzi, że to "międzynarodowy spisek mający na celu zszarganie reputacji kraju". Indira Jaising, prawniczka i feministka, krytykuje dokument za to, że "udziela on głosu skazanym na forum publicznym", przez co mogą oni być postrzegani jako wzór do naśladowania.

Nie podoba mi się tytuł tego filmu. Nie podoba mi się wielu występujących w nim bohaterów. Nie zgadzam się też z pewnymi stwierdzeniami, jakie w nim padają. Ale zakaz jego rozpowszechniania to bardzo zły pomysł.

"Gwałt to nauczka dla złych kobiet"

Mukesh Singh, skazany na gwałt na Jyoti, mówi w filmie, że - jego zdaniem - tylko jakieś 20 procent dziewcząt to osoby "porządne". Dodaje, że kobiety wychodzące wieczorem lub nocą w towarzystwie mężczyzn same proszą się o kłopoty - a jeśli nie chcą zostać i zgwałcone, i zamordowane, to podczas gwałtu powinny leżeć spokojnie i nie bronić się. Twierdzi też, że on sam i jego towarzysze chcieli dać Jyoti Singh "nauczkę", a jej śmierć nazywa "wypadkiem".

Oglądałam ten dokument jak zahipnotyzowana - nie dlatego, że doznałam szoku, ale dlatego, że słyszałam to już wcześniej; w 1980 roku, w Bombaju, z ust czterech mężczyzn, którzy przewrócili mnie na ziemię, unieruchomili, a potem kolejno gwałcili. Zobaczyć to wszystko i usłyszeć było niemal równoznaczne z uczuciem ulgi. Przekonałam się, że doskonale zapamiętałam to, co wydarzyło się tamtej nocy. Moi oprawcy też mówili mi, że to moja wina, zadając mi gwałt. Naprawdę tak było - usłyszałam od nich, że wyświadczają mi przysługę.

To właśnie jest przyczyna, dla której indyjski rząd zakazał rozpowszechniania "Córki Indii" - a zarazem powód, dla którego dokument ten powinien być pokazywany wszędzie. Słowa, które wypowiada Mukesh Singh, brzmią znajomo. Jego poglądy nie są w jakiś szczególny sposób radykalne. Gwałciciel to nie zły duch czający się za rogiem; to tylko jedna z twarzy naszego społeczeństwa. To twarz, która raduje się z narodzin chłopca, świętując je droższymi słodyczami niż w przypadku narodzin dziewczynki - i która wyraża przekonanie, że dziewczęta będą zachowywać się jak przystało na dziewczęta, a chłopcy jak chłopcy.

Uwaga mediów skupiła się głównie na tym, co w dokumencie mówi skazaniec - ale "przebijają" go jego obrońcy. M. L. Sharma uważa, że "kobiety są niczym kwiaty, a mężczyźni to ciernie". Ostrzega: "Kwiat złożony w rynsztoku zostanie skalany. Ten sam kwiat złożony w świątyni zostanie otoczony czcią". Później porównuje kobiety do diamentów, a mężczyzn do psów. "Jeśli zostawisz diament na ulicy, pies z pewnością go wygrzebie. Nie można temu zapobiec" - mówi.

Ale ja nie jestem diamentem, a wszystkie psy, które znam, są czworonożne.

A. P. Singh, prawnik innego oskarżonego w tej samej sprawie, udzielił w czasie trwania procesu wywiadu telewizyjnego, w którym stwierdził, że sam oblałby benzyną swoją córkę lub siostrę i spalił ją żywcem na oczach całej rodziny, "gdyby zadała się przed ślubem z mężczyzną i pohańbiła samą siebie".

Mówi to nie człowiek przebywający w więzieniu za gwałt i morderstwo, ale przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości, który w sądzie olśniewa powagą swojego czarno-białego stroju.

Konfrontacja z prawdą

Po ataku na Jyoti Singh gwałt stał się w Indiach tematem codziennych rozmów. To dobrze świadczy o nas, Hindusach - potrzebna nam była taka dyskusja, bo nasze poglądy dotyczące kobiet, mężczyzn i ról związanych z płcią społeczno-kulturową są oburzające. "Córka Indii" ponownie zmusza nas do podjęcia tego tematu, co może jedynie wyjść nam na dobre.

Trzeba usłyszeć, jak policjant mówi o ofierze, że "wyglądała jak krowa, która właśnie się ocieliła" (z uwagi na zakaz spożywania krowiego mięsa obowiązujący w hinduizmie Jyoti Singh faktycznie nic by się nie stało, gdyby była krową). Trzeba zobaczyć wyraz twarzy adwokata, kiedy pozbawionym emocji głosem stwierdza, iż w indyjskim społeczeństwie nie ma miejsca na przyjaźń między kobietą a mężczyzną.

Nie byłam zaskoczona, słuchając tego, co mówił Mukesh Singh. Ale słuchając argumentów obrony nie wiedziałam już, czy mam się śmiać, płakać, czy wymiotować. Za to słowa sędziów, którzy zasiedli w specjalnej komisji rządowej - powołanej po śmierci Jyoti w celu zmiany prawa i zaostrzenia kar za przestępstwa na tle seksualnym - napełniły mnie dumą.

Słuchając krewnych zamordowanej, próbowałam wyobrazić sobie ich cierpienie, ale nie byłam w stanie. Podobnie było z krewnymi gwałcicieli. Tak czy inaczej, zdobyłam się na to, by wysłuchać ich wszystkich. I każdy powinien to zrobić.

Sohaila Abdulali

© 2015 The New York Times

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia.pl)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje