Czy Chiny zajmą Grenlandię?

Brytyjska kompania górnicza London Mining do spółki z przedstawicielami autonomicznych władz starają się skusić chińskich inwestorów do wyłożenia dwóch miliardów dolarów na kopalnie rud żelaza. Ale zachowajmy zdrowy rozsądek w dyskusji. Daleko idące spekulacje komentatorów piszących o militarnych bazach Chińczyków na wyspie i rychłej niepodległości Grenlandii jako prawdopodobnych skutkach tych inwestycji, można włożyć między bajki.

Grenlandia przygotowuje się na trudny okres przejściowy i bardzo prawdopodobny napływ robotników z zagranicy, ale to nie koniec świata. Wejście do Grenlandii chińskich korporacji może nieść ze sobą próby wywierania nacisków na mające słabą pozycję przetargową lokalne władze, ale decydenci ze stolicy w Nuuk zdają sobie sprawę z ryzyka. Rozważają plusy i minusy chińskich inwestycji dokładnie w ten sam sposób, co inne rządy.

Reklama

Populacja Grenlandii jest bardzo nieliczna (57 tys. mieszkańców), ale jest to demokracja o wysokich standardach pozostająca w ścisłym związku z Królestwem Danii, a wyspa znajduje się w strefie bezpieczeństwa NATO oraz Stanów Zjednoczonych.

Mylne przeświadczenie wielu komentatorów o możliwości chińskiej ekspansji wypływa z niezrozumienia relacji łączących Grenlandię z Danią, a także ze skomplikowanej sytuacji geopolitycznej w Arktyce.

Osiem państw ma tutaj swoje terytoria, a dopiero od niedawna dostępne złoża kuszą swym bogactwem nowych graczy. Inuici, Lapończycy, rdzenni mieszkańcy północnej Rosji - wszyscy oni chcieliby mieć coś w tej sprawie coś do powiedzenia, a grupa nowych na tym obszarze państw, w tym m. in. Chiny, Indie czy Singapur, też bardzo pragnie mieć tu swoje wpływy. Chiny twierdzą teraz, że są państwem "leżącym niedaleko Arktyki" i wykazują wielkie zainteresowanie arktycznymi szlakami żeglugi, a także złożami ropy i minerałów, których świeża dostępność jest skutkiem zmian klimatu - topnienia arktycznej pokrywy lodowej.

Do tego dochodzi skomplikowana sytuacja Grenlandii. Od 1979 roku wyspa ma autonomię, którą poszerzono w 2009 roku o prawo do eksploatacji i administracji bogactw naturalnych, a także prawo do pełnej niepodległości od Danii, jeśli tak zdecyduje ludność Grenlandii. Walutą jest jednak dalej duńska korona, obowiązuje duńska konstytucja oraz duńska polityka zagraniczna i obronna.

Od czasu poszerzenia autonomii Grenlandia poszukuje swoich szans. Wyspa jest bardzo biedna, a coroczna dotacja z Danii, stanowiąca połowę budżetu, została zamrożona. Dlatego nowe źródła dochodu są bardzo potrzebne. Grenladzcy politycy odwiedzili Koreę Południową oraz Chiny i zaprosili inwestorów z innych krajów. Zaloty w stosunku do światowych koncernów petrochemicznych zostały przyjęte. Tymczasem w Nuuku rozpoczął się proces pisania konstytucji i przymiarki do wysłania własnych dyplomatów za granicę. W styczniu partia rządząca (Inuit Ataqatigiit) potwierdziła, że pełna niepodległość od Danii jest jej głównym celem politycznym. Tuż po tym oświadczeniu rozpisano wybory na 12 marca. Nic dziwnego, że mogło to zmylić obserwatorów.

Grenlandia w żadnym razie jednak nie ogłosi w najbliższym czasie niepodległości. Samo przejście do pełnej autonomii trwało 30 lat. Wystarczy zapytać jakiegokolwiek grenlandzkiego polityka z Nuuk, kiedy wyspa powinna ogłosić niepodległość, a odpowiedź będzie wymijająca, z podaniem daty w odległości od 40 do 50 lat w przyszłości. Mieszkańcy wyspy są zakochani w idei niepodległości od setek lat, ale opinie są zróżnicowane, a dla większości Grenladczyków są bardziej palące problemy. Bieda, służba zdrowia i edukacja - by wymienić kilka najbardziej palących.

Poza tym, dla Grenlandczyków niepodległość nie może oznaczać zerwania głęboko zakorzenionych więzów z Danią. Większość rodzin ma krewnych mieszkających w Danii, a 10 proc. Grenladczyków mieszka w Danii na stałe. Studiują, pracują i korzystają z opieki medycznej. Trzy stulecia wymiany handlowej, zawierania mieszanych małżeństw i sympatii do duńskiej dynastii to też są rzeczy, które trudno przekreślać.

Prawdziwym problemem dla większości mieszkańców wyspy jest, jak połączyć formalną niepodległość z kontynuowaniem tych więzi. Gdy od czasu do czasu dyskutuje się o niepodległości, podkreśla się korzyści z możliwości zabierania głosu na arenie międzynarodowej bez pośrednictwa, ale nikt nie chce zrywania bliskich więzi łączących mieszkańców z Danią na co dzień.

Grenlandia rozumie korzyści płynące z posiadania przez Danię statusu ważnego i zaufanego członka społeczności międzynarodowej i bezpieczeństwo ugruntowane w jej solidnej gospodarce i nowoczesnym wojsku. To Dania zapewnia wyspie autonomię, kontrolę stref połowów i koordynuje operacje ratunkowe w razie wypadku na morzu czy poszukiwania zaginionych na rozległym lądzie. Taka jest rzeczywistość: złożona, niezapisana i myląca. Jak będą wyglądały przyszłe umowy prawne między Grenlandią a Danią? Można tylko zgadywać. Ale jest dużo czasu, żeby coś wymyślić.

Siłą obecnych regulacji prawnych jest to, ze umożliwiają płynne zmiany z korzyścią dla obu narodów. Na co dzień są oczywiście problemy. Dania i Grenlandia kłócą się obecnie o rozpoczęcie wydobycia uranu z czym wiąże się prawdopodnie duża, kilkutysięczna imigracja chińskich robotników. Ale te trudności zostaną przezwyciężone. Grenlandia pozostanie na właściwym kursie, nawet jeśli droga przed nią wygląda na wyboistą.

Martin Breum, Jorgen Chemnitz, tłum. ML

-----

Martin Breum jest dziennikarzem na co dzień pracującym w Danmarks Radio, duńskim publicznym nadawcy radiowo-telewizyjnym oraz autorem książki "Gdy stopnieją lody" o roli Danii we współczesnej Arktyce.

Jorgen Chemnitz to komentator polityczny na stałe mieszkający w Nuuk.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje