Czy Kanada wybierze marnego Trumpa Północy?

Dojście do władzy Douga Forda w Ontario sygnalizuje, że konserwatywna partia staje się głównie znacznikiem pogardy dla całego systemu politycznego.

TORONTO - Powiedzcie, jeśli słyszeliście to już wcześniej: rozpieszczony syn rozrastającej się dynastii biznesu określa się jako anty-elitarny populista. Podczas kluczowej kampanii nie traktuje brutalnych uwag jako polityczną niepoprawność, czym wprawia w zachwyt swój elektorat. Następnie, startuje wbrew ustaleniom własnej partii i przeciwko wyraźnie bardziej wykwalifikowanej kandydatce, przegrywa wybory, ale za pomocą tajemniczego systemu głosowania, udaje mu się dojść do władzy.

"Trumpizm" po kanadyjsku

Reklama

Nie, nie przypominam wcale zwycięstwa prezydenta Donalda Trumpa. Opowiadam o powstaniu kanadyjskiego polityka Douga Forda, który w ubiegłym miesiącu został wybrany na przewodniczącego Postępowej Partii Konserwatywnej w Ontario, centroprawicowej opozycji w najbardziej zaludnionej prowincji kraju. Z partią prowadzącą w sondażach przed wyborami 7 czerwca, Ford ma duże szanse, by zostać premierem w Ontario.

Najwyraźniej "trumpizm" zawędrował na Północ.

Kilka lat przed kampanią prezydencką w Stanach Zjednoczonych w 2016 r., brat Forda, zmarły burmistrz Toronto, Rob Ford, w mniejszym lub większym stopniu wymyślił politykę chwiejnego, dzielącego populizmu, którą w mistrzowski sposób opanował amerykański prezydent. Rob Ford odkrył już w 2010 r., że gra skandalami, obwinianie mediów i innych nieokreślonych "elit", była zwycięską strategią polityczną.


Mieszkańcy Toronto wybaczali mu trudny charakter, doceniali to, a nawet uznawali za znak autentyczności. Dla jego elektoratu nie miało znaczenia, że podczas urzędowania zażywał kokainę. Era Roba Forda pokazała, że ktoś tak bezwstydny jak Trump ma szansę jako polityk.

Marihuana zalegalizowana?

Doug Ford to poważniejsza i bardziej zdyscyplinowana wersja jego kontrowersyjnego, młodszego brata. Przeciwstawia się porównaniom między nim a amerykańskim prezydentem, ale jednak z czułością mówił o Trumpie. "Całkowicie szanuje kobiety", powiedział o republikańskim kandydacie na prezydenta w 2016 roku. "Głosują na niego miliony kobiet. Więc wszystkie te miliony kobiet są głupie? Nie sądzę."

Doug Ford, choć o wiele mniej zepsuty niż jego brat, również jest związany z Toronto, gdzie Rob Ford spędził tak wiele czasu jako burmistrz. Gazeta "Globe and Mail" donosiła w 2013 roku, że Doug Ford sprzedawał narkotyki przez większą część lat 80-tych (nigdy nie został oskarżony i nie zgadza się z zarzutami.) Trzydzieści lat później - o ile zostanie wybrany - jego rząd może być odpowiedzialny za wprowadzenie nowych, legalnych sklepów z marihuaną do Ontario.

W ciągu jednej nocy wybór Douga Forda zmiażdżył samozadowolenie Kanadyjczyków po tym jak premier Justin Trudeau mianował gabinet składający się w 50 proc. z kobiet i stał się przedmiotem zazdrości oświeconych postępowców na całym świecie. Głęboka kulturowa i polityczna alienacja, których korzenie sięgają Trumpa i Brexitu, jest silna również Kanadzie.

Potężny populista

Doug Ford już stał się czołową postacią. Jeden z sondaży daje Postępowym Konserwatystom 47 proc. poparcia, a obecnie rządzącej Liberalnej Partii Ontario 26 proc. Ta druga, rządząca od 2003 roku,  ma za sobą blisko 15 lat wartych pokazania skandali . Rosnąca nierówność w całej prowincji, niechęć do postępowej retoryki i poczucie ogólnej korupcji politycznej jako całości napędza, podobnie jak gdzie indziej, populizm tak niepokojący, jak potężny.

Od Włoch, przez Filipiny, po Kanadę ten kanibalizujący populizm połyka w całości tradycyjny konserwatyzm. Doug Ford prześlizgnął do kierownictwa przez system głosowania. Ani nie wygrał w wyborach, ani nie zdobył największej liczby okręgów wyborczych. Jednak machina Progresywnych Konserwatystów stoi za nim. Buduje pozycję na odziedziczonej lojalności, niechęci wobec przeciwników uwikłanych w skandale i postulatach zmiany politycznych sentymentów i prywatnych interesów.

Konserwatyzm w nowym wydaniu

Ideologie prawdopodobnie od zawsze nie były bardzo istotne, więc nie ma znaczenia, że tak zwane konserwatywne partie wcale nie są już konserwatywne. A raczej zmienia się sam konserwatyzm. Konserwatyzm prawa i porządku, wspólna obyczajność i odpowiedzialność budżetowa stały się nieważne. Po ostatnich lokalnych wyborach, które wygrali liberałowie, Doug Ford, ówczesny radny Toronto, uznał, że receptą dla jego partii jest "lewatywa od góry do dołu" partii, którą właśnie odziedziczył. Teraz to ścieka po jego stopach.

W partii mogą mieć nadzieję, że go zmienią. Ale tego nie zrobią. Doug Ford, który nigdy nie był w Parlamencie, chlubi się teraz historycznie dużym sukcesem. Jego przechwalanie również ma znajome skojarzenia ze Stanami Zjednoczonymi. Być po stronie Douga Forda to znaczy wyrażać wściekłość - a ta wściekłość przybiera zwyczajnie atawistyczne formy.

Obecna premier Ontario, Kathleen Wynne, pierwsza lesbijka wybrana na to stanowisko, wprowadziła zmodernizowany program edukacji seksualnej do szkół publicznych w całej prowincji. Zaledwie kilka dni po swoim wyborze, Ford zobowiązał się go usunąć - ta propozycja ma poparcie wśród nowych społeczności imigrantów, którzy są bardziej społecznie konserwatywni.

Przedstawia również swój własny zbiór zasad. Elity to ludzie, którzy łykają "szampana z małym palcem uniesionym w powietrze" (jego rodzinna firma zajmująca się pakowaniem osiąga dziesiątki milionów dolarów rocznie).

Kto pokaże środkowy palec?

Jego osławiony brat był tylko burmistrzem Toronto, co nie jest bardzo mocną funkcją. System "słabego burmistrza" w Toronto, daje mu tylko jeden głos w Radzie Miejskiej. W Kanadzie liczy się tak naprawdę premier prowincji. Jego rząd tworzy regulacje dotyczące szkolnictwa i publicznego systemu opieki zdrowotnej. Czy mieszkańcy Ontario naprawdę chcą kiepskiego Trumpa północy, zarządzającego sprawami, które wpływają na ich codzienne życie? Konstytucja Kanady wzywa do "pokoju, porządku i dobrego rządu"; trudno wyobrazić sobie postać, która może wypełnić ten mandat gorzej niż Ford.

Sukces Douga Forda w tak cichym i stabilnym miejscu jak Ontario wskazuje na szerszy globalny kryzys, z którego najwyraźniej nie ma już ucieczki. Konserwatyzm nie jest już polityczną ideologią w uznanym sensie, lecz skarbnicą wstrętu i rozpaczy. To ludzie nienawidzący nowoczesności - globalizmu, wielokulturowości i technokratycznego podejścia, ale także demokracji, która wspierała te systemy. Wprowadzając błaznów na wysokie urzędy, wybierając zbirów jako swoich przedstawicieli i rozkoszując się wypowiadanymi złośliwościami samymi w sobie, konserwatyzm jest teraz przede wszystkim oznaką pogardy dla całego porządku politycznego.

Konserwatyzm oznacza różne rzeczy dla wielu ludzi na całym świecie. Teraz, prawie wszędzie, wygląda trochę jak podniesiony środkowy palec; Doug Ford i przyjaciele pozdrawiają.

Stephen Marche, pisarz, autor książki  “The Unmade Bed: The Messy Truth About Men and Women in the 21st Century".

“The New York Times"

Tłumaczenie: DK

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje