Czy w kosmosie jest miejsce dla matki?

Karen L. Nyberg, amerykańska astronautka, której syn Jack jest trzylatkiem, ma sześć miesięcy, aby sobie na to pytanie odpowiedzieć.

Równolegle z dokowaniem statków kosmicznych i prowadzeniem eksperymentów naukowych, 43-letnia Nyberg, która wystartowała ze stacji kosmicznej pod koniec maja, wykorzystuje podróż do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, by publicznie borykać się i opowiedzieć o trudnościach w odseparowaniu dziecka od matki z powodów zawodowych.

Reklama

W trakcie pobytu współpracuje ze skandynawską telewizją dokumentującą jej macierzyńskie rozterki, przez co pojawiło się wiele kontrowersji i jedno nieuchronne pytanie dotyczące tak długiej podróży służbowej - jaki wybór jest najlepszy, gdy mamy przed sobą perspektywę wymarzonej pracy, która wiąże się z wielomiesięcznymi wyjazdami i macierzyństwa, mając w domu małe dziecko.

- To duże wyzwanie, ponieważ mój syn ma dopiero trzy lata.W ciągu sześciu miesięcy może sporo podrosnąć, zmienić się - tłumaczyła Nyberg dziennikarzom tuż przed odlotem zza szklanej ściany, postawionej, by zapobiec jakimkolwiek zewnętrznym infekcjom, tym bardziej w ostatnich chwilach przed startem. - Ale będę oglądała wiele nagrań z małym - dodała pocieszająco.

- Będziemy mieć bardzo dobre połączenie, a z moim synem zostanie tata - Doug Hurley, który również jest kosmonautą. Myślę, że to może być dla mojego dziecka dobra zabawa, widzieć mnie tutaj - tłumaczyła.

Mama w kosmosie nie jest nowym zjawiskiem. Pierwsza była Anna Fisher, Amerykanka, która w 1984 roku pracowała na pokładzie promu kosmicznego Discovery, pozostawiając roczną córeczkę Kristin w domu (aczkolwiek nie rejestruje się tego, ilu astronautów - z których zdecydowana większość to mężczyźni - jest także rodzicami). Jednak w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zajmowanej na stałe przez sześciu ludzi, jest o wiele więcej matek i ojców, zawieszonych w przestrzeni kosmicznej, z dala od swoich pociech.

Ani NASA, ani rosyjska Federalna Agencja Kosmiczna, główni partnerzy w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, nie mają polityki rodzicielstwa i pracy na stacji, gdzie astronauci i kosmonauci zmieniają się średnio co sześć miesięcy. Każdy ma wybór.

Zbyt wiele podróży - wbrew pozorom - może zaszkodzić karierze astronauty. Ciekawie sprawa rozwiązana jest w Rosji, gdzie matki dzieci poniżej trzeciego roku życia i samotni ojcowie mogą zrezygnować z kosmicznych wypraw bez konsekwencji zawodowych. Jeśli jednak wybiorą podróże, prawo zobowiązuje ich do przekazania pracodawcy pisma o zrzeczeniu się prawa do pozostania w domu. Jednak tak jest tylko w Rosji. Amerykańskie prawo nie wymaga tego typu oświadczeń. - Wychowanie dziecka w Rosji to zdecydowanie kobiecy obowiązek, dziecko potrzebuje kobiecej uwagi - wyjaśniła Nadieżda Ilyushina, prawniczka, zajmująca się prawem pracy w kancelarii Goltsblat w Moskwie.

Kontrast dzisiejszych "kosmicznych" matek - rozpoznawalnych, figurujących jako osoby publiczne, otwartych na zainteresowanie mediów- z doświadczeniami pierwszej kobiety w kosmosie jest ogromny, wręcz uderzający. Kiedy Valentina Tereshkova, pierwsza kosmonautka w Rosji i zarazem pierwsza kobieta w kosmosie wystartowała 50 lat temu z tego samego miejsca, nawet nie powiedziała rodzinie, gdzie się wybiera . Tłumaczyła pokrętnie, że bierze udział w konkursie dla spadochroniarzy, ponieważ przygotowanie do lotu było tajne. W jej ślady poszła Svetlana Y. Savitskaya (w 1980 roku) i Elena V. Kondakova (w 1990), która zostawiła na Ziemi córkę i spędziła bez niej ponad pięć miesięcy podczas pierwszego lotu kosmicznego. Spośród pozostałych 54 kobiet, które były w przestrzeni kosmicznej, 45 to Amerykanki.

Dla współczesnych matek pracujących w przestrzeni kosmicznej, jak i dla ich bardziej przyziemnych (dosłownie!) rówieśniczek, kluczem do rozwiązania konfliktu między pracą a domem może być zatarcie różnic między tymi dwoma światami. Nicole Stott, Amerykanka, która przyleciała do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2009 roku, kiedy jej syn, Roman, miał siedem lat, wspomina, że bardzo pomogło jej pokazanie synowi treningów i wprowadzenie go do tego, czym się zajmuje. - To trochę tak jakby dziecko mogło zapoznać się z zabawkami, z którymi rodzice spędzają mnóstwo czasu - tłumaczy. - Dobrze jest mieć pewność, że rodzina jest zaangażowana w przygodę, w której się uczestniczy - dodaje.

Cady Coleman, Amerykańska astronautka, która w 2011 roku spędziła Dzień Matki w kosmosie, zabrała ze sobą wypchanego tygrysa, należącego do jej dziesięcioletniego syna, by syn widział, że jest bliżej niego. Podobnie zrobiła Nyberg - wzięła ze sobą kilka zabawek syna, by zobaczył podczas wideokonferencji, jak zabawnie unoszą się w przestrzeni, pozbawione grawitacji. Astronautki szukają sposobów na radzenie sobie z długimi rozłąkami ze swoimi rodzinami. Oparcie mogą znaleźć w doświadczeniu starszych kolegów z załogi. 

Ponieważ rozłąki są bardzo emocjonalnie, a strach, że mama lub tata nie wróci - ogromny, NASA woli częściowo odizolować rodziny od załogi. Rosyjska Agencja Kosmiczna ma inne podejście. Rodziny są bardzo mile widziane w miejscu startu w Kazachstanie, choć nie ma miejsca, aby umożliwić nawet kilka chwil prywatności.

Wśród załogi Karen L. Nyberg, wystrzelonej na pokładzie rosyjskiej rakiety Sojuz znaleźli się również inny rodzice: Luca Parmitano - włoski pilot myśliwski i inżynier lotniczy i Fiodor N. Yurchikhin, rosyjski weteran lotów kosmicznych. Yurchikhin, rozstając się z żoną, Larissą i córkami - jedenastoletnią Leną i dziewiętnastoletnią Danią, przyłożył dłoń do szklanej bariery i mrugając powiedział: "Nie martwcie się dziewczyny, wszystko będzie dobrze". Kiedy poleciał po raz pierwszy, Lena miała roczek. - Gdy wróciłem, zapytałem ją "gdzie był tatuś?", a ona wskazała na telewizor - wspomina. Karen Nyberg, która pracuje z mężczyznami od lat, dodaje, że w grupie mogą się wspierać, wiedząc że na Ziemi czekają na nich rodziny, za którymi ogromnie tęsknią.

Andrew Kramer

(Tłum. AD)

New York Times/©The International Herald Tribune

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje