​Dlaczego Brexit jest dobrym wyjściem - spojrzenie z lewej strony

Unia Europejska opiera się na rozpieszczonych elitach, prawie traktatowym i chciwości. Wielka Brytania musi przejąć demokratyczną kontrolę - czytamy na łamach "The New York Times".

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May doręczyła już list na ręce szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, w którym poinformowała, że po 44 latach członkostwa, jej naród opuszcza Unię Europejską. 

Reklama

Za około dwa lata, po negocjacjach dotyczących warunków tego wyjścia, Unia Europejska rozstanie się z krajem "ósmym w UE pod względem populacji, szóstym największym PKB, połową arsenału broni jądrowej i miejscem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ" - jak zauważyła ostatnio Susan Watkins, redaktor naczelna "New Left Review".

Watkins jest "Lexiterem" - tak nazywa się lewicowych zwolenników "Brexitu" - takich jak ja - pisze Alan Johnson w "NYT". 

Wśród 52 procent Brytyjczyków, którzy głosowali za wyjściem w referendum w dniu 23 czerwca byliśmy mało znaczącą siłą, ale wywarliśmy swój wpływ. Stanowiliśmy przeciwwagę dla antyimigracyjnego strachu podsycanego przez byłego przywódcę prawicowej partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), Nigela Farage’a.

"UE to oligarchiczna struktura pogrążona w korupcji"

Lexitersi prezentowali lewicowo-demokratyczne spojrzenie na Brexit. Ich stanowisko zostało wyrażone przez Perry’ego Andersona, byłego redaktora naczelnego "New Left Review": "Unia Europejska jest powszechnie postrzegana przez pryzmat tego, czym się stała: oligarchicznej struktury pogrążonej w korupcji, opierającej się na zaprzeczeniu wszelkiej suwerenności, wymuszającej ekonomiczny reżim, który daje przywileje dla niewielu, a dla wielu stanowi przymus". Choć Lexitersi nie mają cierpliwości dla narodowego nihilizmu "Człowieka z Davos"*, nie są ksenofobami.

Głosowaliśmy za wyjściem, ponieważ uważamy, że należy zachować dwie rzeczy, które najbardziej cenimy: demokratyczny system polityczny i socjaldemokratyczne społeczeństwo. Obawiamy się także, że autorytarny projekt Unii Europejskiej w zakresie integracji neoliberalnej, stanowi dobry i żyzny grunt dla rozwoju skrajnej prawicy. Poprzez narzucanie wielu regulacji: od nałożenia przymusu oszczędności, aż po kwestie masowej imigracji - unia złamała umowę pomiędzy politykami mainstreamu i ich wyborcami. To otworzyło drzwi prawicowym populistom, którzy twierdzą, że reprezentują naród, wściekły na kontrolę i przeciwny imigrantom.

Ekonomista Friedrich Hayek, intelektualny architekt neoliberalizmu, wezwał w 1939 roku do utworzenia "federalizmu międzypaństwowego" w Europie, aby uniemożliwić wyborcom korzystanie z demokracji poprzez ingerowanie w funkcjonowanie wolnego rynku. Mówiąc prościej - podobnie jak Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej (organ wykonawczy UE), który stwierdził, że: "Wobec traktatów europejskich nie może być demokratycznego wyboru".

"Parlament Europejski nie jest prawdziwym parlamentem"

Teoretycznie unijne struktury i traktaty są zaprojektowane prawidłowo. Ale Komisja Europejska jest wyznaczana, a nie wybierana i nie odpowiada przed żadnym elektoratem. Parlament Europejski nie jest prawdziwym parlamentem. Nie pełni funkcji ustawodawczej, a jego deputowani nie realizują obietnic, które złożyli swoim wyborcom. Wybory odbywają się w zbyt dużych okręgach, z żałośnie niską frekwencją i nie są motorem żadnych zmian. 

Jak powiedział jeden z członków personelu PE podczas Europejskiego Seminarium w Londynie: "Jedynymi ludźmi, którzy słuchają europosłów są tłumacze".

Rada Europejska, międzyrządowa organizacja, która faktycznie dysponuje władzą ustawodawczą - spoczywającą zwłaszcza w rękach niemieckiej kanclerz Angeli Merkel - składa się z szefów państw członkowskich, którzy spotykają się zazwyczaj cztery razy w roku. Nie są bezpośrednio wybierani przez obywateli narodów, o których losie decydują. Jeśli chodzi o unijną zasadę "pomocniczości", jest ona ignorowana we wszystkich sprawach, które mają jakiekolwiek znaczenie. Wola wyborców regularnie jest spychana na boczny tor. 

Kiedy w 2005 roku nowa 'konstytucja europejska' została odrzucona przez wyborców we Francji i Holandii (w większości krajów nawet nie pozwolono na głosowanie), dla zwolenników projektu europejskiego nie miało to żadnego znaczenia. Wprowadzono jedynie kilka kosmetycznych poprawek i konstytucja mimo wszystko została przyjęta. Nazwano ją jednak Traktatem z Lizbony. (Irlandia, która zezwoliła na referendum w sprawie traktatu, głosowała przeciwko, w związku z czym została poproszona o ponowne głosowanie, dopóki nie wynik "nie zacznie się zgadzać" - tak wygląda demokracja w stylu Unii Europejskiej).

Niezależnie od tego, czym Unia mogła się stać, od 1980 roku integralną częścią projektu stała się ekonomia neoliberalna. Przez to UE przekształciła się w coś, co niemiecki socjolog Wolfgang Streeck nazwał "motorem napędowym liberalizacji w służbie głębokiej ekonomicznej restrukturyzacji życia społecznego". Jednolity rynek, Traktat z Maastricht, wspólna waluta i Pakt Stabilności i Wzrostu, które powstały w celu narzucenia polityki deregulacji, prywatyzacji, reguł antytrustowych, regresywnych systemów podatkowych, a także cięć na wydatki społeczne - wypchnęły te kwestie poza obszar, w którym mogliby decydować ludzie.

Mając na uwadze, że narzędzia ekonomii keynesowskiej, na których opiera się socjaldemokracja, są obecnie niezgodne z europejskim prawem, nawet "The Economist" stał się dziwnie żarliwy pisząc, że ten układ jest "politycznie bardzo podejrzany". Jeśli chodzi o umowę handlową między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi - Transatlantyckie Partnerstwo na rzecz Handlu i Inwestycji (TTIP) - jest ona ucieleśnieniem fantazji Hayeka, potencjalnie uprawniając korporacje do pozwania wybranych rządów, za to, że słuchały głosów swoich wyborców. 

Kolejna kluczowa instytucja dla neoliberalnej Unii to Europejski Bank Centralny. Jego urzędnicy stoją na straży deflacji, która ma pierwszeństwo nad wzrostem, aby zapobiec pomocy państwa na rzecz przedsiębiorstw. Podobnie funkcjonuje jednolita waluta, która stanowi ekonomiczny "kaganiec" dla całych europejskich regionów, które albo nie mogą dewaluować swojej waluty (jak mogą to robić niepodległe państwa) albo zabrania im się walki ze stagnacją, bo są zmuszane do trzymania swoich gospodarek w ryzach. 

Unia Europejska przeprowadziła ekonomiczny "waterboarding" na Grecji, co poskutkowało cięciami w budżetach szpitali i zmniejszeniem aż o połowę wydatków na leki, podczas gdy wskaźniki zachorowań na HIV wzrosły, przypadki depresji podwoiły się, ilość prób samobójczych wzrosła o jedną trzecią, a liczba martwych urodzeń wzrosła o 21 procent. 4 na 10 greckich dzieci jest zmuszonych do życia w biedzie, a jedno z badań wykazało, że 54 procent Greków pozostaje niedożywionych.

Philippe Legrain, były doradca Manuela Barroso, ówczesnego szefa Komisji Europejskiej, zauważył, że jako "główny wierzyciel w Europie", Niemcy "zdeptały wartości, takie jak demokracja i suwerenność i pozostawiły po sobie państwo wasalskie".

W wyborach rządy krajowe są skutecznie wyrzucane i zastępowane przez usłużnych technokratów, tak jak stało się z Georgem Papandreou z Grecji i Silvio Berlusconim z Włoch. Ponad tym wszystkim jest Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który wydaje orzeczenia takie jak to, aby prawo robotników do strajku podporządkowało się działaniom pracodawców. Hayek musi być zadowolony. 

"W Brexicie naprawdę chodziło o przejęcie kontroli"

Pomimo tego, że śmiano się z haseł o wyjściu z UE, w Brexicie naprawdę chodziło o "przejęcie kontroli". Demokracja wymaga ludzi dla których rząd był, jest i będzie. Bez tego pozostaje tylko wymiana między elitami, prawo traktatowe i chciwość. Lewicowy populizm nie będzie próbował dzielić ludzi tak, jak robi to ten prawicowy. Będzie jednak - jak to określał profesor Streeck - "budował społeczne ramy wokół gorącego jądra kapitałowego zysku".

Ludzie z Davos popełnili ogromny błąd myśląc o państwach narodowych, jak o żenujących anachronizmach wrogich dla demokracji. Wbrew temu, co sądzili, państwo narodowe jest jedyną stabilną podstawą.

W tej chwili lewica w Europie grała według zasad pochodzących z książki, napisanej przez kogoś obcego. Jak to ujął Streeck "część danego narodu, ta ‘zwycięska’, używa globalizacji, jako swojego pola do popisu". Jedno, jeśli nie jedyne, znaczenie Brexitu polega na tym, że jest on nadzieją dla tych, którzy stracili już nadzieję na obietnice zysków z globalizacji. Przegrani, odizolowani i pogardzani, postanowili w akcie desperacji zrobić suwerenny gest i zmienić reguły poprzez powrót do polityki państwa narodowego, aby móc wyrównać rachunki.

"Szukają schronienia" - jak to określił prof. Streeck - w "demokratycznej ochronie, zasadzie powszechności, lokalnej autonomii, dobrach wspólnych i egalitarnych tradycjach".

Zamiast oddać pola prawicowym natywistom, część z nas z demokratycznej lewicy, idzie z nimi u boku.

Alan Johnson/The New York Times

Tłum.: KK

*Termin Człowiek z Davos - (org. Davos Man) odnosi się do biorących udział w Forum Ekonomicznym Davos.

Śródtytuły pochodzą od redakcji. 

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje