​Dobre strony brexitu

zdj. ilustracyjne /AFP

W przeciwieństwie do tego, co mówią zwolennicy Unii Europejskiej prognozujący zagładę Wielkiej Brytanii, Zjednoczone Królestwo ma się całkiem dobrze i jest spora szansa, że zostanie tak nawet po opuszczeniu UE - czytamy na łamach "The New York Times".

Reklama

24 lipca rozpoczęły się negocjacje handlowe między Wielką Brytanią a Ameryką. Co prawda nie można ich jeszcze formalnie tak nazywać: dopóki Wielka Brytania nadal jest członkiem Unii Europejskiej, ma rozstrzygać wszystkie decyzje handlowe w Brukseli. Oficjalny przedstawiciel handlowy Stanów Zjednoczonych Robert Lighthizer oraz brytyjski sekretarz handlowy Liam Fox spotkali się w celu rozpoczęcia dyskusji na temat tego, co może się zdarzyć, gdy brexit wejdzie w życie w 2019 roku.

Obie strony tych rozmów mogą wiele zyskać. Rozmowy między Waszyngtonem a Brukselą w sprawie liberalizacji handlu trwają od dziesięcioleci. Jednak zawsze na drodze stał francuski protekcjonizm, który udzielał się także innym państwom europejskim.

Reklama

Pomiędzy Wielką Brytanią a Ameryką nie ma takich problemów. Oba kraje inwestują u siebie nawzajem bardzo dużo: około miliona Amerykanów pracuje dla brytyjskich firm, a podobna liczba Brytyjczyków pracuje dla amerykańskich. Liberalna umowa handlowa, oparta na wzajemnym uznawaniu standardów i kwalifikacji, zwiększy obie gospodarki.

Premier Theresa May utrzymuje, że chce, aby Wielka Brytania była światowym liderem w wolnym handlu. Równolegle z rozmowami z Waszyngtonem, Wielka Brytania zaczyna rozmawiać z Chinami, Japonią, Indiami, Australią i innymi. 

Globalne transakcje handlowe powinny uzupełniać, a nie zastępować stosunki gospodarcze Wielkiej Brytanii z pozostałymi 27 państwami Unii Europejskiej. Przykładowo Szwajcaria, która nie należy do wspólnoty eksportuje prawie pięć więcej niż  Wielka Brytania, głównie do Unii Europejskiej, równocześnie prowadząc transakcje handlowe na całym świecie.

Idea globalistycznej Wielkiej Brytanii, opuszczającej Unię Europejską, może być drobnym zaskoczeniem. Wiele komentarzy, zwłaszcza tych głoszonych spoza terytorium Wielkiej Brytanii, stało na stanowisko, że brexit jest zjawiskiem natywistycznym i protekcjonistycznym. Ciągle czytamy, że głosowanie było w dużej mierze związane z imigracją.

W rzeczywistości sondaże opinii publicznej przed i po głosowaniu ujawniły się, że głównym problemem dla osób głosujących za opuszczeniem UE jest demokracja. Na przykład wynik końcowy rozmów z 12 369 osobami ujawnił, że 49 procent z nich zagłosowało "za", po to, aby usprawnić proces podejmowania decyzji, a tylko 33 procent po to, aby uzyskać większą kontrolę nad imigracją.

W polityce nikt nie słucha strony przeciwnej. Zamiast szukać informacji u źródła, czyta się raporty na temat tego, jaką opinię ma druga strona. Jeśli ktoś mówi ci, że w brexicie chodziło i imigrację, możesz być niemal pewien, że rozmawiasz z kimś, kto głosował za pozostaniem w Unii. Ci, spośród moich przyjaciół, którzy głosowali za pozostaniem nie rozważali w ogóle kondycji demokracji ani względów ekonomicznych.

Ta sama tendencja dotyczy informacji ekonomicznych.  Oto kilka brytyjskich raportów z ostatnich dwóch tygodni: bezrobocie znowu spadło, jak co miesiąc od głosowania, do 1,49 mln (z 1,67 mln w czerwcu zeszłego roku); popyt na produkcję jest na najwyższym poziomie od sierpnia 1988; sprzedaż detaliczna, według oficjalnych danych wzrosła o 2,9 procent.

Eksport wzrósł o 10 procent w stosunku do roku ubiegłego, wspomagany przez korektę kursu walutowego. Ludzie z obozu "pozostać" wskazują na upadek kursu funta, ale rzadko wspomina się, że przed głosowaniem Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Anglii zgodziły się, że cena waluty była sztucznie zawyżona.

Europejczycy kontynentalni najwyraźniej uważają brytyjską gospodarkę za atrakcyjną; więcej z nich pracuje teraz w Wielkiej Brytanii niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli chodzi o rzekomy spadek znaczenia Londynu, wiele europejskich banków, w tym Deutsche Bank i ING, od czasu referendum zwiększyło tu ilość operacji. 

W zeszłym roku firma Wells Fargo wydała 300 milionów euro (około 392 milionów dolarów) na nową siedzibę w Europie - właśnie w Londynie. Ostatnie badanie przeprowadzone w lipcu przez Robert Walters City Jobs wskazuje, że zatrudnienie w usługach finansowych wzrosło o 13 procent w stosunku do roku ubiegłego. 

Możesz pomyśleć, że jestem stronniczy. Ale to uczciwe porównanie tego, co się wydarzyło od czasu głosowania w sprawie brexitu z tym, co przewidywano podczas kampanii.  

Zwolennicy pozostania w UE twierdzili, że należy spodziewać się recesji w 2016 roku. W rzeczywistości Wielka Brytania zanotowała większy wzrost w ciągu sześciu miesięcy po referendum niż w ciągu sześciu miesięcy przed nim. Mówiono, że indeks FTSE 100 spadnie, a w rzeczywistości brytyjskie akcje utrzymały się na stabilnym poziomie po głosowaniu. Twierdzili, że Szkocja wyjdzie z Wielkiej Brytanii, a w rzeczywistości poparcie dla separatyzmu upadło, a szkocka premier  Nicola Sturgeon zrezygnowała z planowanego referendum w sprawie niezależności. 

Wielu ludzi, niezależnie od tego jak głosowali, cieszy się z tych dobrych wieści. Jednak niektórzy euroentuzjaści nieproporcjonalnie eksponowani w BBC i "The Financial Times", działają jacyś prorocy, stale odkładający datę obiecanej apokalipsy.  

Na początku mówili, że głos za opuszczeniem UE zniszczy gospodarkę. Potem mówili, że trzeba zaczekać aż rozpocznie się proces, a kiedy ten już ruszył, mówią "poczekaj, aż zobaczysz, jakie fatalne warunki wynegocjujemy z Unią". 

To dziwne. Ludzie, którzy są najbardziej prounijni są na ogół najmocniej przekonani o tym, że UE sama zadziała sobie na szkodę. Ja mam nieco lepsze zdanie na temat naszych europejskich sojuszników. Ale nawet jeśli bym go nie miał, nadal uszanowałbym ten układ.

Adam Smith uważał, że "nie od przychylności rzeźnika, piwowara czy piekarza oczekujemy naszego obiadu, lecz od ich dbałości o własny interes". I podobnie - umowa o wolnym handlu nie jest kwestią dobroczynności UE, ale leży w jej interesie, sprawiając, że ​​każdy na niej zyska. 

Jeśli chcesz mieć dobry obraz przyszłych stosunków Wielkiej Brytanii z Unią Europejską, pomyśl o Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Kanadyjczycy mają do czynienia z federacją, której wcale nie chcą być członkiem, ale utrzymują z nią bliskie stosunki dyplomatyczne, wojskowe i gospodarcze.  

Podobnie, za dwa lata, Unia Europejska straci złego najemcę i zyska dobrego sąsiada. 

(Daniel Hannan jest członkiem Parlamentu Europejskiego). 

Daniel Hannan/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje