Donald Trump zredefiniował Zachód

Donald Trump w Polsce /AFP

Podczas swojej warszawskiej przemowy prezydent USA Donald Trump próbował balansować pomiędzy nacjonalizmem a powojennym liberalizmem. Zamiast tego wyszedł mu dość niechlubny misz-masz - czytamy na łamach "The New York Times".

Reklama

Jest taki stary żart z czasów zimnej wojny: dwa pociągi wjeżdżają na Dworzec Centralny w Warszawie - jeden jedzie z Moskwy do Paryża, a drugi w przeciwnym kierunku. Francuz wychyla się z pociągu jadącego na wschód, patrzy i myśli: "O mój boże! Moskwa jest tak brzydka, jak oczekiwałem!", Rosjanin robi to samo - wychyla się z pociągu jadącego na zachód i wykrzykuje: "Ah, que c’est beau, Paris!" (Och! Jaki piękny ten Paryż! - red.)

Ten dowcip przypomniał mi się po przemówieniu Donalda Trumpa w Warszawie. Byli tacy, którzy żyli w przekonaniu, że amerykański prezydent skorzysta z okazji, aby uderzyć w liberalizm i w Niemcy i tacy, którzy mieli nadzieję, że Trump zadeklaruje, iż Ameryka jest solidarna z Europą. I tak jak w tym dowcipie - żadna ze stron nie miała racji.

Reklama

W Warszawie Trump śmiało stwierdził: "Podstawowym pytaniem naszych czasów jest to, czy Zachód ma chęć przetrwania". Mówiąc to, pokazał, że jego administracja narodziła się ponownie do tego, aby bronić amerykańskich sojuszy po zimnej wojnie, choć w zdaniu tym pojawiła się także chęć do zredefiniowania pojęcia Zachodu na nowo.

W czasach zimnej wojny "Zachód" odnosił się do tak zwanego wolnego świata - liberalnego porządku demokratycznego. Obecnie zastąpiono go pojęciem kulturalnym, a nie politycznym. Ale w przeciwieństwie do XIX wieku, gdy "męstwo białego człowieka" zajmowało w tym porządku dumne miejsce, dziś dominują "lęki białego człowieka".

Po przeczytaniu warszawskiego przemówienia prezydenta Trumpa można wyobrazić sobie przyszłych historyków, którzy przeszukują Bibliotekę Trumpa i odkrywają dwie krótkie, niepotwierdzone prywatne notatki adresowane do 45. prezydenta. 

Są napisane przez Stephena Bannona, jego głównego doradcę politycznego i H.R. McMastera, doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego. W obu notatkach panowie nalegają, aby Trump wygłosił mocne przemówienie w Europie, chodzi im o jednak o zgoła inne wypowiedzi.

W tym wyimaginowanym scenariuszu Bannon wzywałby prezydenta do podważenia europejskiej gotowości do życia pod osłoną politycznej poprawności: "Zachód jest pod oblężeniem, zagrożony przez radykalny islam i aby przetrwać, musi trzymać się ściślej swojej chrześcijańskiej tożsamości. Powiedz europejczykom, że potrzebujemy Boga, jeśli w ogóle jeszcze pamiętają, co to Bóg. "

Bannon pisałby dalej: "zmuś ich do zrozumienia, że liberalne bzdury, które dominowały podczas zimnej wojny sprawiają, że jesteśmy słabsi i bezbronni w obliczu świata nasyconego terrorystami i imigrantami. Ani wolna prasa, ani osobliwy podział sił nie chronią nas w dzisiejszym świecie. Nawet jeśli europejscy przywódcy cię nie zrozumieją, to dotrze to do obywateli".

W swojej notatce Bannon sugerowałby, że idealnym miejscem na wygłoszenie tego historycznego przemówienia jest Paryż - wkrótce po tym, jak na prezydenta Francji zostanie wybrana Marine Le Pen. "Jestem pewien, że jej się uda" - pisze doradca. "Francuzi są tylko o jeden akt terroru od tego, aby na nią zagłosować".

Druga notatka napisana przez McMastera jest diametralnie różna. "Przywództwo Ameryki na świecie i nasze własne bezpieczeństwo będzie zależało od tego, czy będziemy zdolni do pielęgnowania sojuszy powstałych po Zimnej Wojnie" - pisałby.

Odwołałby się do niedawno wydanej książki Jakuba J. Grygla i A. Wess Mitchella "Niespokojna granica: nowi konkurenci, nędzne sojusze i kryzys amerykańskiej władzy", twierdząc, że w czasach, gdy amerykańskie przywództwo jest kwestionowane przez inne światowe potęgi, główne ryzyko polega na tym, że rywale Ameryki wystawią sojusz na próbę, powodując destabilizację innych - małych i średnich amerykańskich sojuszy.

"Mamy przed sobą podwójne wyzwanie" - sugerowałby McMaster. Musimy nie tylko zadbać o NATO, ale także zatroszczyć się o to, aby nasi mniejsi sprzymierzeńcy zainwestowali w swoje bezpieczeństwo i walczyli o swoją wolność, tak jak Polacy odważnie walczyli podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku. Nasi sojusznicy muszą mieć pewność, że ich wspieramy, w przeciwnym wypadku będą skłonni robić interesy z Rosją lub jakąś inną rewizjonistyczną potęgą".

McMaster zalecałby prezydentowi Trumpowi, aby przemowę wygłosił w Warszawie lub w innym kraju nadbałtyckim i podkreślił niezachwiane przywiązanie Ameryki do art. 5. traktatu NATO, który zobowiązuje do zbiorowej obrony. Podkreśliłby także znaczenie tej przemowy dla relacji Rosja-USA: "Jeśli prezydent chce osiągnąć cokolwiek podczas pierwszego spotkania z Władimirem Putinem, najlepiej będzie jechać do Polski. Polacy udzielą ci swego rodzaju licencji na robienie interesów z Putinem".

Trump ostatecznie dostosował się do obu tych wyobrażonych wypowiedzi. I to się sprawdziło. Europa Środkowa doceniła przemówienie prezydenta. Ludzie zaczęli rozmyślać nad kryzysem uchodźczym i groźbą powstania Unii Europejskiej dwóch prędkości. (Jak na ironię w Polsce od dekad nie doszło do żadnego ataku terrorystycznego, a w granicach kraju nie przebywają prawie żadni uchodźcy).

To, co najbardziej przebija się z przemówienia Trumpa, to nie ostra krytyka liberalizmu, ale jego pesymizm odnośnie przyszłości Zachodu. Został wybrany na prezydenta USA z powodu obietnicy przywrócenia amerykańskiego triumfalizmu, ale wydaje się, że boi się porażki. To, co obiecał swoim słuchaczom w Europie nie miało nic wspólnego ze "zwycięskim Zachodem", a bardziej z Zachodem, który nigdy nie zostanie "złamany".

To była przemowa w polskim stylu. Polacy, bardziej niż ktokolwiek inny, są świadomi swojej własnej historii pełnej raczej szlachetnych porażek niż chwalebnych zwycięstw.

Chociaż Trump ma rację, że żyjemy w niebezpiecznym świecie i że obywatele powinni być gotowi do zdefiniowania na nowo swojego stylu życia, budowanie nowej tożsamości Zachodu wokół idei ‘twierdzy pod oblężeniem’ jest ryzykownym przedsięwzięciem.

Ameryka i Europa mogą znaleźć się w pozycji człowieka, który w obawie przed śmiercią... decyduje się popełnić samobójstwo.

(Ivan Krastev jest prezesem Centrum Strategii Liberalnych, stałym członkiem Instytutu Nauk Humanistycznych w Wiedniu )

Ivan Krastev/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje