Dramatopisarz na praskim zamku

"Jestem pisarzem, nie politykiem" - powiedział o sobie Vaclav Havel. Ale historia miała wobec niego inne plany.

18 października 1989 roku, wraz z grupą piętnastu czeskich dysydentów, zostałam zatrzymana przez czechosłowacką służbę bezpieczeństwa, która chciała w ten sposób zapobiec naszemu spotkaniu w centrum Pragi. W gronie tych dysydentów był również Vaclav Havel, któremu, dzięki spóźnieniu, udało się jednak uniknąć aresztowania. Jeszcze tego samego dnia większość z nas odzyskała wolność. Wszyscy zebraliśmy się na nieformalnej naradzie w hotelu Intercontinental. Nie minął miesiąc, a w Czechosłowacji rozpoczęła się Aksamitna Rewolucja. Tamtego październikowego dnia nikt z nas nie mógł przewidzieć takiego rozwoju wypadków.

Reklama

Ale zmiany wisiały w powietrzu. Prascy dysydenci ubolewali nad tym, że - jak sądzili - Czechosłowacji brakuje przywódców na przyszłość. "Potrzebujemy autentycznych osobowości politycznych, z charyzmą i programem" - powiedział Havel. "A co z tobą?" - zapytałam. "Ja będę uczestniczył w wydarzeniach jako amator, nie zawodowiec" - odpowiedział, wbijając zamyślone spojrzenie w podłogę, jak to miał w zwyczaju, kiedy mówił. "Jestem pisarzem, nie politykiem. Chciałbym namaścić króla, ale sam nie chcę nim zostać."

Przyglądałam się Havlowi - niskiemu, uroczo nieśmiałemu człowiekowi w pomiętym swetrze i dżinsach; dramatopisarzowi, a nie politykowi. I myślałam: "On naprawdę wierzy w to, co mówi". Ale historia miała wobec niego inne plany.

W 1976 r. aresztowanie członków czeskiej undergroundowej formacji The Plastic People of the Universe pośrednio zapoczątkowało narodziny czechosłowackiej inicjatywy niezależnej zawiązanej w obronie praw człowieka, znanej jako Karta 77. Nie zdziwiłam się więc, kiedy w 1988 r. Havel zaprosił mnie, abym dołączyła do niego i jego przyjaciół podczas podziemnego rockowego koncertu. Był to koncert zespołu Midnight, duchowego spadkobiercy The Plastic People. W sali panował gwar i unosiły się kłęby papierosowego dymu; tłoczyli się w niej ludzie znacznie młodsi od Havla i jego przyjaciół. Niedługo po tym, jak znalazłam się w tym oświetlonym migotliwym światłem pomieszczeniu, straciłam kontakt z Havlem, chociaż od czasu do czasu mogłam dojrzeć go w oddali, tańczącego szaleńczo wraz z tłumem. Nigdy wcześniej ani później nie widziałam go tak szczęśliwego.

Havel, obdarzony ironicznym i łobuzerskim poczuciem humoru, postrzegał życie jako teatr. W 1988 r., nie mogąc opuścić Czechosłowacji, by w Nowym Jorku osobiście przyjąć tytuł "Human Rights Monitor" nadany mu przez Human Rights Watch, wysłał w zastępstwie swojej osoby Jachyma Topola, młodego, długowłosego poetę - bitnika. Później, już jako prezydent Czechosłowacji, mianował ambasadorem w Waszyngtonie Ritę Klimovą, która mówiła po angielsku z akcentem rodem z Bronksu, a marzeniem jej życia było odwiedzić Amerykę taką, jaką zapamiętała z czasów swojej młodości. Sekretarzem w swojej kancelarii uczynił Karla Schwarzenberga, czeskiego arystokratę, który przywrócił właściwe proporcje wnętrzom praskiego zamku, zagraconym tandetnymi, plastikowymi meblami pozostawionymi przez komunistów. Na stanowisko ambasadora Czechosłowacji w Związku Radzieckim powołał dysydenta Rudolfa Slansky'ego, noszącego to samo imię, co jego ojciec - a był nim nie kto inny, jak sekretarz generalny Komunistycznej Partii Czechosłowacji w latach 1945 - 1951, skazany na śmierć i stracony z polecenia Moskwy. Słynny muzyk rockowy Frank Zappa został zaś honorowym ambasadorem kultury prezydenta Czechosłowacji.

Publiczne ceremonie wywoływały w Havlu poczucie dyskomfortu. Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam go jako prezydenta, a było to w lutym 1990 r., znów miał na sobie swój nieodłączny sweter i dżinsy, a po rozległych, marmurowych korytarzach praskiego zamku poruszał się... na hulajnodze. Podczas naszego kolejnego spotkania, dwa lata później, wyglądał już bardziej "prezydencko". Miał na sobie garnitur i krawat, ale jego skromny, wycofany sposób bycia pozostał ten sam.

Ze sprawowaną przezeń funkcją prezydenta wiązał się ogromny prestiż, ale niewielka władza realna. Swój urząd Havel wykorzystywał jako swoistą platformę moralną, nie bacząc na to, jak niepopularne mogły być jego poglądy.

W październiku 2000 r. brałam udział w obchodach czeskiego Dnia Odzyskania Niepodległości. Niebo nad Pragą rozświetlały fajerwerki; na Hradczanach poustawiano stoły bankietowe i rzęsiście oświetlono wszystkie pomieszczenia, w których zasiadło jakieś cztery tysiące ludzi, w tym wielu dawnych dysydentów. Nawet przy tak radosnej okazji, Havel bez owijania w bawełnę mówił o negatywnych aspektach nowego czeskiego kapitalizmu. Mówił o rozpaczy, jaką napawała go dewastacja czeskiego krajobrazu i szpecenie miast i miasteczek "banalnie uniwersalną architekturą wyzutą z kreatywności i wyobraźni"; o szerokich bryłach supermarketów i galerii handlowych, które "stoją w sprzeczności zarówno z krajobrazem miejskim, jak i przyrodą". Ubolewał nad degeneracją języka, rozrostem korupcji i nieuczciwości, wreszcie nad "krwią płynącą z telewizyjnego ekranu".

Po złożeniu urzędu Havel nie przestał wspomagać obrońców praw człowieka i więźniów politycznych. Wspierał m.in. laureata pokojowej nagrody Nobla, Liu Xiaobo, i jego rodaków, których manifest społeczeństwa obywatelskiego Karta 08 inspirowany był Kartą 77. Słynny esej Havla, "Siła bezsilnych", do dziś dnia pozostaje natchnieniem uciśnionych.

Vaclav Havel marzył o powrocie do pisania na pełny etat, ale, zwłaszcza w ostatnich latach, przeszkadzało mu w tym wątłe zdrowie i liczne zobowiązania. Ten bohater wbrew swojej woli, zawsze skromny, wydawał mi się raczej smutną figurą, wepchniętą w ramy życia na świeczniku, o które nie zabiegał.

Wywarł jednak ogromny wpływ na cały świat - poprzez swoje dzieła, swoją odwagę i niezaprzeczalnie moralną postawę. Nie zobaczymy już nikogo takiego jak on.

Jeri Laber

"New York Times" / "International Herald Tribune"

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Autorka jest współzałożycielką organizacji Human Rights Watch)

New York Times/©The International Herald Tribune

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje